Marcin Hydzik, prezes Związku Polskich Przetwórców Mleka, w liście otwartym do Ministra Ardanowskiego odniósł się do publikacji „Jedni wspierają, a dla innych liczy się tylko zysk” zamieszczonej na stronie MRiRW. Prezes ZPPM wyraził zdziwienie i zaniepokojenie, oraz podkreślił niejasności w publikacji, które zaciemniają prawdziwy obraz sytuacji. W związku z częstym podkreślaniem przez Ministra Ardanowskiego, że ze zdobywaniem nowych rynków i zagospodarowywaniem już istniejących branża mleczarska powinna radzić sobie sama, Hydzik zaapelował o nieutrudnianie tych zadań przez publikacje tego typu.

– Szanowny Panie Ministrze, ze zdziwieniem i zaniepokojeniem przyjęliśmy publikację pt. „Jedni wspierają, a dla innych liczy się tylko zysk” na stronie internetowej Ministerstwa Rolnictwa w dniu 22.04.2020 r., w której poddano w wątpliwość patriotyzm gospodarczy tych zakładów mleczarskich, które sprowadzały w pierwszym kwartale 2020 roku mleko do Polski, zamiast - jak rozumiemy intencję autorów – kupować mleko od polskich dostawców. Załączone do publikacji zestawienia zostały opatrzone stronniczym i nieprzyjaznym komentarzem, który nie prezentuje rzeczywistego obrazu działań wymienionych firm, a przez to godzi w ich dobry wizerunek i uderza w relacje, jakie od wielu lat budują one z konsumentami i dostawcami mleka – czytamy w liście.

Prezes ZPPM zaznaczył również, że sugerowanie jakoby motywacją do sprowadzania surowca z zagranicy była niższa cena jest niezgodne z prawdą, gdyż istotna część importu pochodziła z krajów, gdzie mleko jest droższe niż w Polsce.  Ponadto przedstawione zostawienie dotyczyło pierwszego kwartału br., a więc obejmowało również okres przed wprowadzeniem zagrożenia epidemiologicznego w kraju. Prezes ZPPM podkreślił, że ilość mleka zaimportowanego stanowiła poniżej 1 proc. wielkości skupu w Polsce w tym okresie, więc, ze względu na znikomą skalę, nie może mieć wpływu na cenę surowca skupowanego, jak sugeruje wspomniana publikacja.

–  Szczególnie teraz, w dobie pandemii, widać starania ze strony mleczarń, aby chronić i utrzymać swoich dostawców. Przetwórcy mają świadomość, że razem z dostawcami grają w jednej drużynie, zwłaszcza w obliczu kolejnej klęski żywiołowej, czyli czekającej nas suszy i jej konsekwencji, które w mleczarstwie odczujemy zapewne na jesieni tego roku. Dlatego wyjątkowo nieuprawnione są zarzuty tendencyjnie wiążące sprowadzenie tak znikomych ilości mleka spoza granic Polski z sytuacją ekonomiczną rolników-dostawców mleka, gdyż takiego związku po prostu nie ma. Jeżeli podmioty dokonują zakupów mleka za granicą, to robią to z powodu nieadekwatnych do potrzeb i zdolności przetwórczych ilości surowca w gospodarstwach z danym podmiotem współpracujących i braku możności zakupu surowca w kraju (czego jaskrawym przykładem jest import mleka koziego, również wymieniony w zestawieniu). Na pewno nie robią tego także w celu redukcji ponoszonych kosztów – zwłaszcza, że część importowanego mleka pochodziła z takich krajów takich jak Niemcy, Czechy, Holandia czy Słowacja, gdzie ceny mleka surowego są wyższe niż w Polsce – podkreślił Marcin Hydzik. – Autorzy publikacji zapomnieli również, że import mleka z zagranicy nie zmniejsza skupu w Polsce, bo prywatni przetwórcy i dostawcy są związani umowami, których zapisy określają ilości surowca, jakie trafiają do skupu. Spółdzielnie natomiast mają, wynikający ze statutów, obowiązek odbioru mleka od swoich członków – dodał.

W dalszej części listu zaznaczono, że zdecydowaną większość sprowadzonego mleka stanowiła tzw. mleko ekologiczne, którego produkcja w Polsce jest niewystarczająca.

– Dla działających w Polsce zakładów przetwórczych to jedyna szansa na to, aby dostarczać polskim konsumentom tego rodzaju certyfikowane produkty. Istnieje obecnie tylko jedna alternatywa dla importu mleka bio, przetwarzanego następnie w naszym kraju - jest nią import wyrobów gotowych, czego, jak się domyślamy, kierownictwo resortu rolnictwa nie popiera. – czytamy w liście.

Prezes ZPPM odniósł się również do wielkości sprowadzanego masła i serów w pierwszym kwartale br. Zaznaczył, że ilość ta jest bardzo mała i nie można przypisywać jej możliwości wpływania na sytuację gospodarstw mleczarskich w Polsce.

– Natomiast z całą pewnością tego typu publikacje szkodzą wielu firmom, które nie prowadzą skupu mleka, ale np. konfekcjonują sery, które następnie z Polski są wysyłane do blisko 100 krajów. Firmy te  zatrudniają nierzadko 100 osób w rejonach, gdzie już obecnie panuje wysokie bezrobocie. Czy naprawdę w sytuacji zbliżającego się kryzysu i przewidywanego wzrostu bezrobocia potrzebne jest antagonizowanie jednych przeciwko drugim, zamiast troszczyć się o tych, którzy usiłują przetrwać na rynku i nie zwalniać swoich pracowników? – pytał Hydzik.

Wyraził przekonanie, że gdyby podobna sytuacja w odniesieniu do polskiego mleka miałaby  miejsce w Niemczech, czy we Francji, w Polsce natychmiast pojawiłyby się oburzone głosy o ograniczaniu swobody wymiany handlowej, czy próbach wpływania na zasady działania Wspólnego Rynku, a polska branża mleczarska, będąca eksporterem netto, mogłaby utracić wywalczone z wysiłkiem rynki zbytu, co doprowadziło do pogorszenia sytuacji całej branży, w tym gospodarstw produkujących mleko, przy braku szans na zrekompensowanie strat poprzez wzrost konsumpcji krajowej.

– Państwo, które słusznie szczyci się eksportem żywności o wyjątkowej jakości, dla własnego bezpieczeństwa powinno unikać jakichkolwiek inicjatyw o charakterze protekcjonistycznym, zwłaszcza, że polska branża mleczarska co roku musi wyeksportować ok. 30% produkcji. W przeciwnym wypadku wezbrana fala mleka zmyłaby nie tylko większość zakładów produkcyjnych, ale przede wszystkim związane z nimi gospodarstwa rolne, które nie miałyby gdzie dostarczać wyprodukowanego surowca i nie przetrwałyby spadku cen, gdyby całość wyprodukowanego w kraju mleka musiałaby zostać zagospodarowana na rynku polskim – stwierdził Hydzik. – Pan Minister często podkreśla podczas spotkań z przedstawicielami branży mleczarskiej, i słusznie, że mleczarstwo powinno radzić sobie samo w zdobywaniu nowych rynków i zagospodarowywaniu już istniejących. Dlatego zwracamy się z apelem, aby realizacji ww. zadań przynajmniej nam nie utrudniać poprzez publikowanie tego typu artykułów – dodał.