W trakcie XXVIII Regionalnej Wystawy Zwierząt Hodowlanych w Szepietowie wycena pięknych samic nie była jedyną atrakcją wartą uwagi. Podczas wystawy odbyła się również, poprowadzona przez Radosława Iwańskiego, redaktora naczelnego miesięcznika Farmer, debata pt. „Genomowanie stada przyszłością hodowli bydła mlecznego”.

Uczestnicy debaty nie skupili się jednak na omawianiu zalet genomowania, tylko na praktycznych rozwiązaniach umożliwiających wykorzystanie tej techniki na szerszą skalę.

Na wstępie głos zabrał Wojciech Mojkowski, dyrektor Podlaskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Szepietowie, który powitał gości oraz podkreślił, że obecnie niezbędne jest korzystanie z nowoczesnych technik, w tym genomowania, gdyż brak postępu przyczyni się do pozostania polskiej hodowli w tyle, daleko za innymi państwami europejskimi.

– Mamy na Podlasiu bardzo dobrze rozwiniętą produkcję mleka. Osiągamy bardzo wysokie wydajności, na poziomie europejskim, ale musimy się wciąż rozwijać, iść do przodu. Nie możemy pozostawać w tyle – jak zaznaczył Mojkowski.

Co jednak musiałoby się stać, aby genomowanie stało się w Polsce powszechne? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta, jednak uczestnicy debaty podjęli wyzwanie, aby jej udzielić.

Zainteresowanie genotypowaniem wciąż rośnie  

Zdaniem dr Agnieszki Nowosielskiej, dyrektor ds. hodowli z Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka, konieczne są dalsze rozmowy i szkolenia na temat tego, jak wykorzystywać informacje dostępne dzięki genotypowaniu, choć jak podkreśliła liczba genotypowanych zwierząt rośnie z roku na rok (w ubiegłym roku polskie laboratoria zgenotypowały ok. 20 tys. zwierząt), gdyż wiedza ta staje się wśród hodowców coraz powszechniejsza.

Dr Nowosielska zaznaczyła również, że powinny zostać podjęte rozmowy na temat oceny wartości hodowlanej dla nowych cech, gdyż obecnie postęp to nie tylko rosnąca wydajność, ale w dużej mierze doskonalenie zwierząt pod kątem cech funkcjonalnych, o których ocena genomowa może dać hodowcy wiele informacji.

Bariery w popularyzacji genotypowania

Prof. dr hab. inż. Stanisław Kamiński z Wydziału Bioinżynierii Zwierząt Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie zaznaczył, że na razie narzędzie, jakim jest genotypowanie, wykorzystywane jest niedostatecznie, gdyż o sukcesie można by mówić po osiągnięciu poziomu 50 tys. zwierząt rocznie.

Zdaniem prof. Kamińskiego barierą spowalniającą popularyzację genotypowania może być cena, choć nie ma możliwości jej zmniejszenia, jak dodał.

Koszt genotypowania = cena jednej porcji nasienia

Zaś dr Nowosielska zaznaczyła, że koszt genotypowania wynosi 90 zł netto (plus 38 zł netto za genomową ocenę wartości hodowlanej).

– Daje to cenę jednej porcji nasienia a informacje możemy wykorzystywać w całym życiu samicy, przede wszystkim w selekcji i doborze par rodzicielskich – wskazała.

Co z genotypowaniem przy niedoborze jałówek?

– Przyczyną może być również przeciętna liczba laktacji. Szybkie dochodzenie do wysokich wydajności osiągnięto kosztem cech funkcjonalnych i liczba laktacji, które krowy kończą jest niewielka, choć nie mówię o wybitnych hodowcach, wobec czego w zasadzie wszystkie jałówki idą na remont i niektórzy hodowcy nie widzą potrzeby, aby sprawdzać wartość takich sztuk skoro i tak wszystkie zostają w gospodarstwie. To wydaje się sporym hamulcem w Polsce – mówił prof. Kamiński.

Polskich hodowców nie stać na tworzenie dobrej genetyki

O barierze finansowej wspomniał również Stanisław Żochowski, hodowca bydła mlecznego, prezes Podlaskiego Związku Hodowców Bydła i Producentów Mleka.

– Polskich hodowców nie stać na tworzenie dobrej genetyki. To są bardzo wysokie koszty – stwierdził Żochowski. – Od lat inwestuję w genetykę, ale zauważyłem co robią nasi zachodni sąsiedzi. W każdym landzie jest związek, spółdzielnia i stacja, które współpracują. Tak powinniśmy zrobić i my, ponieważ sami nie damy rady, nie stać nas. Muszą zaangażować się spółdzielnia i stacja, ale nasze stacje 10 lat temu gdzie nasze stacje poszły? Włodarze oddali w zachodnie ręce, ale jak razem podejdziemy do tego tematu, to jeszcze coś możemy zrobić. Mam nadzieję, że KOWR odkupi udziały od spółek francuskich. Ma to zrobić, ale jakoś długo to idzie – dodał.

Spółki inseminacyjne powinny inwestować hodowlę?

