Skutecznych rozród w gospodarstwach mlecznych jest siłą rzeczy kwestią podstawową. Sposobów na radzenie sobie z problemami w tym zakresie jest wiele, jednak jak podkreślił Paweł Ksionek, gdyby złoty środek istniał to wszyscy by go stosowali. Co więc jest najważniejsze? Które elementy są kluczowe? Każdy zapewne odpowie na te pytania trochę inaczej, jednak zdaniem naszego rozmówcy, są to żywienie, warunki środowiskowe i zaangażowany w swoją pracę inseminator.

Paweł Ksionek wraz z rodzicami i rodzeństwem prowadzą gospodarstwo rodzinne w powiecie siedleckim. Charakteryzuje się ono dość nietypową oborą z niezadaszonymi korytarzami spacerowymi. Dzięki temu krowy mają bezpośredni dostęp do światła słonecznego, co korzystnie wpływa na wydzielanie witaminy D. Drugą korzyścią jest znacznie lepsza wymiana powietrza w okresie upałów. Jak podkreślił nasz rozmówca, w wersji letniej, gdy boczne kurtyny są zwijane, obora ta to praktycznie „dach na słupach”. Ogranicza to ryzyko wystąpienia stresu cieplnego, który negatywnie wpływa na rozród.

Choć powyższe aspekty oczywiście mają pozytywny wpływ na wskaźniki rozrodu to pozostaje jednak kwestia wydajności. Wraz z jej wzrostem obserwuje się często tendencje do pogorszenia płodności. Podobnie jest w gospodarstwie Ksionków.

– Kiedyś było dużo łatwiej, gdy wydajność utrzymywała się na poziomie 9-10 tys. litrów. Teraz, gdy wydajność wzrosła do 12 tysięcy litrów, jest trochę gorzej i schodzi więcej słomek na zacielenie. W przypadku naszego gospodarstwa statystyka dla całego stada niewiele by dała, tu jest dużo indywidualnych przypadków np. jak mamy sztuki, które dają 17 tys. w laktacji, to warto utrzymać je choć jeszcze jedną laktację i takie sztuki inseminowane są do skutku, co przy niewielkim stadzie powoduje, że średnia nie jest najwspanialsza – zaznacza Paweł Ksionek.

Zapytany o sposób na dobry rozród bez wahania wskazał na odpowiedniego inseminatora. Jak podkreślił nasz rozmówca, zdarza się, że w niewielkich stadach hodowcy sami przeprowadzają inseminację, jednak na kilku czy kilkunastu sztukach ciężko jest zdobyć doświadczenie porównywalne z tym, które posiada zawodowiec. Inną wymienioną przez Ksionka kwestią bywa niezłomne przekonanie niektórych inseminatorów, że przyjeżdżają wyłącznie wykonać zabieg, a właściwy czas inseminacji powinien określić hodowca. Oczywiście nie jest obowiązkiem inseminatora sprawdzać czy hodowca zrobił to dobrze czy nie, jednak czasami podzielenie się swoją fachową wiedzą może przynieść wiele korzyści dla obu stron.

Często na forach mniej lub bardziej tematycznych można spotkać pytania o porządnego lub też uczciwego inseminatora znajdującego równowagę pomiędzy wykonywaniem pracy zarobkowej a zaangażowaniem w osiągnięcie zacielenia. Wydaje się, że Ksionkom udało się na trafić na takich.

– Kiedyś mieliśmy takiego inseminatora, któremu pokazywało się krowę i on ją inseminował, odbierał zapłatę i odjeżdżał. Teraz jest inaczej np. po zaobserwowaniu objawów rujowych rano, po południu przyjeżdża inseminator, przeprowadza badanie palpacyjne i stwierdza, że jest za wcześnie. Ponownie przyjeżdża rano, bada i stwierdza, że to jeszcze nie czas, więc zapowiada, że przyjedzie koło południa i dopiero wtedy stwierdza, że jest dobrze. I tak się wielokrotnie zdarza. Gdybyśmy nie mieli inseminatorów, którym faktycznie zależy nie na sprzedaniu ilości zabiegów, tylko na zacieleniu, to pewnie schodziłoby znacznie więcej porcji nasienia na sztukę średnio. Oni świetnie znają swoją robotę – stwierdził Ksionek.

Drugą kluczową kwestią podkreśloną przez naszego rozmówcę jest żywienie. Pokłosiem błędów żywieniowych w gospodarstwie Ksionków były częste przypadki  torbieli na jajnikach oraz problemy z rozwojem jajników u jałówek.

– Jałówki były już dojrzałe płciowo, a jajników prawie nie było. Wynikało to z tego, że wedle starej szkoły jałówkom dawało się to co najgorsze. Teraz staramy się tak nie robić i nie pamiętam już kiedy ostatni raz podawany był karoten, który stosowaliśmy w takich przypadkach. Większość jałówek udaje się zainseminować nasieniem seksowanym. Nawet część krów, na których nam zależy, też próbujemy i udaje się. Obecnie jedna krowa jest w bliźniaczej ciąży po seksowanym, więc to będzie 150 proc. szczęścia jeśli wszystko się powiedzie – stwierdził nasz rozmówca. – Gdyby istniały jakiś magiczne sposoby to pewnie wszyscy by je stosowali. Kluczową sprawą jest inseminator,  pilnowanie żywienia i warunki środowiskowe. Taka przewiewna obora choć nie idealna to jest znacznie lepsza niż szczelna, gdzie jest duszno i gorąco – podsumował.