– Część mleczarni ma już bardzo duże problemy. Są to te zakłady, które specjalizowały się w produkcji dla segmentu HoReCa – mówi Edmund Borawski, prezes SM Mlekpol i Polskiej Izby Mleka.

Jak zauważa, zarówno restauracje jak i hotele zostały zamknięte na czas walki z koronawirusem, a były one odbiorcą ogromnej ilości artykułów mleczarskich. Zakłady dostarczające swoje produkty dla segmentu HoReCa już obniżają ceny skupu mleka, grozi im upadłość. Oczekują rekompensat z tytułu tych strat. Pogorszyła się również sytuacja mleczarni sprzedających swoje produkty poza granice kraju. Eksport został w znacznym stopniu ograniczony, są problemy z rozładunkiem, brakuje pracowników. Wzrosły również koszty eksportu - zwłaszcza logistyczne.

Prezes Borawski dodaje, że straty poniosły również zakłady uczestniczące w „Programie dla szkół”. Placówki oświatowe zamknięto już kilka tygodni temu, a hurtownie i zakłady mleczarskie zostały z produktami, które miały trafić do uczniów. Pozostały też opakowania zakupione na potrzeby programu, które nie mogą być zużyte w żaden inny sposób.

Cała branża mleczarska traci z powodu wzrostu kosztów funkcjonowania. Zmiana kursu euro oraz dolara przyczyniła się do wzrostu cen opakowań i dodatków wykorzystywanych w przemyśle mleczarskim. Prezes Edmund Borawski szacuje, że łącznie ze wzrostem cen energii itp. to koszty funkcjonowania Spółdzielni wzrosły o 15% w porównaniu do roku ubiegłego. Zakłady ponoszą też dodatkowe koszty związane z zabezpieczeniami przed koronawirusem - są to płyny dezynfekujące, maseczki, rękawice. Producenci mleka odczuwają również wzrost kosztów z tytułu wyższej ceny za materiały niezbędne do funkcjonowania ich gospodarstw i oczekują podwyżki cen mleka, gdyż są na granicy opłacalności. Dlatego pomoc dla firm z branży mleczarskiej i producentów mleka jest bardzo potrzebna.

 Zdaniem prezesa Mlekpolu rząd powinien pomyśleć np. o ulgach w składkach do ZUS oraz w podatkach. Sytuacja na rynku mleka jest trudna i powinna być uruchomiona interwencja - Unii Europejskiej lub rządu polskiego - polegająca na zdjęciu z rynku nadwyżek masła i mleka w proszku czy nawet przechowania serów, których stany magazynowe na dzień dzisiejszy wzrastają.

Za interwencją opowiada się również Edward Bajko, prezes SM Spomlek. Choć w jego zakładzie skup i produkcja przebiegają normalnie, to widać, że zamówienia są mniejsze niż przed pojawieniem się koronawirusa. Zauważa, że w najgorszej sytuacji są mleczarnie, które nastawiły się na sektor HoReCa oraz duzi eksporterzy. Jak mówi, w przypadku jego spółdzielni sprzedaż na rynku krajowym spadła o około 10%. Mniej produktów mleczarskich zamawiają przede wszystkim duże sieci handlowe. Jest to związane z obostrzeniami - zmniejszeniem liczby klientów mogących przebywać w sklepie. Jednak to nie spadek konsumpcji na rynku krajowym jest największym zagrożeniem dla polskich mleczarni, ale możliwość załamania się eksportu.

– Trzeba pamiętać, że Polska 30-35% swojej produkcji musi wyeksportować – zauważa Edward Bajko. – Jeśli eksport się zatrzyma na naszym rynku pojawią się ogromne nadwyżki. Ta sytuacja dotknie wszystkie mleczarnie, nie tylko eksporterów oraz producentów mleka w proszku i masła, bo wówczas będą starali się oni produkować jak najwięcej innego asortymentu – dodaje.

 Jego zdaniem najszybszym rozwiązaniem, które pomogłoby branży mleczarskiej, byłby wykup mleka w proszku i masła na rezerwy strategiczne. Problemem jest jednak bardzo niska cena, która nie była zmieniana od lat. Należałoby wyznaczyć nowy poziom cen interwencyjnych. Taki, który zakładom mleczarskim i gospodarstwom zajmującym się produkcją mleka umożliwiłby przetrwanie. Należałoby wyliczyć ile trzeba zapłacić, by producenci mleka mogli utrzymać swoje gospodarstwa. W niektórych gospodarstwach koszty produkcji wynoszą poniżej złotówki, w innych 1,40 zł/l. Duży udział w kosztach produkcji mają kredyty.

– Gdyby administracyjnie została zawieszona spłata kredytów, wówczas opłacalność gospodarstw byłaby na wyższym poziomie. Pozwoliłoby to rolnikom przetrwać ten trudny czas – mówi prezes Spomleku.

Zauważa on, że nie tylko polskie, ale całe europejskie mleczarstwo ma problem. I dlatego, że czas i sytuacja są nadzwyczajne, system interwencji powinien być szybki i bardziej śmiały, a nie standardowy. W przeciwnym razie nie będzie czego ratować.

– Sytuacja branży mleczarskiej jest zła i systematycznie się pogarsza - mówi Grzegorz Gańko, prezes OSM w Sierpcu. – Należałoby się więc przymierzyć do interwencyjnych zakupów mleka w proszku i masła, zwłaszcza jeśli nie udrożnią się kanały eksportowe – zaznacza.

Dodaje, że choć na rynku krajowym nie odczuwa się istotnych zmian, widać, że spadają ceny produktów masowych - mleka w proszku czy masła. Eksport staje się trudniejszy przez kłopoty z transportem - brakuje kierowców, nie wszystkie porty pracują tak jak powinny.

A jak my możemy pomóc polskiej branży mleczarskiej? Dariusz Sapiński, prezes Grupy Mlekovita podkreśla, że w znacznym stopniu, to od nas wszystkich zależy czy polskie firmy przetrwają kryzys czy też nie i apeluje do Polaków o zdrowy rozsądek przy zakupach.

– Kupowanie polskich produktów to najprostszy sposób na przetrwanie polskiej gospodarki, w dobie globalnego kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa – mówi prezes Grupy Mlekovita. – PKB rośnie, gdy więcej wytwarzamy, a jeśli więcej wytwarzamy, to osiągamy korzyści z tytułu efektu skali, m.in. przybywa szans na miejsca pracy oraz szans na przetrwanie firm współpracujących w zakresie techniki, technologii czy logistyki. W ten prosty sposób możemy najlepiej wspomóc siebie nawzajem - to wsparcie dla polskich rolników i przedsiębiorców, to praca dla nas i dla naszych bliskich – zaznacza.