Jesienią 2019 r. pojawiły się doniesienia o sprawie rzekomego szantażu wobec Mlekovity. Szantażować znaną firmę mleczarską miała kancelaria prawna z Leszna, która podobno zażądała 4 mln za nieujawnienie materiałów rzekomo przedstawiających proceder antydatowania ważności produktów spożywczych. Prokuratura nie potwierdziła fałszowania dat ważności i uznała, że doszło wyłącznie do szantażu na szkodę Mlekovity.

Jak informowaliśmy jakiś czas temu, proces ruszył w sierpniu 2021 r. Sprawa od początku obfitowała w nieoczekiwane zwroty. Oskarżeni nie przyznawali się do winy i zagrozili upublicznieniem kolejnych filmów. Mlekovita tymczasem wystąpiła z wnioskiem o mediację z gangiem domniemanych szantażystów. Proces ruszył, ale prezes Mlekovity Dariusz S. nie chciał przyjechać do Poznania, by zeznawać jako świadek. Sędzia nie zgodził się jednak na zdalne przesłuchanie prezesa i wezwał go na 11 marca. Wówczas prawnicy Mlekovity złożyli wniosek o wyłączenie jawności rozprawy, ale sąd odrzucił ten wniosek. Na rozprawę 11 marca br. prezes firmy Dariusz S. wreszcie przybył, ale sąd nie zdołał przesłuchać ani jego, ani żadnego innego świadka. Na sali rozpraw zjawiła się bowiem także dyrektor firmy Adrianna S., która domagała się natychmiastowego przesłuchania, a jak się okazało, kilka dni wcześniej została mianowana również prokurentem Mlekovity. Sąd uznał, że nie może dopuścić, aby Adrianna S. najpierw wysłucha zeznań swojego przełożonego, a następnie sama składała wyjaśnienia jako świadek w sprawie. W efekcie wynikłego zamieszania sąd wyznaczył kolejny termin rozprawy na 5 maja.

Stres cieplny zjada Twoje zyski? Weź udział w bezpłatnym webinarze "Farmera"!

Jak donosi portal onet.pl, wczorajszą rozprawę zdominowały zeznania Adrianny S., rzeczniczki prasowej firmy, oraz prezesa mleczarni Dariusza S., które trwały około sześciu godzin.

Adrianna S. opisała przebieg sprawy zaczynając od e-maila otrzymanego z kancelarii prawnej w Lesznie, w którym informowano, że w jednym z oddziałów Mlekovity dochodzi do nieprawidłowości. Następnie, choć kontrola przeprowadzona przez firmę nie wykazała nieprawidłowości, prawnik reprezentujący Mlekovitę spotkał się z prawnikiem z Leszna, od którego dowiedział się, że rzekomymi nieprawidłowościami interesuje się dziennikarz Paweł Miter. Następnie dziennikarz zaczął wysyłać Mlekovicie coraz bardziej szczegółowe pytania, zarzucać Adriannie S. kłamstwa oraz publikować w mediach społecznościowych obraźliwe dla Mlekovity wpisy, jak tłumaczyła Adrianna S.

W tamtym czasie firma dowiedziała się, że z dziennikarzem współpracowało dwóch pracowników Mlekovity. Jak relacjonowała Adrianna S. cytowana przez onet.pl., jeden z nich, pan S., wykorzystał monitoring zakładu w Kościanie, by przygotować prowokację.

4 mln „zadośćuczynienia”

Władze Mlekovity odbyły kilka spotkań w prawnikiem z Leszna. Jak wspomniała Adrianna S. na jednym z nich prawnik w imieniu byłego pracownika Mlekovity, zwolnionego dyscyplinarnie za przygotowanie wspomnianej prowokacji przeciwko firmie, domagał się zmiany wypowiedzenia na wypowiedzenie za porozumieniem stron oraz 20 tys. zł zadośćuczynienia.

– Potem w Lesznie doszło do kolejnego spotkania. Prawnik Marcin O. oświadczył wówczas, że nasz były pracownik nie zadowoli się 20 tys. zł. Po chwili prawnik chwycił za telefon i pokazał mi ekran z napisem "4 mln". Zapytał, czy zrozumiałam. To było zaskakujące, ale powiedziałam, że zrozumiałam i pytałam, ile mamy czasu. Po tym spotkaniu, po rozmowie z prezesem naszej firmy, o propozycji korupcyjnej zawiadomiliśmy organy ścigania – mówiła Adrianna S. cytowana przez onet.pl

Prokuratura nie potwierdzała fałszowania dat ważności

Prawnik z Leszna również zawiadomił prokuraturę zarzucając mleczarni antydatowanie żywności. Z kolei Paweł Miter zamieścił w sieci filmy, które miały rzekomo stanowić dowód na powyższy proceder w jednym z zakładów Mlekovity. Jednak zdaniem przedstawicieli mleczarni nie widać na nich niczego nagannego. Do podobnych wniosków doszła prokuratura, która nie potwierdziła fałszowania dat ważności uznając, że doszło wyłącznie do szantażu na szkodę Mlekovity i oskarżyła dziennikarza Pawła Mitera, jego znajomego prawnika Marcina O. oraz dwóch byłych pracowników Mlekovity, którzy mieli z nimi współpracować. Dowodami na winę prawnika i dziennikarza mają być m.in. nagrania rozmów.

Skąd próba mediacji z oskarżonymi?

Jak donosi onet.pl, niektóre z działań Mlekovity były dość nieoczekiwane, np. latem 2020 r., gdy w poznańskim sądzie ruszała sprawa karna Mitera i pozostałych osób, Mlekovita złożyła wniosek o mediację z oskarżonymi. Dlaczego spółdzielnia chciała dojść do porozumienia z domniemanymi szantażystami? Jak informuje portal, rzeczniczka mleczarni tłumaczyła w czwartek, że Mlekovicie nie zależy na chodzeniu po sądach, gdyż woli się skupić na bieżącej działalności. Adrianna S. zaznaczyła również, że każdy tekst o tej sprawie obija się na wizerunku spółdzielni i licznych kontaktach handlowych.

Oskarżeni w posiadaniu kolejnych nagrań

Oskarżeni nie przyznają się do winy. W ich ocenie prokuratura przeprowadziła śledztwo w sposób jednostronny, jak informuje onet.pl dodając, że Miter i jego znajomy prawnik twierdzą też, że są w posiadaniu nagrań rozmów z przedstawicielami Mlekovity, które mają wskazywać, że spółdzielnia wcale nie jest czysta. Nagrania miały zostać odtworzone podczas czwartkowej rozprawy w poznańskim sądzie, jednak po wielogodzinnych przesłuchaniach sąd uznał, że zapozna się z nowymi dowodami na kolejnych rozprawach, które zaplanowano na sierpień.