W opasie bydła nie zawsze jest tak różowo jakby wynikało z teoretycznych założeń. Często opłacalność przedsięwzięcia jest niewielka, a w dodatku na pieniądze trzeba czekać wiele miesięcy. Dlatego w tej branży trzeba poszukiwać niszy rynkowej i stawiać na wysoką jakość, aby uzyskać satysfakcjonujące wyniki.

Tą drogą poszedł Józef Wojewódzki z Wojewódek Dolnych na Mazowszu, decydując się na produkcję różowej cielęciny (tzw. rose veal). Zbyt produkcji hodowca zapewnił sobie nawiązując współpracę z jedną z największych sieci dyskontów w Polsce.

O terminie sprzedaży cieląt na różowe mięso decydują dwa czynniki: wiek (do 8 miesięcy) oraz masa ciała (300-350 kg żywej wagi). Józef Wojewódzki w trosce o najwyższy poziom dobrostanu, sam odwozi cielęta do ubojni w specjalnie przystosowanym do tego celu samochodzie. Dzięki temu ogranicza do minimum stres zwierząt, co wpływa na wysokie walory mięsa w wyniku ograniczenia obić i wahań pH.

A jak z opłacalnością produkcji? Według hodowcy nadal trwa amortyzacja nakładów poniesionych na modernizację pozwalającą dostosować warunki utrzymania i żywienia do wprowadzonego systemu. Zdaniem Wojewódzkiego w produkcji różowej cielęciny korzyści należy upatrywać nie tyle w uzyskanej wyższej cenie jednostkowej, a w szybszym obrocie zwierząt i kapitału.

Więcej na temat tej produkcji w najbliższym, październikowym wydaniu Farmera.