Przystępując do organizowania stada bydła mięsnego, należy uprzednio wybrać taki system chowu, aby odpowiadał warunkom i możliwościom gospodarstwa. Trzeba wziąć pod uwagę pomieszczenia, organizację pracy, metodę żywienia, wybór rasy.

Dużo swobody
W chowie bydła mięsnego nie zaleca się raczej utrzymania zwierząt na uwięzi, zwłaszcza krów. Dopuszczalny jest jeszcze chów na uwięzi buhajków w wieku 6–18 miesięcy. Doświadczenia pokazują jednak, że buhajki lepiej rosną i są lepiej umięśnione, gdy mają zapewniony ruch. Przy malej liczbie buhajków czasami jest to niemożliwe z powodu dużych różnic wieku. Jest to powodem ustalania hierarchii w stadzie, co dyskryminuje sztuki słabsze, które są objadane i obskakiwane.

Dlatego w małych gospodarstwach lepiej jest, aby krowy z cielętami do wieku około 8–10 miesięcy, były utrzymywane luzem, z możliwością korzystania z pastwiska lub tylko wybiegu. Natomiast odsadzone buhajki, jeżeli nie zostaną sprzedane jako odsadki i jeżeli nie jest ich dużo, od 1 do 5 sztuk, można utrzymywać na uwięzi. Przy większej grupie w podobnym wieku należy je utrzymywać luzem. Buhajki utrzymywane od małego luzem, przy niezmienianiu grupy, mało się obskakują i mogą być tak chowane do masy ciała 600–650 kg. Dopiero u takich buhajów tusze mają dobrą, dojrzałą wołowinę, o odpowiedniej proporcji mięsa do tłuszczu. Wszystkie zwierzęta, które mają być chowane luzem, lepiej dekornizować jako małe, 3–6-tygodniowe cielęta. Są one wtedy łagodniejsze i mniej niebezpieczne dla ludzi. Wiedzieli o tym doskonale hodowcy angielscy, którzy wyhodowali rasy genetycznie bezrogie (angus, hereford).

Trzeba jednak pamiętać, że bydło źle znosi chów w pomieszczeniach niedostatecznie wietrzonych, wilgotnych, smrodliwych. Zwierzęta nie boją się zimna pod warunkiem, że mają zapewniony ruch i ochronę przed przeciągami. Muszą mieć spokojne miejsce do odpoczynku, bez ruchu powietrza, a w lecie odpoczynek w cieniu, bez wiatru. Jeśli takie warunki zostaną spełnione, to można być przekonanym, że uzyska się dobre efekty. Przy wyborze pomieszczenia dla bydła warto kierować się zasadą, aby traktować zwierzęta tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. Pomieszczenia powinny być też tak zaplanowane, aby zwierzęta miały zawsze dostęp do wody i paszy, a także do czochradła.

Praca bez reżimu
W chowie bydła mięsnego nakłady pracy są niewielkie, a sama praca – prosta. Nie ma tak ciężkiej pracy, która jest wymagana w chowie bydła mlecznego. Krowa musi być dwa razy dziennie wydojona, o określonej porze, jak to się mówi, w piątek i świątek. Taki reżim powoduje, że na przykład we Francji 13 proc. krów doi się w niedzielę tylko raz, ale skutek jest taki, że już we wtorek gospodarstwo odwiedza lekarz weterynarii. Zwłaszcza młodzi ludzie chcą mieć wolne niedziele i możliwość wyjazdu na urlop, co nie jest możliwe przy bydle mlecznym. Na świecie właśnie ludzie posiadający dwa zawody i trochę ziemi podejmują chów bydła mięsnego. Nie trzeba go karmić codziennie, można zadać paszę i wodę na 2–3 dni, a na dobrze ogrodzonych pastwiskach można zwierzęta pozostawić na długi okres.

