– Jesteśmy po najważniejszym etapie, czyli zatwierdzeniu krajowego planu strategicznego w wersji w dużej mierze zgodnej z oczekiwaniami polskich hodowców, na pewno w części dotyczącej dobrostanu zwierząt – mówił Jacek Zarzecki, prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego. – Teraz jeszcze najtrudniejsze działanie, czyli legislacja krajowa, które będzie uszczegóławiała te ogólne zapisy w KPS. Niewątpliwie są tam rzeczy, które będziemy chcieli dopracować, m.in. definicja chowu otwartego, czyli wsparcie do dobrostanu dla gospodarstw, które utrzymują zwierzęta w chowie otwartym, ponieważ niektórzy urzędnicy twierdzą, że jest to dobrostan dla zwierząt utrzymywanych w budynkach. Taka jest ich interpretacja. Moja jest inna – zaznaczył.

Jak podkreślił Zarzecki, do sytuacji tej odniosło się wiele osób, w tym komisarz UE ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski, który tłumaczył, że gospodarstwa takie spełniają wymogi dobrostanu.

– Paranoją byłoby, żeby właśnie te gospodarstwa, które utrzymują zwierzęta w chowie otwartym, czyli dają możliwość największego dobrostanu, były z tej pomocy dobrostanowej wykluczone, więc wspólnie z ministrem rolnictwa będziemy pracowali nad interpretacją pewnych przepisów – stwierdził prezes PZHiPBM.

Wsparcie na uwolnienie bydła z uwięzi

– Będziemy obserwować jak będzie przebiegała ewaluacja KPS po pierwszym roku, ponieważ ja już dziś mam wątpliwości czy system wsparcia do dobrostanu opasów, polegający na wypasie, spełni swoją rolę, (…). Moim zdaniem nie, a mamy w tym działaniu ponad 50 mln euro, uważam więc, że te środki nie będą wykorzystane i wolałbym, żeby zostały przesunięte na uwolnienie z łańcuchów – zaznaczył Zarzecki.

– Chów bezuwięziowy jest elementem dopuszczającym do skorzystania z poprawy dobrostanu. Jesteśmy zwolennikami takiego zapisu, który będzie mówił o tym, że rolnicy, którzy uwolnią swoje zwierzęta z łańcuchów otrzymają płatność dobrostanową właśnie za uwalnianie – dodał.

To co jest bardzo ważne w tym KPS, to jest ponad 300 mln euro na inwestycje związane z dobrostanem zwierząt do 150 tys. zł.

Jak tłumaczył nasz rozmówca, projekt ten będzie musiał ulegać zmianom i poprawkom.

– W ciągu pięciu lat będziemy mogli wprowadzać zmiany w krajowym planie strategicznym osiem razy – mówił Zarzecki.

Biogaz na wsi to kluczowa sprawa

Prezes PZHiPBM podkreślił również, że kluczową jest kwestia biogazu na wsiach.

– Biogaz na wsi to dzisiaj jedno z podstawowych zdań, które przed nami stoją. Zapewnienie takich warunków, które będą umożliwiały tworzenie biogazowni przez rolników, żeby mogli oni sprzedawać nadmiar wytworzonej energii, żeby dofinansowanie było wyższe. O tych rzeczach musimy dzisiaj dyskutować, ponieważ bezpieczeństwo energetyczne jest związane z bezpieczeństwem żywnościowym – dodał.

Program wymiany stada

Nasz rozmówca wspomniał również, że hodowcy bydła mięsnego chcieliby skorzystać z puli pomocy na łagodzenie skutków wojny w Ukrainie.

– Jestem zadowolony z tych środków, które przeznaczone są na polską hodowlę i na wsparcie produkcji m.in. żywca wołowego, ale nie powiem, że to koniec, ponieważ chcielibyśmy także skorzystać, jako hodowcy i producenci żywca wołowego, z pomocy antywojennej, z której skorzystali producenci trzody chlewnej i jabłek, z której była dopłata nawozowa. Wiemy, że pewne środki jeszcze zostały i będziemy wnioskowali, żeby niewielką część tych środków przesunąć na wsparcie jakościowe do produkcji żywca wołowego, żeby uruchomić szybki program wymiany stada. Chodzi nam o kwotę 15 mln zł, która poprawiłaby jakość w polskich stadach nie tylko bydła mięsnego, ale także w tych gospodarstwach, które wycofują się z innego rodzaju produkcji – wskazał. – Chcielibyśmy, żeby było to realizowane na wzór pakietu Hogana, ale bez pewnych jego wad prawnych – dodał.

Nastroje wśród hodowców bydła mięsnego

– Myślę, że nastroje są dobre. Dzisiaj nikt w hodowli bydła mięsnego nie może narzekać na cenę. Nigdzie w UE nie było takiego znaczącego wzrostu cen jak w Polsce, bo ceny wzrosły r/r o ponad 50 proc. Ma to swoje dobre i złe strony. Dobre są takie, że opłacalność jest dużo wyższa, zaś złe, że możemy dojść do takiego poziomu, w którym konsumenci nie będą już w stanie zapłacić za ten produkt – tłumaczył.