Szerząca się dezinformacja i ataki skierowane na sektor rolno-spożywczy mają ogromny wpływ nie tylko na wizerunek branży w Polsce, ale również na arenie międzynarodowej. O tym jak działają tzw. foodowe hejty opowiedział Michał Fedorowicz, prezes Instytutu Badań Internetu i Mediów Społecznościowych, podczas debaty w ramach kampanii #StopDezinformacjiŻywnościowej.

Dezinformacja poprawia odbiór produktów wege

Na wstępie Fedorowicz poinformował, że analiza sentymentu odbioru produktów mięsnych w sieci, tj. ocena czy odbiór jest pozytywny, czy negatywny, jednoznacznie wskazuje, że produkty mięsne są postrzegane pozytywnie.

Podobnym sentymentem cieszą się również produkty wegańskie stanowiące alternatywę dla mięsa, jednak w ich przypadku dochodzi do zdecydowanie większych zmian, jak tłumaczył ekspert dodając, że w przypadku znacznej dezinformacji na temat produktów pochodzenia zwierzęcego sentyment odbioru produktów wege rośnie, z kolei w przypadku radyklanych treści, np. na nawoływań do rezygnacji z mięsa w stołówkach, sentyment dotyczący produktów wegańskich bardzo spada.

Jak działają foodowe hejty?

Fedorowicz wskazał, że tzw. foodowe hejty opierają się przede wszystkim na jętkowaniu, czyli tworzeniu fałszywych profili, stron, artykułów i influencerów w celu wywołania określonej reakcji decydentów politycznych na dany problem. Drugim działaniem jest wzmacnianie treści negatywnych poprzez dostosowanie przekazu do algorytmów, których nie obchodzi czy promowane treści są poprawne. Trzecim jest polaryzacja, czyli my, dobrzy, i oni, źli. Ponadto wszelkie komunikaty drugiej strony są lekceważone.

Jak działają foodowe hejty? Fot. Screen z konferencji
Jak działają foodowe hejty? Fot. Screen z konferencji

Jak powstają foodowe hejty?

– Pierwszym krokiem zawsze jest stworzenie danych, które mają wyglądać jak prawdziwe. Najlepiej, żeby były to jakieś badania laboratoryjne. Opatrzone liczbami i grafiką przedstawiającą, że ktoś pracował w laboratorium. Najlepiej, żeby to wszystko wyglądało prawdziwie, mimo że nie ma poparcia w dowodach. Następnym krokiem jest implementacja treści. Wcześniej można było jedynie grać na algorytmach, teraz jednak mamy nowość w postaci publikowania fake newsów jako artykułów sponsorowanych w poczytnych mediach. Odbiorcy nie zwracają uwagi na to czy jest to reklama, czy prawdziwy artykuł, a jak widzą, że media o czymś napisały, to wierzą, że jest to prawdziwa afera. Następne zostaje już tylko nakręcanie afery – mówił.

W 2022 r. pojawiło się aż 260 publikacji powielających zmanipulowany przekaz

Działanie te dzielą się na wewnętrzne, mające wpłynąć na wizerunek branży, oraz zewnętrzne, mające uderzać w eksport produktów rolno-spożywczych.

Przykładem takich działań była historia z „chorobą białych włókien”, która została stworzona w nieistniejącym laboratorium przez nieistniejących laborantów, jak wskazał Fedorowicz. Ekspert poinformował, że w 2022 r. pojawiło się aż 260 publikacji powielających w mediach zmanipulowany przekaz.

14 milionów zasięgu dotarcia zmanipulowanych przekazów

– Szacujemy około 14 milionów zasięgu dotarcia zmanipulowanych przekazów. Czy to dużo? Powiem tak, przy dezinformacji nikt nie liczy na to, że jedna informacja zmieni wszystko, że nagle ludzie porzucą dany produkt czy zmienią dietę, natomiast te informacje skapują powoli, codziennie, każdego dnia coś się pojawia, jakaś informacja jest odgrzewana, co na końcu doprowadza do tego, że po 12 czy 24 miesiącach ktoś zaczyna patrzeć na dietę w całkowicie inny sposób – mówił Fedorowicz.