Przy bydle mięsnym większe nakłady pracy, wymagającej obserwacji, przypadają na okres porodów, gdyż czasami może być konieczna pomoc. Zazwyczaj jednak krowy i jałówki cielą się same, bez pomocy człowieka, ale pod warunkiem, że są do tego dobrze przygotowane pod względem fizycznym – miały zapewniony ruch w okresie wysokiej ciąży. Większe nakłady pracy i to okresowe, to także wywożenie obornika, ale czynność ta może być wykonywana 2–3 razy w roku. Budując pomieszczenia, należy uwzględnić możliwość zmechanizowanego usuwania obornika, nawet wynajętym sprzętem.

W regionach, gdzie nie ma słomy, a takich będzie coraz więcej, gdyż na przykład w górach nie ma sensu uprawiać zbóż, a tylko zadarnić stoki trawami, można utrzymywać bydło na posadzkach szczelinowych. Przy takich pomieszczeniach, które są powszechne na przykład w Szwajcarii, gdzie w górach są tylko trawy i rośliny motylkowe, dąży się do tego, aby wycielenia krów odbywały się w czasie ich przebywania na pastwiskach. Zatem na podłogach rusztowych utrzymywane są sztuki starsze, od wieku 6–7 miesięcy, zarówno buhaje, jak i jałówki oraz krowy. Taki system utrzymania wymaga nakładów na budowę lub adaptację pomieszczeń – ma jednak tę zaletę, że można wywozić gnojowicę dwa razy w roku, z wyłączeniem okresu od 1 października do 15–30 marca. Wymaga to jednak odpowiedniej pojemności zbiorników na gnojownicę.

Pasze jak najtańsze
Efekty chowu bydła mięsnego zależą w głównym stopniu od kosztów produkcji pasz. Stanowią one bowiem 70–80 proc. kosztów produkcji. Zatem ilość i jakość pasz zebranych z hektara będzie decydować o opłacalności chowu bydła. Dążeniem każdego rolnika jest, aby uzyskać z jednostki powierzchni jak najwięcej dobrych pasz, ponosząc jak najmniejsze koszty na uprawę gleby, nawożenie, zbiór i konserwację pasz.

Najtańsze jest na pewno żywienie zwierząt na pastwiskach, jeśli jest to możliwe organizacyjnie w gospodarstwie. Nieco droższe, ale też preferowane, jest żywienie zwierząt dowożonymi zielonkami, które powinny być podawane na okólnikach. Dochodzą wtedy koszty zbioru i transportu pasz. Na pasze konserwuje się trawy, koniczyny z trawami, a nawet lucernę z trawami na terenach niżej położonych. Z roślin tych sporządza się sianokiszonki w balotach – w mniejszych gospodarstwach, lub w silosach albo pryz-
mach – w gospodarstwach większych. Jest to system konserwacji zapewniający otrzymanie pasz przy największej ilości składników pokarmowych i w dużym stopniu niezależny od pogody.
Technologia ta wymaga dokonania zbioru najczęściej sprzętem wynajętym. Za wykonanie jednego balotu ważącego 450–500 kg trzeba zapłacić około 20 zł, nie licząc koszenia i przewracania dwa razy dziennie pokosu, aby w zielonce przeznaczonej do zakiszania zachować możliwie dużo cukru.

Sianokiszonki mogą być stosowane w żywieniu zwierząt przez cały rok. Przy ich sporządzaniu warto stosować dodatki bakteryjne, poprawiające jakość paszy i wpływające na zwiększenie apetytu u zwierząt. Najlepsze są sianokiszonki o zawartości suchej masy w granicach 35–45 proc.

Nie trzeba rezygnować z suszenia traw na siano, zwłaszcza na terenach stromych. Suszenie siana na „ostrewkach” jest na przykład specjalnością górali. Jest to jednak pracochłonne i może być zawodne. Nie zaleca się robienia siana na ziemi, gdyż zbyt często jego jakość może być powodem chorób zwierząt. Na terenach nizinnych królową roślin pastewnych jest kukurydza uprawiana na kiszonkę, a także na kiszone ziarno. Technologia uprawy kukurydzy wymaga jednak odpowiedniego sprzętu, a zwłaszcza siewników punktowych, aby wysiać właściwą ilość nasion, około 100 tysięcy na hektar. Kłopotliwy jest też zbiór, który wymaga zapełnienia silosu lub pryzmy w ciągu 2–3 dni. Rośliny muszą być drobno pocięte na półcentymetrowe kawałki, a ziarniaki pogniecione, co zapewnia, że zwierzęta dobrze strawią taką paszę. Nie ma innej rośliny, która dostarczyłaby tak dużo składników pokarmowych z hektara, jak kukurydza.