Nawiązując do wspomnianej przez Żochowskiego współpracy hodowców, spółdzielni i spółek dr Nowosielska stwierdziła, że w Polsce do tego układu brakuje tylko spółek inseminacyjnych.

– W innych krajach UE genotypuje się nawet 200-250 tys. zwierząt rocznie i tam inwestują głównie spółki inseminacyjne, ponieważ zależy im na tym, żeby mieć jak najlepsze buhaje. We Francji używa się jednie ok. 15 proc. nasienia z importu, ale tam dbają o to i inwestują głównie spółki inseminacyjne. U nas trochę tego brakuje. Spółki powinny genotypować jak najwięcej buhajków, kreować dobre buhaje, gdyż zwróciłoby im się to w postaci dobrego materiału genetycznego, w dobrych buhajach, które byłyby wykorzystywane na szerszą skalę – tłumaczyła dr Nowosielska.

Co na to spółki?

Do powyższych wypowiedzi odniósł się Bogdan Godlewski ze Stacji Hodowli i Unasieniania Zwierząt w Bydgoszczy, który zaznaczył, że utrudnienia ze strony rządu w okresie wprowadzania wyceny genomowej spowodowały opóźnienie wdrożenia tego rozwiązania, a każdy rok zwłoki generował kilkuletnie opóźnienie w hodowli względem innych państw europejskich.

– Władze nie były tym zainteresowane, tylko ciągle wmawiano nam, że wszystko przyjedzie z zachodu. Doprowadziliśmy do sytuacji, w której krajowe spółki na rynku sprzedają od 25 do 40 proc. nasienia. Nie rozumiem dlaczego do Polski przyjeżdża nasienie z PF 97 czy 102. Nikt nie ma nad tym kontroli. Mamy katalogi szeregu firm, gdzie nie ma polskiego indeksu hodowlanego. Jeśli wszyscy przywożą nasienie za najniższe pieniądze, to jak możemy rozruszać hodowlę? Niestety doszliśmy do tego, że mamy nasienie wszystkich firm, ale najmniej polskiego. My w swoim katalogu mamy 40 proc. polskich buhajów i staramy się zwiększać tę ilość, bo wiemy, że KOWR ma przejąć stację. Pierwsze umowy na tzw. francuskie pożyczki skończyły się z końcem ubiegłego roku. Teraz są przepisywane. Myślę, że będzie to trwało około pół roku, po tym będzie drugi i trzeci rzut, po czym KOWR będzie miał pakiet większościowy i będziemy mogli zająć się tą hodowlą – stwierdził Godlewski.

Zdaniem Godlewskiego hodowcy musieliby kupować co najmniej 60-70 proc. nasienia spółek krajowych, najlepiej z numerem PL, aby nakręcać spiralę rozwoju polskiej hodowli i dofinansowywania genotypowania przez spółki.

– Na razie wszyscy chcą żeby dofinansowywać, ale nasienie najlepiej przywieźć z zachodu – skomentował Godlewski.

Genotypowanie a mleko A2

W dalszej części dyskusji powrócił temat barier i zachęt w popularyzacji genotypowania. Jak zaznaczył Kamil Kosiński, hodowca bydła mlecznego i wiceprezes Podlaskiego Związku Hodowców Bydła i Producentów Mleka, genotypowanie w jego stadzie zostało ostatnio zintensyfikowane ze względu na rosnące zainteresowanie białkiem A2.

Wcześniej genotypowane były tylko najlepsze sztuki, ponieważ był to zbyt wysoki koszt, żeby inwestować w każdą sztukę. Teraz jednak chcę przyspieszyć wymianę materiału genetycznego w zakresie białek mleka A2 – mówił Kosiński. – Chciałbym też wrócić do bariery w postaci niedoboru jałówek i problemów z selekcją. W przypadku wykorzystania nasienia seksowanego można tego uniknąć, gdyż będzie z czego wybierać – dodał.

Mleko A2 jest znane od wielu lat. Jak tłumaczył prof. Kamiński, jest ono korzystniej trawione przez ludzi, gdyż „tranzyt w przewodzie pokarmowym jest łagodniejszy, zwłaszcza u osób, które mają tzw. nieszczelne jelito lub problemy trawienne”. Ponadto jego spożycie wiązane jest z niższym ryzykiem wystąpienia cukrzycy typu 2 i choroby niedokrwiennej serca.

Podczas genotypowania, poza kontrolą pochodzenia czy wykrywania nosicielstwa defektów genetycznych, można zidentyfikować również wariant beta-kazeiny (A2A2/A2A1/A1A1), co może zadecydować o losie danej jałówki, jak przekonywał prof. Kamiński.

– Oczywiście o ile jest perspektywa, że mleko A2 będzie skupowane przed określoną mleczarnie z jakimś bonusem, za wyższą cenę. To powinno być powiązane z innym skupem i inną ceną oraz promocją tych produktów – zaznaczył.

W Polsce prowadzonych jest kilka badań w tym zakresie, w tym program pilotażowy PFHBiPM. Jak podkreśla prof. Kamiński, spory procent polskiego pogłowia bydła charakteryzuje się układem A2A2 albo A2A1, więc stworzenie subpopulacji w stadach, które będą wyłącznie A2A2 nie będzie długotrwałe ani uciążliwe.

