Po doniesieniach dotyczących problemów generowanych przez ogniska COVID-19 w dużych zakładach mięsnych wiadomość o wykryciu przypadków zarażenia koronawirusem w zakładzie MCKEEN-BEEF w Liskowie wybudziła pewne obawy. Jednak jak podkreśla Paweł Marciniak, prezes zarządu MCKEEN-BEEF CP sp. z o.o. w rozmowie z redakcją farmer.pl., firma była dobrze przygotowana.

Jakie działania zostały podjęte przez spółkę McKeen-Beef w chwili wykrycia pierwszego przypadku zarażenia koronawirusem?

– Jeżeli szybko podejmie się odpowiednie działania to można sprawnie odizolować osoby zarażone i wygasić ognisko choroby. W naszym przypadku było to możliwe dzięki bezzwłocznemu działaniu. Od razu po pierwszym potwierdzonym przypadku podjęliśmy współpracę z Sanepidem oraz wskazaliśmy kolejne trzy osoby z bezpośredniego kontaktu, które zostały skierowane na badania i kwarantannę. Ponadto nie czekając na wyniki tych osób przeprowadziliśmy komercyjne badanie wszystkich pracowników i myślę, że to była trafna decyzja. Dzięki temu mogliśmy zadbać, aby osoby z negatywnym wynikiem nie miały kontaktu z zarażonymi. W pierwszym dniu, tj. 6 sierpnia, przebadane zostały wszystkie osoby obecne w zakładzie. Z 219 komercyjnych testów otrzymaliśmy 33 wyniki pozytywne. Dodatkowo 4 osoby zbadane przez sanepid miały pozytywne wyniki. Zgodnie z procedurą uruchomioną przez sanepid odizolowane zostały również osoby, które przebywały w bezpośrednim otoczeniu chorych. W przypadku niejednoznacznych wyników zostały przeprowadzone ponowne badania i wykryty został jeszcze jeden przypadek zarażenia. Obecnie dociera do nas coraz więcej informacji o zwolnieniu z kwarantanny osób z bezpośredniego kontaktu – informuje Paweł Marciniak.

Kluczową decyzją było wykonanie komercyjnych testów po pierwszym wyniku pozytywnym. Gdyby spółka nie zdecydowała się na taki krok, gdyby czekano na pojęcie procedur przez odpowiednie organy państwowe, trwałoby to znacznie dłużej i mogłoby doprowadzić do sytuacji podobnej jak w innych zakładach, gdzie zarażonych były setki, jak podkreśla Marciniak.

Jakie środki zapobiegawcze pojęto w zakładzie w związku z epidemią COVID-19 w Polsce?

– Pracując w branży spożywczej, w której poziom higieny jest znacznie wyższy niż w innych branżach, zwracamy uwagę nie tylko na dezynfekcję w czasie wejścia na zakład, ale też codzienny reżim sanitarny wynikający z warunków niezbędnych w czasie produkcji. Dodatkowo, już na początku marca, mając specjalne procedury związane ze standardami BRC i IFS do zarządzania kryzysowego powołaliśmy specjalny zespół, który zajmuje się wyłącznie kwestią COVID-19 w naszej spółce. W pierwszych dniach epidemii w Polsce wprowadziliśmy obowiązkowy pomiar temperatury u wszystkich pracowników, gości i osób pojawiających się na terenie zakładu. Pomimo śluz higienicznych przygotowaliśmy dodatkowe punkty dezynfekcji, również w częściach administracyjnych. Przegrupowaliśmy również część produkcyjną i socjalną, tak aby zwiększyć dystans społeczny np. w stołówce pracownicy mają zapewnione niewielkie rozdzielone stoliki, a nie 6-cio osobowe stoły, jak to było wcześniej. Wprowadziliśmy również dezynfekcję śródoperacyjną całej części socjalnej w trakcie produkcji, której wcześniej nie było. Wyznaczone osoby dezynfekują powierzchnie robocze, klamki itp. co ok. 2,5 godziny. Zawiesiliśmy również wszelkie wyjazdy, a spotkania prowadzone są online.  Jedynymi osobami wizytującymi zakład są organy nadzorujące. Zwiększyliśmy również obostrzenia dotyczące kierowców. Są to pracownicy firm spedycyjnych podróżujący po całej Europie, więc aby zminimalizować ryzyko przeniesienia wirusa przez kierowców poprosiliśmy ich, aby nie opuszczali swoich środków transportu. W weekendy, poza myciem środkami na bazie chloru, przeprowadzana jest procedura zamgławiania części produkcyjnych i socjalnych, które jest bardzo skuteczne, ponieważ drobinki preparatów wnikają praktycznie wszędzie – opisuje nasz rozmówca.

