- Krowa jest jedynym zwierzęciem, które nie konkuruje z człowiekiem o żywność. Bydło wykorzystuje paszę zieloną z łąk i pastwisk, przetwarzając ją na białko zwierzęce i mleko. Natomiast inne zwierzęta korzystają w pełni np. z wielkich plantacji soi modyfikowanej, transportowanej na duże odległości, a to kosztuje i skutkuje wysoką emisją CO2 do atmosfery - mówił dr Tomasz Sakowski.

Ambitne plany zakładają, że do 2050 roku powinniśmy stać się krajem zero emisyjnym, co oznacza, że należy wyemitować tyle tlenu w procesie asymilacji dwutlenku węgla, aby zrównoważyć wyprodukowaną ilość CO2 do atmosfery.

Dr Tomasz Sakowski podczas Konferencji Farmera mówił m.in. o wpływie bydła na zmiany klimatyczne, fot. AT
Dr Tomasz Sakowski podczas Konferencji Farmera mówił m.in. o wpływie bydła na zmiany klimatyczne, fot. AT

- Byłem zdruzgotany słysząc wypowiedź z ministerstwa rolnictwa, wskazującą co zrobić, aby osiągnąć te wskaźniki redukcji emisji CO2 do atmosfery. Padło stwierdzenie, że najlepiej zredukować stan zwierząt. Jakie skutki miałoby to dla gospodarki? Trzeba pamiętać, że jesteśmy eksporterami wyrobów mleczarskich do Unii Europejskiej i mamy też obowiązek wyżywić nasze społeczeństwo – wyjaśniał wykładowca.

Dr Sakowski zwracał uwagę, że intensywna produkcja zwierzęca pochłania znaczne ilości energii na produkcję i transport pasz, nawozów sztucznych, środków ochrony roślin, emitując przy tym znaczne ilości CO2, podczas gdy zwierzęta korzystające z łąk i pastwisk mają swoją bazę paszową w zasięgu wzroku. To samo dotyczy dodatków paszowych, a zwłaszcza soi ekstrahowanej sprowadzanej do Polski głównie z Argentyny.

Okazuje się, że na poziom emisji metanu może mieć również wpływ skład botaniczny runi pastwiskowej. Dzienna ilość emitowanego do atmosfery przez krowy metanu waha się od 278 do 456 g CH4/dzień. W doświadczeniu przytaczanym przez wykładowcę, na skutek dodatku różnych gatunków ziół w mieszance z życicą trwałą, poziom emisji metanu przez zwierzęta spadł o ponad połowę.