Jednak zdaniem Godlewskiego wśród spółdzielni mleczarskich nie widać zbyt dużego zainteresowania takim surowcem. W jego opinii w najbliższym czasie żadna z nich nie zdecyduje się na otwarcie linii produkcyjnych na mleko A2A2.

Jak rozpowszechnić genotypowanie w Polsce?

Podczas dyskusji na pierwszy plan wybijała się konieczność dofinansowania genotypowania, np. po spełnieniu określonych warunków.

– Musi być impuls finansowy, połączony z embriotransferem, użyciem nasienia seksowanego itd. W tego typu sytuacji ingerencja państwa powinno dojść do ingerencji państwa, przynajmniej przez jakiś czas – mówił prof. Kamiński.

Niestety, jak podkreśliła dr Nowosielska, PFHBiPM wielokrotnie usiłowała uzyskać dofinansowanie na projekty związane z genotypowaniem, jednak ministerstwo uznało, że brakuje środków na ten cel. Wspomniała również o niemieckim projekcie, w którym zgenotypowano milion zwierząt ze wsparciem rządowym.

Choć cena nie jest wysoka, to jednak stanowi barierę, co pokazuje ogromne zainteresowanie naszym projektem A2A2, w którym planowane jest zgenotypowanie 12 tys. zwierząt przy koszcie po stronie hodowcy obniżonym z 90 do 30 zł. Wspomniane 12 tys. zwierząt zgłoszono w ciągu trzech dni od uruchomienia zapisów. To pokazuje, że jeżeli jest wsparcie, to hodowcy są bardzo chętni, aby ponieść pewien koszt i wykorzystać tę nową technologię w swoim stadzie – poinformowała dr Nowosielska.

Z innych sposobów na rozpowszechnienie genotypowania w Polsce uczestnicy debaty wymienili dalsze rozmowy i szkolenia. Kosiński dodał, że spółdzielnie mleczarskie mogłyby wskazać hodowcom cele, jak np. mleko A2, które wiązałby się z bonusem finansowym.  

Genotypowanie buhajków do krycia naturalnego

Uczestnicy debaty omówili również kwestię genotypowania samców do krycia naturalnego, gdyż w kwestii pozwolenia hodowcom na indywidualne genotypowanie własnych buhajków czuć wyraźny opór Genomiki Polskiej.  

Prof. Kamiński wspomniał, że najwcześniejsza swoboda w tej kwestii została wprowadzona w Stanach Zjednoczonych, gdzie hodowca może zamówić genotypowanie własnego buhaja i uzyskać wszelkie informacje o jego wartości hodowlanej, choć musi zapłacić więcej niż za jałówkę. Jak dodał Kamiński, wynika to z faktu, że za utworzeniem i rozwojem oceny genomowej na świecie stały spółki inseminacyjne.

– Jest wyczuwalny opór spółek inseminacyjnych, żeby nie dać tej swobody genotypowania. Jest nawet problem z przekazywaniem informacji o wartości hodowlanej buhajków zgenotypowanych i ostatecznie niezakupionych przez stację – mówił prof. Kamiński. – Po tylu latach wydaje się, że Genomika Polska powinna dojrzeć do uwolnienia tej kwestii – dodał.

Z kolei dr Nowosielska zaznaczyła, że do PFHBiPM wpłynął oficjalny wniosek w tej sprawie, w którym podkreślono, że hodowcy chcieliby otrzymywać wyniki oceny genomowej buhajków, które nie zostały zakupione do spółek inseminacyjnych. Prezydium PFHBiPM skierowało ten wniosek do rozpatrzenia na radzie programowej (w jej skład wchodzi 12 osób, w tym przedstawiciele spółek inseminacyjnych, naukowcy oraz hodowcy).

– Spółki kategorycznie się temu przeciwstawiły twierdząc, że nie powinniśmy o tym rozmawiać, gdyż aktualnie są ważniejsze sprawy niż genomowa ocena wartości hodowlanej dla buhajków do krycia naturalnego. PFHBiPM skierowała więc oficjalny wniosek do Genomiki Polskiej, gdyż to ona o tym decyduje, gdzie w ramach głosowania, podczas którego PFHBiPM była, zaś cztery spółki inseminacyjne były przeciw, odrzucono wniosek i nie ma zgody na otrzymywanie wyników oceny wartości hodowlanej dla buhajków do krycia naturalnego – tłumaczyła dr Nowosielska.

Zmiana indeksu PF?

Podczas dyskusji dr Nowosielska poinformowała, że PFHBiPM, zgodnie z oczekiwaniami hodowców, przymierza się do modyfikacji polskiego indeksu PF (Produkcyjność i Funkcjonalność). – Rozmowy zaczną się już w tym roku. Zastanowimy się jak zmienić indeks PF. Oczywiście, zgodnie z oczekiwaniami hodowców, ponieważ budowa indeksu PF odzwierciedla cel hodowlany – mówiła Nowosielska.