Czy wystąpienie przypadków zarażenia wśród pracowników zagroziło ciągłości produkcji?

– Byliśmy dobrze przygotowani. Wiedzieliśmy, że to tylko kwestia czasu, kiedy wirus może pojawić się w zakładzie. Podejrzewam, że przeprowadzenie badań w jakiejkolwiek firmie dałoby wyniki pozytywne. Od marca ćwiczyliśmy różne scenariusze, jednak jak się okazało nie wszystko można przewidzieć. Tak naprawdę do chwili otrzymania wyników komercyjnych nie wiedzieliśmy czy chorych będzie 10 osób, czy tak jak w innych zakładach 100 czy 200, a tak też mogło się zdarzyć. Należy pamiętać, że większość osób z pozytywnym wynikiem nie przejawiało żadnych objawów. Nikt nie trafił na hospitalizację, ani nie wymagał pomocy medycznej. Osoby te przechodziły infekcję bezobjawowo, ale stanowiły największe zagrożenie jak potencjalne źródło zarażenia – relacjonuje Marciniak. –  Nieobecność osób zarażonych oraz osób z kontaktu oczywiście wpłynęła na działalność naszego podmiotu. Jednak w porozumieniu z PSSE w Kaliszu (powiatowa stacja sanitarno epidemiologiczna) podjęliśmy działania pozwalające przegrupować osoby zdrowe i utrzymać produkcję. Było to kluczowe ze względu na zobowiązujące nas kontrakty i umowy. Nasi pracownicy zaopatrzeni są w środki ochrony osobistej, a ograniczona chwilowo liczba pracowników pozwoliła zapewnić dodatkowy dystans pomiędzy stanowiskami pracy. Dostosowane zostały również godziny przerw pracowników z różnych hal, aby ograniczyć ryzyko zarażenia krzyżowego w części socjalnej – dodaje.

 Ciągłość produkcji jest utrzymana jednak w ograniczonym zakresie – ok. 30 proc. w porównaniu do zeszłego roku, jak informuje Marciniak. 

 – Jednak nie wynika to jedynie ze wspomnianej sytuacji, ale jest pokłosiem specyfiki bieżącego roku. Spółka MCKEEN-BEEF CP jest typowym eksporterem, a ogólnoeuropejska izolacja i zamkniecie restauracji spowodowały w kwietniu bardzo duży spadek popytu na poszczególne elementy przeznaczone na rynek HoReCa, jak rostbef, polędwica czy antrykot. Wyłączenie tego rynku wpływało bezpośrednio na naszą produkcję. W maju rynek trochę się odwrócił, ale obecnie sytuacja nie napawa optymizmem. Ciężko jest cokolwiek przewidywać. Nie wiemy, czy Europę byłoby stać na kolejny lock down. Nie wiemy jaka będzie sytuacja w najbliższej przyszłości, jak wpłynie na zakłady, jaki będzie miała wpływ na rynek żywca wołowego. Jeżeli przy ograniczonym zapotrzebowaniu cena żywca spadnie wielu rolników wstrzyma się ze sprzedażą, ale nie można tego odkładać w nieskończoność. Dlatego sądzę, że ten czwarty kwartał roku będzie wyjątkowo skomplikowany i nieprzewidywalny. Podejrzewam, że zwiększymy produkcję, ale to nie będzie 100 proc. tego co wcześniej – zaznacza nasz rozmówca.  

Czy pojawiły się nowe przypadki zarażenia?

– Nie mamy informacji o nowych przypadkach. Spływają do nas informacje od osób z bezpośredniego kontaktu, które są sukcesywnie badane, i wygląda na to, że sytuacja jest ustabilizowana. Podejmujemy też próby kontaktu w marszałkiem województwa wielkopolskiego w sprawie przeprowadzenia kolejnych badań w celu ponownej weryfikacji, która pomogłaby potwierdzić, czy udało się wyeliminować zagrożenie. Z informacji jakie do nas docierają wynika, że sytuacja wygląda optymistycznie – podsumowuje Paweł Marciniak.