Minister rolnictwa i rozwoju wsi, Henryk Kowalczyk, spotkał się w zeszłym tygodniu z przedstawicielami spółdzielni mleczarskich, aby omówić aktualną sytuację w sektorze i na rynku mleczarskim.

Po omówieniu sytuacji rynkowej odbyła się dyskusja przedstawicieli spółdzielni mleczarskich z ministrem rolnictwa, podczas której poruszono wiele kwestii ważnych dla mleczarstwa.

Problemy z sieciami handlowymi

Jako pierwszy głos zabrał Czesław Cieślak, prezes OSM w Kole, który podkreślił, że problemy w branży mleczarskiej dotyczą przede wszystkim zbytu produktów mleczarskich.

Należałoby rozwiązać problem handlu poprzez porozumienie pomiędzy dostawcami mleka, zakładami przetwórczymi, sieciami handlowymi i konsumentami, ponieważ często się w Polsce wzajemnie wykluczamy – mówił Cieślak. – Trzeba przyznać, że ceny produktów mlecznych ubiegłym roku wyrosły do poziomów astronomicznych i nastąpiło pewne zachwianie spożycia, zwłaszcza masła i serów. Wyraźnie to widzimy i zrozumielibyśmy, że obniżają nam w tej chwili ceny, ale powinni postąpić podobnie – dodał.

Obniżka ceny masła z ponad 30 zł/kg do niespełna 20 zł/kg

Jak tłumaczył, od ponad miesiąca mleczarnie nie sprzedają masła po cenach wyższych niż 20 zł/kg, a często jeszcze niższych, zaś w sklepach tendencja spadkowa przez długi czas nie była widoczna.

W ocenie Cieślaka branża powinna zastosować rozwiązanie z rynku niemieckiego.

– Niemcy mają podpisane porozumienia, zgodnie z którym od października do końca lutego określona jest cena skupu mleka oraz cena, która będzie widoczna na półkach sklepowych, w tych samych sieciach, co u nas. Tam się nic nie zmieniło, natomiast my musieliśmy obniżyć cenę z ponad 30 zł/kg do niespełna 20 zł/kg – tłumaczył.

Prezes OSM Koło podkreślił, że konieczne jest działanie, gdyż wspomniany spadek popytu i obniżka cen mleka mogą doprowadzić do spadku produkcji białego surowca.

– Przy dzisiejszych cenach produktów mleczarskich, cena mleka powinna wynosić ok. 1,70 zł/l, maksymalnie, jednak to groziłoby spadkiem produkcji mleka, a tego nie chce ani pan, ani my – stwierdził.

Przetargi na sery w ramach pomocy żywnościowej dla najuboższych

Z kolei Magdalena Szabłowska, dyrektor eksportu w Spółdzielni Mleczarskiej Mlekovita, poprosiła ministra Kowalczyka o jak najszybsze uruchomienie przetargów w ramach pomocy żywnościowej dla osób najbardziej potrzebujących.

– W imieniu całej branży chcielibyśmy prosić, żeby minister doprowadził do tego, żeby jak najszybciej uruchomione zostały przetargi na sery w ramach pomocy żywnościowej dla najuboższych. Fundusze europejskie już na te cele zostały przyznane, więc to mocno poprawiłoby sytuację i zdjęło nadwyżkę produktów mlecznych z rynku – mówiła Szabłowska. – Należy uzupełnić zapasy Agencji Rezerw Materiałowych, zapasy rządowe na 5 tys. ton masła i 15 tys. ton OMP. Część tych zapasów została już zużyta, więc jest to odpowiedni moment, żeby je uzupełnić – dodała.

Malejąca liczba gospodarstw

Zaś w ocenie Andrzeja Steckiewicza, wiceprezydenta PFHBiPM i prezesa Warmińsko-Mazurskiego Związku Hodowców Bydła Mlecznego, istotnym problemem jest brak następców i malejąca liczba gospodarstw zajmujących się chowem bydła.

– Gospodarstw ubywa, i zwracam się do spółdzielców, aby nie popełnili grzechu zaniechania i nie zapomnieli o tych, którzy produkują to mleko – zaznaczył.

Steckiewicz odniósł się również do struktury kosztów produkcji artykułów mleczarskich wspominając, że w 2022 r. koszt mleka stanowił 70 proc. kosztu wyrobu gotowego, co było korzystną zmianą w porównaniu do poziomu z 2021 r., gdy było to 65 proc.

Poparł on również pomysł podjęcia próby porozumienia i stworzenia „wspólnego ciała stymulującego rynek mleka i minimalizującego nieuczciwą konkurencję”.

Skąd się wziął problem z cenami?

Głos zabrał również Mirosław Domański, prezes zarządu OSM Piaski, który za obecne problemy z cenami mleka obwinia m.in. doraźne podmioty skupowe.

– W ubiegłym roku rozpoczął się niekontrolowany wyścig cen za mleko. (…). Nagle powstały doraźne podmioty skupowe i kradną nam rolników. Spółdzielnie do tego dołączyły i zaczęły sobie nawzajem wyrywać rolników. Doszło do niekontrolowanego wzrostu cen, do 3 – 3,25 zł/l, co doprowadziło do obecnej sytuacji – tłumaczył Domański.  

