Mleko produkowane w Juchowie jest w jakości ekologicznej, biodynamicznej i certyfikowane także jako gwarantowana tradycyjna specjalność, czyli mleko sienne. A więc jest potrójnie certyfikowane. Rolnictwo biodynamiczne – jak informują w Juchowie – to najbardziej zrównoważona forma gospodarowania. Jego istotą jest gospodarstwo funkcjonujące jako organizm w zgodzie z naturą, a świat zwierząt i roślin jest ściśle powiązany z glebą i jej życiem biologicznym. Oczywiście, kształtowany jest przez człowieka, ale wpływają na nie kosmos i ziemia. – Podstawą uprawy roślin jest urozmaicony płodozmian z dużym udziałem bobowatych oraz nawożenie kompostami oraz preparatami biodynamicznymi pobudzającymi procesy życiowe w glebie – mówi Monika Liberacka, członek zarządu Rolniczej Spółki Juchowo.

Z kolei hodowla i chów krów spełniają wymagania dotyczące dobrostanu. Zwierzęta mają zapewniony dostęp do pastwisk i wybiegów. Ważnym elementem rolnictwa biodynamicznego jest także aspekt socjalny, dlatego środowisko wiejskie integrowane, a pracę tutaj znalazły osoby niepełnosprawne.

Hodowla i chów

Najważniejsze jest dostosowanie krów do warunków, jakie można im zapewnić w gospodarstwie w Juchowie. Wspomniana certyfikacja wskazuje na kierunki selekcji i dążenie do doskonalenia krów pod tym kątem. Ponieważ hodowczyni chce maksymalizować wydajność życiową samic, w ich selekcji największy nacisk kładzie na długowieczność. Obecnie najstarsza krowa o imieniu Fryga 8 ma już 17 lat i wydajność życiową sięgającą 86 tys. kg mleka przy zawartości tłuszczu 4,2 proc. i białka 3,4 proc. Średnia wydajność krów ze stada wynosi 35 tys. kg, czyli jest wyższa niż średnia wydajność krów w Polsce utrzymywanych w systemach konwencjonalnych. W Juchowie samice żyją ponad 6 laktacji (średnia wartość dla krów w Polsce spod oceny wynosi 2,9 laktacji).

W Juchowie utrzymywanych jest 350 krów mlecznych dwóch ras, polskiej holsztyńsko-fryzyjskiej odmiany czarno-białej oraz brunatnej szwajcarskiej. Średnia wydajność stada zbliżyła się do 6 tys. kg w 305-dniowej laktacji. W sumie rocznie samice w gospodarstwie dają 1,8 mln kg mleka. Na rynku mleka ekologicznego dużo się zmieniło w ostatnim czasie. Obecnie część surowca przetwarzana jest w gospodarstwie, część nadal trafia na rynek niemiecki, a kolejna część do polskich przetwórców. Od nowego roku mleko nie będzie już sprzedawane do Niemiec.

 – Tamtejsze mleczarnie, co jest także wymogiem konsumentów, stawiają na zakupy surowca od własnych producentów, dlatego też tracimy ten rynek – przyznaje hodowczyni. U nas, niestety, mleko ekologiczne nie jest rozpoznawalne w szerokiej świadomości, a przetwórcy nieraz sięgają po ten produkt ze Wschodu, bo tam mogą nabyć go o wiele taniej.

Selekcja bydła w stadzie opiera się przede wszystkim na kryciu naturalnym, co nie oznacza, że nie stosuje się inseminacji. Inseminowane są te sztuki, od których zostaną przeniesione pożądane cechy na samca, przyszłego rozpłodnika. Używanie mrożonego nasienia jest także wymogiem prawa hodowlanego, bo przyszłe potomstwo musi mieć znane pochodzenie, a wartość hodowlana ojca musi być oceniona na córkach. Poza tym trudno sobie wyobrazić postęp genetyczny w stadzie, w którym korzystano by twyłącznie z naturalnych metod rozrodu. Co ciekawe, certyfikacja gospodarstwa pod kątem produkcji biodynamicznej wyklucza z inseminacji używanie nasienia seksowanego i dokonywania embriotransferów. – Nie kartkuję katalogów z nasieniem samców od czołowych firm oferujących nasienie buhajów, bo czołowe buhaje nie są wykorzystywane w naszym stadzie – przyznaje Monika Liberacka. Do inseminacji wykorzystywane jest także nasienie buhajów mięsnych, a zapładniane nim są te samice, od których nie zostaną do dalszej hodowli jałówki remontowe. Oczywiście, hodowczyni nie tylko kładzie nacisk na długowieczność w selekcji samic, lecz także nie zapomina o doskonaleniu eksterieru. Zwraca uwagę na wymiona, ich budowę i zawieszenie, a także na nogi i racice. Dobór jest prowadzony także pod kątem łatwości wycieleń.

