Według Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, w 2017 r. eksport żywca wołowego, mięsa, podrobów i przetworów wołowych wyniósł 473 tys. ton, tj. o 10 proc. więcej niż w 2016 r. Jego wartość wyniosła 1 mld 580 mln euro czyli o 18,2 proc. więcej niż rok wcześniej. Szacuje się, że w 2018 r. eksport może być na poziomie 490 tys. ton.

W pierwszym półroczu 2018 r. eksport wyniósł 236 tys. ton czyli o 4,9 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2017 r.

Polska wysyła przede wszystkim mięso schłodzone i mrożone (w 2018 r. było to ponad 420 tys. ton ok. 67 proc. wolumenu). Z danych resortu rolnictwa wynika, że w okresie I-XI 2018 r. wyeksportowano 235,5 tys. ton mięsa schłodzonego, o wartości 893 mln euro, a mięsa mrożonego - 67 tys. ton o wartości 242 mln euro.

W 2018 r. głównym rynkiem zbytu była UE, której udział w wywozie wyniósł ponad 80 proc. Największymi odbiorcami polskiej wołowiny są: Włochy, Niemcy, Hiszpania, Holandia, Wielka Brytania i Francja.

Wierzbicki zauważył, że eksport wołowiny z roku na rok rośnie. Sukces branża zawdzięcza "dobrej jakości mięsa, po rozsądnej cenie". Podkreślił, że ostatni incydent nielegalnego uboju bydła "podkopał wiarygodność do polskiej wołowiny".

Dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarski Żywnościowej prof. Andrzej Kowalski uważa, że sukces sektora wołowiny jest "niewątpliwy". Po wejściu do UE produkcja wołowiny rośnie, poprawia się jakość mięsa. "Przyzwyczailiśmy się do informacji na temat bardzo dobrych wyników w handlu drobiem, a tymczasem wartość wywozu wołowiny jest porównywalna do eksportu kurczaków" - zaznaczył Kowalski.

Eksport wołowiny jest koniecznością, gdyż w Polsce spożycie tego mięsa jest niewielkie i waha się w granicach 2-3 kg rocznie na osobę.