- Tak wysokich cen w skupie bydła nie było jeszcze nigdy. Wg WBC za kilogram buhajka kupujący oferują w klasie O nawet 19,50 zł, jałówki - 18 zł, zaś krowy - 16 zł. Trudno powiedzieć jak długo ten trend się utrzyma, rolnicy mają raczej wątpliwości, ponieważ cena za cielaka (HF) do odpajania zatrzymuje się na poziomie 550 zł, pomimo rosnących cen w skupie. Oznacza to, że nie ma zainteresowania wśród polskich rolników zwiększaniem produkcji żywca wołowego. Ci, którzy już wcześniej zrezygnowali z opasów, nie zamierzają już do tej produkcji wrócić, zaś wśród gospodarzy, którzy wciąż mają bydło nie widać chęci do rozwijania produkcji wołowiny – informuje Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego.

Na pytanie dlaczego tak się dzieje, Wierzbicki odpowiada, że rolnicy są zdezorientowani. Widzą, jak bardzo wzrosły koszty produkcji i zastanawiają się, co robić. Przecież opas zjada po kilka kilogramów zboża, a ziarno jest coraz droższe. Nie widać entuzjazmu wśród rolników nie tylko z powodu wzrostu kosztów produkcji, ale i dlatego, że trudno przewidzieć co będzie dalej, a przecież produkcja wołowiny trwa dłużej niż np. wieprzowiny czy drobiu.

Skąd wysoki popyt na polską wołowinę?

Co takiego się stało, że nagle wzrósł popyt na polską wołowinę? - Moim zdaniem jest to efekt pozrywanych łańcuchów dostaw w czasie pandemii - dodał prezes Wierzbicki.

- Gdy w Europie pozamykano restauracje z powodu lockdownu, to nie sprowadzano (głównie z Ameryki Południowej) elementów wołowych, takich jak np. polędwica, antrykot czy rostbef. Po otwarciu restauracji popyt na świeże elementy wzrósł, a importerzy wołowiny wciąż napotykają na jakieś problemy, choćby perturbacje w portach. Dlatego jest większy popyt na europejską, w tym polską, świeżą wołowinę, ale trudno powiedzieć jak długo to potrwa. Oby jak najdłużej – mówi z nadzieją prezes PZPBM.