Doraźne podmioty skupowe są poza kontrolą

– Jest źle. Każdy z nas miał w tym udział, ale ja bardzo proszę, aby doraźne podmioty skupowe były kontrolowane przez Sanepid, UOKiK i urząd skarbowy, bo obecnie grasują poza wszelkim prawem. Stąd kilka lat temu zaczęły się problemy w mleczarstwie – mówił prezes OSM Piaski. – Kto skontroluje ich umowy z rolnikami? My jesteśmy co dwa tygodnie kontrolowani z każdej strony – dodał.

Zakłady mają problemy z płynnością finansową

Z kolei Wiesław Żebrowski, prezes Ciechanowskiej Spółdzielni Mleczarskiej, zaznaczył, że większość zakładów ma obecnie problemy z płynnością finansową.

– Koszty wzrosły niesamowicie i większość zakładów ma problemy z płynnością finansową. Jest to m.in. skutek działania spółek rządowych, które wydrenowały nasze kieszenie na elektryczności i paliwie, a wcześniej kieszenie rolników na nawozach. Już nie wytrzymujemy tych kosztów – zaznaczył Żebrowski.

Groźba masowej likwidacji stad

O wysokich kosztach mówił również Tomasz Chądzyński, przewodniczący Rady Nadzorczej OSM Łowicz, który zaznaczył, że jeśli cena skupu mleka spadnie poniżej 2 zł/l, to hodowcy bydła nie będą w stanie przetrwać i zaczną masowo likwidować stada.

Uważajmy, żebyśmy się nie obudzili jako importer mleka

Do zagrożenia tego odniósł się także Grzegorz Brożyna, przewodniczący Rady Nadzorczej OSM w Pajęcznie.

– Wołałbym żebyśmy nie obudzili się z mleczarstwem jak producenci trzody chlewnej, którym po spadku cen przestało się opłacać produkować tuczniki. Podobnie może być z produkcją mleka, jeżeli w ciągu 3-4 miesięcy ceny się nie poprawią. Część krów pójdzie na ubój, ponieważ mleczarnie mają wygórowane koszty, których nie udźwigną i nie będą w stanie zapłacić rolnikowi przyzwoitej ceny. Uważajmy, żebyśmy się nie obudzili jako importer mleka – ostrzegł Brożyna.

Co z ustawą o przewadze kontraktowej?

Z kolei Zofia Just, wiceprezes OSM Czarnków, dopytywała czy sprawa ustawy o przewadze kontraktowej posunęła się do przodu.

– W zeszłym roku mówił pan, że w najbliższym czasie ustawa zostanie zrewidowana, a do dziś nic się w tej sprawie nie stało. (…). To będzie zagłada dla małych i średnich spółdzielni – stwierdziła.

Propozycje ministra rolnictwa

Minister Kowalczyk odpowiadając na przedstawione problemy zaznaczył, że ma zamiar doprowadzić do spotkania rolników, przetwórców, konsumentów oraz przedstawicieli handlu.

Odniósł się również do rolników odchodzących ze spółdzielni z powodu wyższej ceny oferowanej w innym miejscu oraz do kwestii kontroli doraźnych podmiotów skupowych.

– Element lojalności bardzo trudno w naszym kraju wypracować. Zgadzam się jednak, że doraźne podmioty skupowe, burzące rynek, powinny być bardzo mocno kontrolowane. Nie możemy zabronić komuś działalności gospodarczej, ale możemy egzekwować warunki kontraktacji, umów, płatności czy sanitarne. Zwrócę na to uwagę wszelki inspekcjom – zaznaczył szef resortu rolnictwa.

Minister ustosunkował się także do słów dyrektor Szabłowskiej z Mlekovity zaznaczając, że wspomniane przez nią działania są w toku, jednak nie naprawią one sytuacji na rynku, gdyż ilości te są zbyt niewielkie.

W kontekście cen nawozów minister Kowalczyk zwrócił uwagę, że gaz i nawozy zaczęły drożeć znacznie wcześniej, tj. jesienią 2021 r., a nie dopiero podczas wojny w Ukrainie.

– Już w styczniu 2022 r. stosowaliśmy mechanizm dopłat do nawozów. Teraz cena gazu wróciła do poziomu sprzed wojny, ale nie do tego przed dwóch lat, a tak należy porównywać. Ale doprawdy mamy dobrą wiadomość z Grupy Azoty o obniżce cen nawozów. Mam nadzieję, że to się utrzyma – mówił.

Zaznaczył także, że spółki gazowe mają wskazanie do renegocjacji cen.

– Spółki gazowe mają zalecenie dotyczące renegocjacji cen z poszczególnymi odbiorcami. Zwracałem się ministrowi aktywów państwowych, żeby przyśpieszyć renegocjacje umów gazowych – dodał minister Kowalczyk.

Odniósł się również do ustawy o przewadze kontraktowej, podkreślając, że zostało to przez niego zlecone. Przeprosił za niedopilnowanie tematu i zaznaczył, że dopilnuje tego osobiście.

Z kolei w zakresie braku następców stwierdził, że zwiększanie dochodu nie powinno być odbierane jako podstawowe działanie, gdyż niechęć do przejmowania gospodarstw „to problem mentalny, nie ekonomiczny”, jak zaznaczył. W ocenie ministra przede wszystkim warto poprawić warunki życia w wsiach.