Na XX Szkole Zimowej Hodowców Bydła w Zakopanem dwie sesje były poświęcone wyłącznie produkcji wołowiny. Poruszane tematy często wywoływały emocjonalne komentarze uczestników Szkoły. Poczynając od faktu niedoceniania walorów smakowych i zdrowotnych wołowiny przez naszych konsumentów, poprzez małe zainteresowanie tematyką decydentów a także mediów, kończąc na niewykorzystywanym potencjale produkcyjnym naszego kraju.

Spożycie mięsa wołowego w Polsce systematycznie spada. W latach osiemdziesiątych ub. wieku wynosiło blisko 20 kg na osobę, obecnie … niespełna 3 kg na osobę rocznie.  Jednak pomimo tak drastycznego spadku spożycia w kraju, produkcja od kilku lat rośnie. Dzieje się tak dzięki eksportowi, który stanowi zdecydowaną większość naszej produkcji. W ub. roku wyeksportowaliśmy ok. 350 tys. ton wołowiny o wartości blisko jednego miliarda euro.

Możliwe to było dzięki temu, że polska wołowina jest ceniona na świecie. W tym kontekście może dziwić jedynie fakt, że nie wykorzystujemy potencjału produkcji jaki istnieje w naszym kraju. Owszem, niekoniecznie wcześniej był to satysfakcjonujący biznes. Ale dzisiaj, gdy ceny znacząco wzrosły i jak twierdzi prezes PZHiPBM Bogdan Konopka raczej koniunktura na mięso wołowe w najbliższych latach utrzyma się, może warto zwrócić na to uwagę.

Szczególnie, że zwiększenie produkcji nie wymaga  nadzwyczajnych działań. Jak wylicza prof. dr hab. Henryk Grodzki z SGGW (podkreśla, że czysto teoretycznie) przy wykorzystaniu potencjału produkcyjnego krów ras mlecznych, mieszańców i mięsnych, odejmując  od uzyskiwanego potomstwa cielęta na remontu stada, upadki itp. można rocznie przeznaczyć do opasu ponad 1,3 mln szt. cieląt. Dokładając do tego ok. 600 tys. krów przeznaczonych na ubój, możemy produkować rocznie nie ok. 400 tys. ton mięsa wołowego jak obecnie, ale ok. 620 tys. ton, czyli ponad 50 proc. więcej!  Prezes  Konopka wtórował profesorowi podkreślając, że do wykorzystania zwiększonej produkcji bydła na mięso jest do zagospodarowania ok. 2 mln ha nieużytków, z których do ekstensywnej produkcji bydła mięsnego można jak najbardziej wykorzystać większość, bez ponoszenia jakichś specjalnych wysokich nakładów.

Do produkcji wołowiny zachęca również prezes Stanisław Skrzypek z Agraimpex, firmy która zajmuje się obsługą każdego elementu łańcucha wołowego tzn. m.in. ubojem i eksportem. Twierdzi, że jest warto hodować bydło mięsne, jest to dobry biznes i w końcu opłacalny. Podkreśla jednak z goryczą brak większego zainteresowania ze strony m. in. polityków i mediów odnośnie tej dziedziny produkcji i spożycia. Charyzmatyczne wystąpienie nie pozostało bez odzewu uczestników Szkoły.

Ekstensywne utrzymanie bydła mięsnego to minimalne wymagania. Jak twierdzi Konopka najlepiej zorganizować to tak aby wycielenia odbywały się wczesną wiosną aby cielęta z matkami mogły przebywać całe lato na pastwisku. Należy wówczas zadbać o odpowiednie zabezpieczenie przed  zwierzętami drapieżnymi  oraz niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi.

Producenci mleka mogą potraktować opas cieląt nawet ras mlecznych jako dodatkowe źródło przychodów, które niekoniecznie wymaga dodatkowych nakładów. Resztki paszy – TMR-u- nie należy przeznaczać do karmienia jałówek to każdy wie, ale często niestety tak jest. Bo rolnik nie lubi jak się coś marnuje. Ale lepszą alternatywa jest przeznaczanie „odpadów” na opas.

Z kolei, jeżeli ktoś nie jest zadowolony ze współpracy z mleczarnią, nie radzi sobie z utrzymaniem odpowiednich parametrów mleka, obawia się inwestycji w modernizację produkcji lub pogorszenia koniunktury w branży mlecznej może powoli przestawiać  swoje stado na ekstensywny mięsny kierunek użytkowania- kryjąc krowy nasieniem buhajów mięsnych. Jak twierdzi Konopka jest to też alternatywa dla rolników, którzy nie radzą sobie z konkurencją w branży mlecznej.