Ostatnie dwa lata nie należą do szczególnie łatwych dla producentów bydła, którzy stają przed coraz to nowymi wyzwaniami i problemami. Jedynym z tegorocznych zdarzeń mających bardzo duży wpływ na funkcjonowanie branży jest pandemia COVID-19, która doprowadziła m.in. do wiosennego zamknięcia rynku HoReCa, co zaburzyło funkcjonowanie rynków zbytu i wiązało się ze znacznymi spadkami cen. Duże utrudnienia obserwowano zarówno w sektorze mleczarskim, jak i mięsnym.  

Temat ten poruszony został w czasie debaty eksperckiej podczas Narodowych Wyzwań w Rolnictwie OnLine. Uczestnicy omówili kwestię doczasowych strat oraz spróbowali przedstawić perspektywy na przyszłość.

– Sektor wołowiny poniósł potężne starty z powodu koronawirusa, szacujemy je na ok. 400 mln zł, ale to są straty, o których mówiliśmy do lipca, a dzisiaj widzimy, że będą dalsze – mówił Jacek Zarzecki, prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego. –Kolejne kraje wprowadzają lockdown, czyli zamykana jest też branża HoReCa, która jest dla nas najważniejsza, ponieważ tam trafia polska wołowina. Już widzimy, że w IV kwartale, który zawsze dla polskiego sektora wołowiny był kwartałem rosnącym, ceny zaczynają spadać i pojawia się potężny problem na rynku wołowiny – dodał.

Prezes PZHiPBM podkreślił, że jest to trudny rok, a dodatku kolejny, gdy producenci „dostają po głowie”, a na chwilę obecną trudno jest mówić o wychodzeniu z tej sytuacji.

– Zobaczymy jak ten rok się zakończy. Jednak chciałbym być optymistą i wierzyć, że wyjdziemy  z tego kryzysu i zaczniemy odbudowywać swoją pozycję, chociaż niestety nie mamy wsparcia ze strony rządzących – mówił Zarzecki.

Z kolei Leszek Hądzlik, prezydent Polskiej Federacji Hodowców i Producentów Bydła Mlecznego, przedstawił perspektywę producentów bydła mlecznego, którzy niejednokrotnie są też producentami wołowiny.

– Po dwóch latach suszy podziewaliśmy się jej i w tym roku, natomiast problem pojawił się w innej formie, zaatakowało nas coś zupełnie nowego, co rzeczywiście dotknęło naszego sektora. – mówił Hądzlik. – Pandemia odbiła się przede wszystkim na cenie mleka, która od lutego spadła o prawie 10 gr do 1,30 zł. Dopiero w sierpniu zaczęła się odbudowywać. Jednak może to być złudne, ponieważ jesteśmy uzależnieni od giełd światowych jak GDT, a tamtejsze trendy dochodzą do nas z około 2 miesięcznym opóźnieniem – jak tam akcje rosły to u nas spadały i teraz jest odwrotnie, jak tam spadają to my się jeszcze trzymamy, ale nie wiemy czym się to zakończy  – dodał.

Hądzlik zaznaczył, że kolejną konsekwencją jest spadek popytu na cielęta i młode sztuki.

– Jesteśmy też producentami cieląt i młodzieży, które odbierają od nas rolnicy, dla których było to alternatywą przetworzenia tej taśmy zielonej, którą dysponują. Obecnie zakupy młodszego bydła zaczęły być wstrzymywane – mówił.

Nawiązał również do obecnej sytuacji związanej z nowelizacją ustawy o ochronie zwierząt, która również wywiera niekorzystny wpływ na i tak rozchwiane ceny i podkreślił, że bydło mięsne jest uważane za najbardziej cenotwórcze, szczególnie zwierzęta poddawane ubojowi religijnemu.

Zapraszamy do obejrzenia retransmisji całej sesji poświęconej produkcji bydła podczas Narodowych Wyzwań w Rolnictwie OnLine.