- Spadek cen w okresie letnim jest naturalną rzeczą dla sektora wołowiny i nie powinien nikogo dziwić. Taka tendencja trwa od lat i jedynym odstępstwem od tego był rok 2021 , który ze względu na zniesione ograniczeń pandemicznych i otwarcie hoteli oraz restauracji spowodował większe zapotrzebowanie na towar w tym okresie co spowodowało wzrost cen. Należy podkreślić, że pomimo tych spadów cen to cena żywca wołowego jest o 50 proc. wyższa niż w roku ubiegłym i sektor wołowiny jest najbardziej stabilnym i odpornym rynkiem rolno-spożywczym w Polsce – informuje Jacek Zarzecki, prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego.

Jak zauważa Zarzecki, dzisiejsze stawki plasują nas w pierwszej szóstce cen w UE i zdecydowanie powyżej średniej europejskiej. To pokazuje, że europejscy konsumenci doceniają polską wołowinę. Ceny powinny powoli wzrastać w połowie sierpnia. Co prawda czynników zmiennych jest wiele m.in. dostępność pasz w takich krajach jak Holandia, Hiszpania, czy Włochy, które były importerami zbóż paszowych z Ukrainy, a ich ograniczona dostępność spowodowała większą ilość ubojów i spadek pogłowia w tych krajach co niewątpliwie odbiło się na naszym rynku.

- Należy zwrócić uwagę również na bardzo duży import bydła, który wzrósł rok do roku o ponad 60 proc. to pokazuje, że mamy deficyt krajowej produkcji i potężne możliwości w tym zakresie. Jeżeli uda się stworzyć warunki, które będą gwarantowały rolnikom stabilność produkcji to będą oni inwestowali w ten sektor , który od kilku lat jest naturalną alternatywa dla produkcji mleka, czy też trzody chlewnej – podkreśla prezes PZHIPBM.

Produkcja wołowiny, czy też utrzymywanie krów mamek ras mięsnych, zdaniem Jacka Zarzeckiego, daje możliwość funkcjonowania w rolnictwie dla dwuzawodowców, którzy z jednej strony pracują poza gospodarstwem a z drugiej nie chcą całkowicie zrezygnować z produkcji zwierzęcej.