W żywieniu bydła wszystkie dawki pokarmowe to kombinacje sianokiszonki z traw i kiszonki z kukurydzy. W zimie – z różnymi dodatkami pasz treściwych i składników mineralnych. W lecie żywienie zwierząt może być takie samo lub tańsze – z wypasem zwierząt, uzupełnianym ewentualnie kiszonką z kukurydzy i paszami treściwymi dla niektórych grup zwierząt, zwłaszcza dla buhajów i cieląt. W żywieniu bydła mogą być wykorzystane takie pasze, jak młóto z browarów. Młóto zarówno surowe, jak i kiszone jest doskonałą paszą, zawierającą dużo białka i jeszcze nieco energii. Dobrą paszą są też wytłoki jabłeczne, które mogą być podawane krowom i jałówkom hodowlanym. Dawki dzienne dla krów to około 15 kg, a dla jałówek 8–12 kg. Dla krów nisko cielnych oraz starych jałówek, a także dla buhajów, przy opasie do dużych wag, zaleca się stosowanie mocznika w ilościach 50–150 g na sztukę dziennie. Mocznik można podawać z paszami zawierającymi energię, takimi jak śruty zbożowe czy słoma, aby zapewnić prawidłowe przeżuwanie. Umożliwi to zwierzętom wydzielanie dużej ilości śliny, około 100 litrów dziennie. W Finlandii w żywieniu dorosłych sztuk stosuje się słomę amoniakowaną, ale wymaga to odpowiednich urządzeń.

Jaką wybrać rasę?
W kraju hodowanych jest 14 mięsnych ras bydła, w tym simentale. Każda z nich ma swoje zalety i wady. Chciałbym tylko bardzo ogólnie podzielić się swoimi uwagami odnośnie poszczególnych ras mięsnych. W dużym stopniu opieram się przy tym na opinii dr. Tomasza Przysuchy z SGGW, specjalisty od hodowli bydła mięsnego.

Chów bydła mięsnego

Autor: M. Mazurski

Opis: Chów bydła mięsnego

Hodowane w Polsce rasy bydła mięsnego można podzielić na kilka grup. Do pierwszej można zaliczyć rasy wyhodowane w Wielkiej Brytanii, które są przystosowane do użytkowania w warunkach ekstensywnego żywienia i ostrego klimatu Walii, Szkocji i Irlandii. Rasy te hoduje się także w Kanadzie, USA, Argentynie i Brazylii i są to: aberdeen angus, hereford, welsch black. Są one dostosowane do trudnych warunków klimatycznych, dobrze znoszą chłody i upały. Zazwyczaj opasa się je do wieku dwóch lat, a w Argentynie nawet do prawie trzech lat. Dają tusze poprzerastane warstwami tłuszczu (marmurkowate), nadające się doskonałe na grilla, gdyż przy pieczeniu tłuszcz się wypala. Amatorami takiego mięsa są zwłaszcza mieszkańcy Ameryki Południowej, ale też USA i Kanady. Mięso to pochodzi w zasadzie od wolców, gdyż większość buhajków jest kastrowana. Odwiedzając w Argentynie jedną z tamtejszych hodowli, gdzie było 2000 zwierząt, widziałem, że w oddzielnych stadach były wolce, a w oddzielnych krowy z cielętami. Konsument europejski nie lubi tego mięsa, twierdzi bowiem, że jest zbyt tłuste. Dlatego na przykład kupcy włoscy i hiszpańscy płacą grosze za zwierzęta tych ras, a nawet za mieszańce z tymi rasami. Ostatnio w Kanadzie wyhodowano czerwonego angusa, który jest większy i mniej się otłuszcza. Nasieniem takich buhajów dysponują już nasze stacje inseminacyjne.

