Znaczenie zdrowej diety nieustannie rośnie. W ostatnim czasie pojawiło się wiele propozycji systemów oznaczeń produktów, które mają pomóc konsumentom w wyborze produktów, które będą pozytywnie wpływać na stan zdrowia i organizm.

Kolorowe oznaczenie produktów to łatwy i szybki wybór?

Jednym z takich systemów jest Nutri-Score. System oparty jest o identyfikację traffic-lights. Od litery A do E i odpowiednio od koloru ciemnozielonego do czerwonego. Produkt, który posiada oznaczenie A, to kolor zielony, czyli korzystny, a czerwony i litera E, oznacza produkt niekorzystny dla naszej diety.  

W ocenie Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego powodem wyboru kolorowej skali było nawiązanie do powszechnie znanych oznaczeń dotyczących poboru energii umieszczanych na sprzętach RTV i AGD. Wydaje się to dobrym pomysłem, ponieważ kolorowe oznaczenie produktów pozwala na łatwy i szybki wybór odpowiedniego produktu. Takie rozwiązanie nie powinno budzić żadnych wątpliwości. Niestety w przypadku systemu Nutri-Score tak nie jest.

Kraje i korporacje są silnie podzielone

Przeciwko systemowi protestowały kraje takie jak Włochy, Czechy, Grecja, Cypr, Węgry, Łotwa i Rumunia. Podobna liczba krajów na czele z Francją, Niemcami i Hiszpanią optuje za tym, aby Nutri-Score stał się obowiązkowym systemem w całej Europie.

Równie ciekawie prezentują się opinie wśród największych światowych korporacji. Raport Rabobank wskazuje na nieudane próby stworzenia własnego systemu przez takie marki jak Nestle, Unilever czy Mondelez i Coca-Cola, jak informuje UPEMI dodając, że eksperci Rabobank wskazują, że próby te były podyktowane obawą wymienionych producentów przed „wrzuceniem” ich produktów do kategorii czerwonej. Z kolei te przedsiębiorstwa, których produkty w większości wypadków znalazły się w kategorii zielonej takie jak Danone, Fleury Michon czy McCain od początku popierały system Nutri-Score, gdyż dla nich wprowadzenie takiego systemu nie jest w żadnym stopniu ryzykowne.

Nutri-Score piętnuje regionalne produkty wysokiej jakości

– Chęć wprowadzenia systemu, który w łatwy sposób wskaże konsumentom produkty, które mogą sprawić, że zaczną zdrowej się odżywiać to krok w dobrym kierunku, jeśli jednak taki system miałby być obowiązkowy w całej Europie, nie może budzić żadnych wątpliwości – mówi Agnieszka Jamiołkowska dyrektor zarządzająca Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego. – Z naszych obserwacji wynika, że system Nutri-Score budzi wiele emocji. Nie chcemy oceniać systemu z perspektywy dietetyka, ale możemy zrobić to z perspektywy branży mięsnej, która bardzo często korzysta ze środków unijnych, ale również krajowych, których celem jest wspieranie lokalnych i regionalnych produktów wysokiej jakości. Niestety wiele z nich, nie tylko polskich, byłoby piętnowanych przez system Nutri-Score, ponieważ ze względu na swoją tradycyjną recepturę charakteryzują się wyższą zawartością soli i tłuszczu. Co więcej wiele produktów które posiadają cenione w Polsce
i Europie oznaczenia, takie jak Chronione Oznaczenie Geograficzne, Chroniona Nazwa Pochodzenia, europejskie systemy jakości żywności będą eliminowane przez Nutri-Score w oczach konsumentów – wskazuje.

Liczba świadomych konsumentów wciąż jest zbyt niska

Zwolennicy systemu twierdzą, że należy go rozpatrywać pod zdecydowanie innym kątem. Według nich nie możemy porównywać popularnych napojów gazowanych z naturalnym sokiem jabłkowym. Powinien być on wykorzystywany do porównywania produktów w tych samych kategoriach – np. chipsach. Jednak i takie podejście niesie ze sobą zagrożenie. Konsumenci, którzy zaufają systemowi Nutri-Score będą prawdopodobnie kierować się samym kolorem, a nie szczegółową wiedzą na temat systemu, jak podkreśla UPEMI. Nienajlepszym argumentem jest również to, że w przypadku wątpliwości każdy klient może przeczytać etykietę. Mimo bardzo szybko postępującej wiedzy i świadomości klientów w zakresie zdrowych sposobów odżywiania, liczba świadomych konsumentów nadal jest niska. To właśnie trudne w odczytaniu etykiety były jednym z powodów, dla którego system Nutri-Socre opiera się na kolorach a nie opisach.

– Wiemy, że niewielu klientów czyta etykiety produktów, a nawet jeżeli to robią, często nie rozumieją zawartych tam informacji. Mnogość symboli i wszechobecny bałagan „marketingowy” powodują, że klienci przechodzą obok nich obojętnie. Ranga oznaczeń niosących wartościową informację spada. Obawiamy się, że prosty w formie, kolorowy przekaz może szybko trafić do konsumentów i niestety być wykorzystywany przez „największych” graczy na rynku spożywczym, głownie przez sieci handlowe, w celach czysto biznesowych pod „przykrywką” dbałości o zdrowie konsumenta. W tak ważnym temacie dyskusje powinni toczyć naukowcy i dietetycy, a nie wielkie korporacje i politycy. Mamy nadzieję, że Polska zajmie w tej dyskusji jasne i jednoznaczne stanowisko, które nie będzie wykluczające dla kogokolwiek – twierdzi Jamiołkowska.

Patrząc na system Nutri-Score w bardzo szerokim ujęciu na pierwszy plan wysuwa się rywalizacja poszczególnych państw i dużych korporacji, zaś cel jakim jest dbanie o zdrowie konsumentów wydaje się być bardziej odległy, jak zaznacza UPEMI dodając, że równie istotnym faktem jest to, że twórcy systemu zdają się zapominać, że zwykły zjadacz chleba nie jest naukowcem i nie będzie zagłębiał się w opisy sposobów funkcjonowania systemu, który z założenia ma być nieskomplikowany. Będzie więc stosował proste i logiczne rozumowanie – czerwone światło to STOP, zielone – możemy iść. Dlatego oprócz takiego wskazania niezbędna jest edukacja żywieniowa konsumentów.