Z pewnością można zgodzić się z faktem, że wzrosły przychody, wynikające wprost z wyższych cen rynkowych, zarówno w przypadku mleka, jak i żywca wołowego. Mówiąc jednak o dochodzie, czyli faktycznym zysku z produkcji, należy w bilansie ekonomicznym uwzględnić również ponoszone koszty związane z prowadzoną działalnością, a te drastycznie wzrosły.

Mimo tego, że ceny produktów rolnych rosną, nie są jednak w stanie nadążyć za galopującymi w górę cenami środków produkcji. Nie sposób nie zauważyć skali podwyżek, jakie objęły pasze białkowe stosowane w żywieniu bydła. Wzrost cen zbóż paszowych z jednej strony jest korzystny dla ich producentów, lecz dla hodowców zmuszonych do ich zakupu już nie.

Drastyczne podwyżki wystąpiły również w przypadku nawozów mineralnych, których zakupy wielu rolników ogranicza obecnie do niezbędnego minimum. W przypadku niektórych nawozów, szczególnie azotowych, podwyżki w porównaniu do stawek oferowanych jesienią, wyniosły nawet o 50 proc.

Sukcesywnie drożeją również maszyny rolnicze wykorzystywane w tego rodzaju produkcji, na których zakup bez unijnych dotacji mało kto się decyduje. Obserwowane są również podwyżki cen energii oraz paliwa, które to na dużą skalę wykorzystywane są szczególnie przy produkcji mleka.

Plany dalszego rozwoju ograniczają w dużym stopniu również rosnące w szybkim tempie ceny materiałów budowlanych i świadczonych w tym zakresie usług. Trwający bum budowlany utrzymuje popyt, a co za tym idzie dynamikę wzrostu cen. W obliczu tak drastycznego wzrostu kosztów produkcji oferowane hodowcom stawki tracą nieco na atrakcyjności.