Podstawą żywienia krów w okresie zimowym jest siano. Poza nim samice otrzymują buraki pastewne, a na stół paszowy trafiają także w nieznacznym stopniu pasze treściwe. Uwaga, tylko jedną czwartą dawki pokarmowej mogą stanowić wspomniane pasze. Żywienie opiera się w głównej mierze na wspomnianym sianie, krowy mleczne w ogóle nie dostają sianokiszonek ani kiszonki z kukurydzy – pasze kiszone są wykluczone z żywienia. W okresie letnim samice wychodzą na pastwiska, w związku z czym przeważa w ich diecie pasza soczysta. Siano zadaje się im tylko podczas dokarmiania po doju.

 – Nasze dawki żywienie dla krów nigdy nie są zbilansowane, co jest pokłosiem specyficznej produkcji mleka – zauważa pani Monika. – Nie mamy identycznej paszy, co zrozumiałe, dlatego w selekcji dążymy do tego, żeby nasze krowy nie były wrażliwe pod tym kątem – dodaje.

W stadzie są formowane grupy żywieniowe – i jest ich kilka. Jedna to samice do 100. dnia laktacji, druga – od 100. do 200., trzecia – po 200., dwie grupy krów zasuszonych i porodówka.

Czy krowy chorują na mastitis? – Tak, jak w każdym stadzie, tylko my każdą krowę i każdą ćwiartkę jej wymienia traktujemy indywidualnie, wykonujemy posiewy i dopiero w uzasadnionych przypadkach podajemy antybiotyk oraz stosujemy podwojony okres karencji. Do zasuszania krów podchodzimy selektywnie, co nie oznacza, że nie stosujemy w gospodarstwie antybiotyków – mówi hodowczyni. Cielęta odchowywane są na pełnym mleku, gdyż certyfikacja produkcji uniemożliwia stosowanie preparatów mlekozastępczych.

Zwierzęta są chowane w bardzo wysokim dobrostanie. Każde ma swoje legowisko i miejsce przy stole paszowym. Miejsca jest o wiele więcej niż w tradycyjnych oborach. Naturalne światło odgrywa kluczową rolę w produkcji biodynamicznej. Nawet zimą krowy muszą mieć zapewniony dostęp do wybiegu, co oznacza, że budynki są otwarte, czyli temperatura powietrza w nich jest prawie taka sama jak na zewnątrz.

– Szczególną uwagę zwracamy na legowiska, bo nasze samice muszą mieć bardzo dobre warunki, gdy się kładą – podkreśla gospodyni. Można o nich powiedzieć, że są ciepłe i komfortowe. Ciepło daje im słoma, którą są ścielone, a komfort drewniane przegrody. Całkiem inne jest odczucie, gdy krowa, kładąc się, dotyka drewnianych przegród zamiast zimnego metalu. Dno legowiska stanowi pocięta słoma wymieszana z kompostem i wapnem. Budynki są lekkie, niewysokie, wykonane z drewnianej konstrukcji. Na wybiegach są maty gumowe, a w przestrzeni między legowiskami posadzki z betonu czesanego, aby nie były zbyt śliskie.

Dój w Juchowie odbywa się dwa razy dziennie, o godzinie 5.00 i 16.00. Krowy dojone są w hali typu rybia ość – dwa razy szesnaście.

Ekonomia produkcji

– Sprzedajemy mleko wysokiej jakości, a niestety nie każdy może zapłacić za ten surowiec godziwą cenę – informuje Monika Liberacka. Nasze koszty produkcji są wyższe od ceny, za jaką sprzedajemy mleko. Jeszcze jest sporo do zrobienia w tym temacie – dodaje.

Ile wobec tego otrzymują w Juchowie za kilogram mleka siennego, a ile powinni otrzymywać?

– Takie mleko powinno w skupie kosztować więcej niż 3 zł, a tej ceny teraz nie ma – oświadcza hodowczyni.

Cena tego produktu na półce sklepowej powinna wynosić ok. 6 zł?

– To zależy od tego, jak bardzo skrócimy łańcuch dostawy. Im bardziej skrócimy drogę od producenta do konsumenta, to więcej pieniędzy zostaje w kieszeni tych, w których powinno zostać. Wiadomo, że każdy musi zarobić: rolnik, mleczarnia, hurtownik i sklep. Gdy wspomniany łańcuch jest długi, to cena, którą widzimy w Internecie, wynosi ok. 10 zł/l – uzupełnia.

W sklepie na farmie w Juchowie mleko po pasteryzacji jest sprzedawane po 6,5 zł. Co z cenami nabiału produkowanego z tego mleka? Ser żółty wystawiono w nim po 85 zł/kg, a pleśniowy po 60 zł. W Juchowie sprzedawane są także wyroby mięsne z bydła brakowanego na fermie. Za kiełbasę o zawartości 97 proc. wołowiny trzeba zapłacić 70 zł/kg.

– Co doradziłaby Pani innym rolnikom, którzy chcieliby certyfikować swoje gospodarstwo i produkować w nim mleko sienne? – pytamy Monikę Liberacką. Czy skala produkcji ma w tym biznesie duże znaczenie?

 – Należy stado rozwijać stopniowo i jednocześnie stawiać na przetwórstwo mleka we własnym zakresie. Wtedy wartość dodana takiej produkcji pozostanie w kieszeni hodowców bydła – oświadcza nasza rozmówczyni.