Zaletą ras brytyjskich jest to, że krowy czarno-białe, a zwłaszcza jałówki inseminowane nasieniem buhajów tych ras łatwo się cielą, gdyż rodzą się małe cielęta. Dlatego tymi rasami warto kryć mniejsze krowy, na przykład polskie czerwone, a zwłaszcza jałówki. Znaczna część cieląt pochodzących po buhajach tych ras (hereford i angus) będzie bezroga. Przy ekstensywnym chowie bydła, zwłaszcza w górach, zwierzęta pochodzące z takiego kojarzenia należy opasać do wieku dwóch lat, do masy ciała 450 kg, nie wyższej, gdyż odkładają zbyt dużo tłuszczu.

Bydło właśnie tych ras jest preferowane w całej Skandynawii, gdzie są trudne warunki klimatyczne i złe pastwiska. Może warto też podkreślić, że w Finlandii, w celu powiększenia masy ciała herefordów używano buhajów rasy simentaler, bacząc jednak na to, aby były to buhaje z małymi głowami, gdyż obawiano się ciężkich porodów. Używano też buhajów pochodzących z tego krzyżowania (mieszańce 50 proc.) do krycia krów. Hodowcy fińscy, a także kanadyjscy zwracają uwagę na to, że herefordy dają zbyt mało mleka, aby dobrze wykarmić cielęta – zaś dolew simentalera, oprócz powiększania masy ciała, powoduje, że krowy pochodzące z tych krzyżówek dają znacznie więcej mleka. U krzyżówek poprawia się także jakość tuszy.

Do drugiej grupy bydła mięsnego można zaliczyć rasy francuskie, takie jak charolaise, limousine, blond d’aquitaine czy też przeznaczone do ekstensywnego żywienia salersy. Trzy pierwsze są przystosowane do użytkowania w warunkach obfitego żywienia. Na dobrych pastwiskach i przy intensywnym opasie w okresie zimowym 8–9-miesięczne odsadki tych ras uzyskują masę ciała około 300 kg, przy dokarmianiu przy krowach paszą treściwą. Buhaje 18–20-miesięczne uzyskują masę ciała 700 kg. Są to rasy dające mięso bardzo poszukiwane w Europie. Wydajność rzeźna opasów ważących 700 kg przekracza 60 proc., przy dużym udziale najcenniejszych wyrębów, takich jak: udziec, rostbef, rostbratel, antrykot, łopatka. Bardziej delikatne mięso uzyskuje się od jałówek, które są opasane do masy ciała 500–550 kg.

Rasy te są najbardziej popularne także w Polsce. W ostatnim roku aż 78 proc. urodzonych cieląt mieszańcowych pochodziło po buhajach limousine. Zaletą tej rasy są dość lekkie porody, czego nie można powiedzieć o krzyżówkach krów czarno-białych z buhajami rasy charolaise. Chcąc krzyżować krowy czarno-białe z rasą charolaise, należy wybierać sztuki duże, a unikać krycia jałówek. Hodowcy francuscy starają się selekcjonować charolaisy w kierunku łatwych porodów (cielęta rodzą się z mniejszymi głowami), ale na efekty trzeba jeszcze poczekać. Trzeba bowiem zdawać sobie sprawę z tego, że bydło charolaise, podobnie jak simentalery czy węgierskie bydło stepowe, były rasami roboczymi i woły musiały ciągnąć sochy, przesuwając środek ciężkości do przodu, a duża głowa świadczyła, że były to zwierzęta przydatne do pracy. Wprawdzie było to ponad 100 lat temu, ale jest to jeszcze widoczne.

