Jakie są elementy niezbędne do zajęcia przez polską hodowlę bydła wysokiej pozycji w zestawieniu z czołówką europejską i światową? Według Dariusza Szlechta, głównego hodowcy w DANKO Hodowli Roślin sp. z o.o., jest to m.in. docenienie polskiego indeksu hodowlanego.

Powinniśmy, przy pomocy PFHBiPM, starać się pracować w swoim kierunku, ponieważ to przecież hodowcy tworzą polski indeks hodowlany, dostosowany do potrzeb polskiej hodowli.

– Sądzę, że ważne jest zintensyfikowanie prac hodowlanych. Myślę, że powinniśmy skupić się na tym, co polskie. Obecnie wielu hodowców, ze względu na fakt, że jest bardzo wielu dystrybutorów zagranicznego nasienia w Polsce, ma trochę zachwiane poczucie wartości polskiego indeksu hodowlanego, ponieważ przyjeżdżają przedstawiciele firm i mówią, że najlepsze jest nasienie amerykańskie czy niemieckie. My, jako hodowcy, powinniśmy, przy pomocy PFHBiPM, starać się pracować w swoim kierunku, ponieważ to przecież hodowcy tworzą polski indeks hodowlany, dostosowany do potrzeb polskiej hodowli. Nie ma się co oszukiwać, tylko trzeba iść w tym kierunku. Sądzę, że przyniesie to bardzo dobre efekty dla polskiej hodowli w przyszłości – mówił Szlecht. – Ważna jest też jednak systematyczność, prowadzenie tej hodowli krok po kroku, i na pewno jeśli ktoś widzi swój cel, jeśli chce mieć w swoim stadzie najlepsze zwierzęta hodowlane w Polsce, to na pewno prędzej czy później do tego dojdzie – dodał.

Zwiększenie dostępności na polskim rynku nasienia seksowanego

Jak zaznaczył Szlecht, wykorzystanie nasienia seksowanego wiąże się ze znacznymi korzyściami, niestety żadna stacja inseminacyjna w Polsce nie posiada urządzenia do sortowania nasienia, co skazuje polskich hodowców na wykorzystanie nasienia importowanego.

Każdemu rolnikowi, który prowadzi produkcję mleka zależy na uzyskiwaniu jak największej liczby jałówek a nasienie seksowane jest w tym bardzo pomocnym narzędziem pracy.

– W naszym zakładzie w Łagiewnikach ok. 40 proc. krów jest skutecznie pokrytych nasieniem seksowanym. Sądzę, że jest to w pewnym stopniu wyznaczenie kierunku, który być może zacznie dominować w Polsce. Każdemu rolnikowi, który prowadzi produkcję mleka zależy na uzyskiwaniu jak największej liczby jałówek a nasienie seksowane jest w tym bardzo pomocnym narzędziem pracy – zaznaczył Szlecht.

Jak tłumaczył Szlecht, nasienie seksowane jest coraz lepszej jakości, charakteryzuje się coraz wyższą skutecznością.

Szansa na sprzedaż większej ilości polskiego nasienia seksowanego jest w tej chwili tracona.

– Obawiam się, że spowoduje to coraz większe zapotrzebowanie ze strony rolników, podczas gdy w Polsce żadna stacja inseminacyjna nie posiada urządzenia do sortowania nasienia, co z kolei skazuje nas na wykorzystanie nasienia importowanego. Szansa na sprzedaż większej ilości polskiego nasienia seksowanego jest w tej chwili tracona a prawdopodobnie żadna ze spółek inseminacyjnych obecnie nie podejmuje starań o zakup takiej maszyny i licencji do jej obsługi. Myślę, że zachodnie firmy bardzo szybko to wykorzystają, zalewając tańszym nasieniem seksowanym ten sektor, w którym wytworzyła się nisza i zapotrzebowanie na to nasienie – stwierdził hodowca.

Dlaczego polskie spółki nie zainteresowały się jeszcze zakupem maszyny do sortowania nasienia?

Może to też wynikać z faktu, że tych spółek jest kilka i każda próbuje to robić tylko dla siebie. Nie ma jakiejś wspólnej polityki, która mogłaby doprowadzić do wspólnych zakupów i wspólnych działań w tym kierunku.

– Nie widać zainteresowania w tej chwili z ich strony, ponieważ wszystkie są własnością akcjonariuszy, rolników czy innych podmiotów właścicielskich, którym bardzo zależy na tym, żeby wypłacały one dywidendy. Jeśli dywidendy są wypłacane, to po prostu nie ma pieniędzy na dalszy rozwój i inwestycje. Myślę, że również jest z ich strony słabe zainteresowanie pozyskiwaniem kapitału z funduszy europejskich czy innych dostępnych źródeł. Może to też wynikać z faktu, że tych spółek jest kilka i każda próbuje to robić tylko dla siebie. Nie ma jakiejś wspólnej polityki, która mogłaby doprowadzić do wspólnych zakupów i wspólnych działań w tym kierunku – wskazał Szlecht.

Jak dodał, istnieje szansa, że pomysł współpracy w kwestii zakupu maszyny sortującej nasienie umożliwiłby uzyskanie pomocy z ministerstwa rolnictwa, KOWR-u lub innej agencji.

Obawiają się, że takie nasienie mogłoby być droższe od tego, które są w stanie zaimportować obecnie z zagranicy.

– Myślę, że spółki chciałby wystąpić z podobnym pomysłem, tylko boją się zainwestować, obawiają się, że takie nasienie mogłoby być droższe od tego, które są w stanie zaimportować obecnie z zagranicy. Łatwiej jest im zaimportować, ponieważ wtedy wiedzą, że kupili po określonych kosztach, niż wyprodukować samodzielnie, z czym mogłyby się wiązać trochę wyższe koszty – tłumaczył hodowca.

Jak dodał Szlecht, trudno powiedzieć czy spółki w pewnym momencie zaryzykują.