- Większość kupujących przewidywała wzrost cen wołowiny na przełomie października i listopada. Niestety rynek to zweryfikował. Ceny w ostatnim czasie nie tylko nie rosły, a wręcz odwrotnie, na przełomie ostatniego miesiąca pojawiały się korekty w dół, które wymusiła sytuacja na rynku. Główną rolę w tym procesie odgrywa szalejąca inflacja, która wpływa na zmiany w trendzie konsumpcji mięsa wołowego, postrzeganego już i tak jako drogi surowiec uważa Grzegorz Prabucki, dyrektor ds. skupu bydła w firmie Skłodowcy Sp. z o.o.

Jak zauważa rozmówca, w ostatnim czasie dość znacząco podrożało mleko, przez co decyzje hodowców o brakowaniu stad zostały wstrzymane. Podaż krów na rynku delikatnie się zmniejszyła, co wyhamowało dalsze obniżki.

- Największym problemem na dzień dzisiejszy są wzrosty cen i niepewność co do tego, co przyniesie przyszłość. Zarówno po stronie hodowców - wiele jest niewiadomych dotyczących tego, jak kształtować się będą m.in. ceny nawozów sztucznych, środków ochrony roślin, paliw czy folii. Wszystkie te elementy mają wpływ na wynik ekonomiczny hodowli. Trudno jest też prognozować czy wzrosty cen sprzedaży produktów zrekompensują wzrosty kosztów produkcji – uważa Prabucki.

- Z kolei po naszej stronie, czyli przetwórców, staramy się znaleźć jakiś złoty środek, jeśli już musimy z jednej strony podnieść ceny dla producentów, to do jakiego stopnia, tak aby nasz konsument był w stanie jeszcze sobie pozwolić na zakup – dodaje dyrektor ds. skupu bydła.

Grzegorz Prabucki zwraca uwagę, że kolejne niewiadome wiążą się z efektami wprowadzenia zielonego ładu i nowych przepisów. To stawia przed hodowcami kolejne wyzwania, które będą musieli spełnić. - Na szczęście z rozmów, które prowadzimy z hodowcami, z którymi współpracujemy, wynika, że starają się być pozytywnie nastawieni i widzieć możliwości dalszego rozwoju – dodaje.