Przy porównywaniu tych ras można powiedzieć, że bydło charolaise nadaje się do bardzo intensywnego chowu, zaś limousine ma mniejsze wymagania i chyba to zadecydowało o jego sukcesach w naszym kraju. Warto też wybierać do hodowli linie genetyczne bezrogie.
Rasa salers jest natomiast dostosowana do warunków ekstensywnych. Jest to rasa o małym zasięgu, dająca tusze gorszej jakości, ale może być utrzymywana w wysokich górach – połoninach i halach. Zwierzęta tej rasy doskonale się poruszają i mogą pokonywać duże dystanse na odległe pastwiska. Wydaje się, że może właśnie z bydłem polskim czerwonym dać dobre efekty. Opas tych sztuk powinien być prowadzony do wieku 2 lat. Nie jestem jednak przekonany, że zyska ona aprobatę naszych hodowców.
Znaczną grupę bydła mięsnego stanowią rasy włoskie: piemontese i marchigiana. Są to rasy przystosowane do bardzo intensywnego żywienia – wymagają lepszych warunków, a zwłaszcza pomieszczeń, gdyż gorzej znoszą niskie temperatury.
Dają one chyba najlepsze, bardzo delikatne mięso, prawie bez tłuszczu. A cielęta pochodzące z krzyżówek z tymi rasami, jak też czysto rasowe, mają ekstra mięso, zwłaszcza sztuki młode, karmione tylko mlekiem do masy ciała około 300 kg.

Warto podkreślić, że krowy rasy piemontese są też użytkowane mlecznie. Z tego mleka produkowany jest wspaniały ser – parmezan. Kolebką tej rasy jest Piemont – prowincja włoska, położona na granicy ze Szwajcarią w Alpach. Bydło to zostało prawdopodobnie wyhodowane z szarego – brunatnego bydła, które jest hodowane w całych Alpach. Bydło brunatne, zwane u nas szwycami, mimo że uważane jest za ogólno-użytkowe, może dać niezłe efekty w użytkowaniu zarówno mlecznym, jaki i mięsnym. W gospodarstwie w Borzęcinie, niedaleko Bochni, w Małopolsce, rozpoczęto takie krzyżowanie naszego bydła czarno-białego ze szwycami. Wstępne obserwacje są zachęcające. Takie rozwiązanie można jednak zaproponować tym gospodarstwom, które chcą produkować wyroby serowarskie i opasać buhajki. W Szwajcarii wysoko cenione są buhajki tej rasy, uzyskujące dobre wydajności rzeźne, około 59–61 proc. Trafiłem też kiedyś na program hodowlany opracowany przez Niemców w okresie wojny, w którym planowano wykorzystać szwyce do doskonalenia naszego bydła czerwonego.

Nie można też pominąć wyhodowanej w Belgii największej mięsnej rasy bydła – belgijskiej biało-błękitnej (BBB). Cechuje ją podwójny udziec i najwyższa wydajność rzeźna – 65–68 proc. Znana jest ona jednak także z dość ciężkich porodów. Trzeba jednak wspomnieć, że rasa ta ma wielu zwolenników, zwłaszcza w Holandii. Wielokrotnie odwiedzając ten kraj, widziałem dużo zwierząt pochodzących z krzyżówek z bydłem BBB. W Polsce na terenie Żuław spotkałem też sporo zwierząt pochodzących po buhajach BBB. W Polsce nadal nie docenia się bydła simentalskiego. A jest to rasa bardzo cenna zarówno w chowie czysto rasowym, jak i w krzyżówkach. Jałówki pochodzące z krzyżowania bydła czarno-białego z simentalami są doskonałymi matkami, dają dużo mleka, co powoduje, że ich cielęta ważą w wieku 9 miesięcy 300 kg. Jałówki mogą być też przeznaczone do użytkowania mlecznego, dając 5–7 tysięcy litrów dobrego mleka. Buhajki, zarówno czysto rasowe, jak i mieszańce, są doskonałe do ciężkiego opasu, do 700 kg i są bardzo chętnie kupowane, zwłaszcza przez Włochów. Jest to rasa niedoceniana, a powinna być preferowana na Podkarpaciu i w Małopolsce.

Źródło: Farmer 02/2007