Wielu hodowców bydła ma problemy z upadkami cieląt, do których dochodzi niedługo po zakupie i wprowadzeniu do stada nowych sztuk. Osoby, które zmieniły profil działalności i postanowiły spróbować sił w sektorze wołowiny, nie mają jeszcze doświadczenia pozwalającego dobrze wybrać z szerokiej gamy dostępnych cieląt. O opinię poprosiliśmy doświadczonego praktyka z Wielkopolski Norberta Sieczkę, zajmującego się chowem bydła mięsnego. Do gospodarstwa Sieczki przez cały rok sprowadzane są nowe odsadki, głównie z Polski, ale również z Estonii.

Nasz rozmówca na wstępie zaznacza, że świadectwo zdrowia nie pomoże w ocenie stanu zdrowia cielęcia ponieważ świadectwa bywają „różne”. Zanim zdobędziemy doświadczenie w ocenie uczciwości handlarzy dobrze jest osobiście obejrzeć zwierzęta.

Jednak nawet w sytuacji trafnego wyboru zdrowych cieląt nie możemy spocząć na laurach. Połową sukcesu jest sprawny transport cieląt. Na miejscu załadunku cielę z reguły jest zdrowe, jednak stres związany z przewozem, przeciąg, skrajne temperatury (szczególnie latem), mogą doprowadzić do gwałtownego spadku odporności. Najlepszym rozwiązaniem jest znalezienie zaufanych ludzi do transportu, którzy zadbają o zwierzęta oraz o odpowiednie warunki sanitarne w czasie drogi, może nawet gotowi będą do transportu zwierząt nocą (najkorzystniejsze rozwiązanie latem). Jednak jest to trudne zadanie, gdyż o czyichś kompetencjach w tym zakresie trzeba przekonać się metodą prób i błędów.

Drugim z najistotniejszych elementów jest profilaktyka. Jak zaznacza producent z Wielkopolski, po przyjeździe do gospodarstwa warto zaszczepić nowe sztuki na PI-3 (wirus parainfluenzy typu III), BRS (syncytialny wirus oddechowy bydła), BVD (biegunkę wirusową bydła) i na IBR (zakaźne zapalenie nosa i tchawicy bydła) jednak bez profilaktycznego podania antybiotyków. Ponadto należy przeprowadzić odrobaczenie każdej sztuki na pasożyty wewnętrzne (najlepiej doustnie) oraz zewnętrzne. Istotna jest również dbałość o dobrostan zwierząt, które unikając stresu i dyskomfortu nie będą narażone na okresowe obniżenia odporności.

–  Największym błędem jest nic nie robić, to od razu mówię, bo profilaktyka wychodzi dużo taniej, nie gwarantuje że te sztuki nie zachorują, ale jeśli zachorują to jest inna sprawa z leczeniem. Na profilaktyce nie zaoszczędzimy bo to jest żadne oszczędzanie, trzeba wydać te kilkadziesiąt zł na sztukę, do tego dobrostan i sukces jest „gwarantowany” – mówi Norbert Sieczka.

Najlepiej unikać kupowania bydła skupowanego wcześniej po kilka sztuk od różnych gospodarzy. Choć nie zawsze jest to możliwe, bezpieczniejszym rozwiązaniem jest zakup z jednego stada. Nasz rozmówca odradzał również, bardzo popularne w Polsce, kupowanie cielaków „około 100 kilogramów”. Zakup zwierząt o masie 200-300 (minimum 150) kilogramów wiąże się z mniejszym prawdopodobieństwem upadków i problemów zdrowotnych cieląt.

Jak podkreśla Sieczka, w praktyce problematyczna jest też kwarantanna. Oddzielenie nowych zwierząt od własnego stada na 4-6 tygodni brzmi bardzo rozsądnie, jednak jeżeli raz dokonuje się zakupu 10 sztuk, zaś innym razem 50 to często nie jest to możliwe do przeprowadzenia. W takiej sytuacji pozostaje zapewnienie dobrego transportu, profilaktyka, dbałość o dobrostan oraz ścisła kontrola stada.

Każdorazowe przyjęcie nowych sztuk do stada wiąże się z dużym ryzykiem, jednak zachowując staranność w działaniach począwszy od wyboru cieląt, przez transport, na profilaktyce skończywszy, możemy dokonać powiększenia stada w stosunkowo bezpiecznych warunkach.