Jak czytamy w komunikacie zamieszczonym na stronie Związku Polskich Przetwórców Mleka (ZPPM), w połowie lipca br. opublikowana została opinia rzecznika generalnego Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS) w sprawie francuskiego rozporządzenia z 2016 r. wprowadzającego obowiązkowe znakowanie kraju pochodzenia mleka na produktach mleczarskich wytwarzanych we Francji.  

ETS o opinię w tej kwestii został poproszony w związku z zaskarżeniem przez Grupę Lactalis wspomnianego przepisu, jako niezgodnego m.in. z prawem unijnym. Rząd francuski twierdzi, że postrzeganie jakości przez konsumentów jest częścią jakości produktu, jednak zdaniem rzecznika generalnego ETS Gerarda Hogana oznaczenie kraju pochodzenia należy rozważać jedynie w sytuacji, gdy pochodzenie surowca na realny wpływ na produkt końcowy.

– Każdy inny wniosek utorowałby ostatecznie drogę do pośredniego ponownego wprowadzenia przepisów krajowych dotyczących produktów spożywczych, które miały na celu odwołanie się do czysto nacjonalistycznych – nawet szowinistycznych – instynktów ze strony konsumentów – zaznaczył Hogan w swojej opinii.

Alexander Anton, sekretarz generalny Europejskiego Stowarzyszenia Mleczarskiego (EDA), nie był zaskoczony treścią opinii. Opinia jest niewiążąca, jednak EDA jest przekonane, że ETS przychyli się do tej opinii. Ostateczne orzeczenie powinno zostać wydane jesienią br.

Jak zaznacza EDA w komunikacie prasowym wydanym po opublikowaniu opinii rzecznika ETS, przemysł mleczarski jest istotną częścią rolnictwa UE wykraczającą poza łańcuch dostaw unijnego sektora mleczarskiego.

 – Mleczarstwo jest kręgosłupem przemysłowym i ekonomiczną podstawą funkcjonowania obszarów wiejskich w Europie i poza nią –  zaznaczył Alexander Anton. – Sukces europejskiego sektora mleczarskiego opiera się na europejskim projekcie i jego zasadach, zwłaszcza na jednolitym rynku: przykładowo Francja eksportuje 40 proc. swojego mleka – a ponad 65 proc. eksportowanych francuskich produktów trafia na jednolity rynek UE – podkreślił.

W dalszej części komunikatu podkreślono, że francuskie rozporządzenie wprowadzające obowiązkowe znakowanie kraju pochodzenia zostało zatwierdzone przez KE wbrew opinii służb prawnych Komisji Europejskiej tj. Dyrekcji Generalnej ds. Rozwoju i Dyrekcji Generalnej ds. Konkurencji. Ponadto KE zatwierdziła je na okres próbny dwóch lat w 2016 roku, a nadal ono obowiązuje.  

– Dobrze  widzieć, że nawet Komisja Europejska w końcu przyjmuje podejście proeuropejskie – stwierdził Alexander Anton. – W ostatnich latach Komisja Europejska straciła wiele okazji, aby wywiązać się ze swojej odpowiedzialności jako „strażniczki traktatów” – dodał.

Jako potwierdzenie powyższej opinii sekretarz generalny EDA przytoczył przygotowaną przez Andreasa Schwaba, niemieckiego posła do Parlamentu Europejskiego, listę przyjętych ostatnio środków krajowych naruszających zasadę jednolitego rynku w sektorze spożywczym.

Znajdują się na niej m.in. bułgarskie prawo zobowiązujące handel detaliczny do pozyskiwania 90% wszystkich produktów mleczarskich na rynku krajowym, polskie listy importerów mleka i produktów mlecznych, wezwanie francuskiego ministra rolnictwa do patriotyzmu żywieniowego, wspominane rozporządzenie w sprawie znakowania pochodzenia mleka i wiele innych przykładów np. z Czech, Chorwacji, Węgier oraz Włoch.

– Do szybkiej odbudowy po COVID-19, wydawanie pieniędzy nie wystarczy. Musimy chronić podstawę naszego sukcesu gospodarczego: jednolity rynek. Dziś jesteśmy na złej drodze! – stwierdził Alexander Anton.