Warsztaty prowadzili specjaliści z działu Farm Management Support (FMS), który zajmuje się doradztwem i pomocą dla hodowców: przed, w trakcie i po zainstalowaniu urządzeń. Podczas czterech spotkań warsztatowych fachowcy z działu FMS w ciekawy sposób zaprezentowali, jak funkcjonują i w jaki sposób zarządzane są gospodarstwa, w których pracują roboty udojowe. Wsparcie udzielane przez dział FMS ułatwia zarówno zwierzętom, jak i hodowcom przejście na zrobotyzowany dój.

Oprócz części teoretycznej, uczestnicy warsztatów mieli okazję osobiście przetestować niektóre rozwiązania. Na spotkaniu pojawiła się możliwość zapoznania się z systemem zarządzania stadem T4C InHerd, którego działanie i funkcje można było poznać, korzystając ze smartfona wyposażonego w odpowiednią aplikację. Dzięki temu systemowi możliwy jest dostęp do informacji, wprowadzanie danych czy zarządzanie robotem udojowym z dowolnego miejsca.

Z dużym zainteresowaniem spotkała się również interaktywna gra komputerowa - Lely FMS "Zarządca Stadem", która pozwalała zapoznać się z dniem pracy w gospodarstwie z robotem udojowym. Odpowiadając na właściwe pytania, gracz miał możliwość poprzez poprawę dobrostanu zwierząt zwiększać produkcję mleka w swoim stadzie. Rywalizacja była zacięta.

Po zakończeniu części warsztatowej odbył się panel producentów, na którym miała miejsce prezentacja dwóch gospodarstw, w których pracują roboty udojowe. Hodowcy podzielili się swoimi doświadczeniami związanymi z przejściem na zrobotyzowany dój i jego późniejszym funkcjonowaniem.

Zaprezentowane na panelu producentów gospodarstwa to: Ferma Krów Niechłód, należąca do Przedsiębiorstwa Rolnego Długie Stare Sp. z o.o. (spółka ANR) oraz Hendripol Sp. z o.o., którego właścicielem jest Arend Jan Hendriks.

Prelegenci zgodnie potwierdzili wyższość doju automatycznego nad konwencjonalnym. Do zalet stosowania takiego systemu doju hodowcy zaliczali m.in.: ograniczenie stresu wynikające z wolnego ruchu zwierząt i braku wpływu obsługi, wyższą produkcję mleka spowodowaną poprawą dobrostanu oraz wyższy komfort pracy dzięki znacznej redukcji obowiązków. - Robot jest cierpliwy, nie denerwuje się tak jak pracownicy. Poświęca tyle czasu, ile trzeba - mówił Hendriks. Niepodważalną zaletą pracy robota jest także dój ćwiartkowy, który eliminuje zjawisko występowania pustodoju w poszczególnych ćwiartkach wymienia. Ma to zdecydowany wpływ na utrzymanie niskiego poziomu komórek somatycznych. - W początkowym okresie, kiedy przechodziliśmy z hali udojowej na robota, różnice w długości doju między poszczególnymi ćwiartkami dochodziły nawet do 10 minut - relacjonuje Ewa Gierzyńska, główny hodowca na Fermie Krów Niechód.

JAK TO DZIAŁA W PRAKTYCE?

Dodatkowym punktem programu zorganizowanego przez Lely była wizyta w gospodarstwie, które wyposażone było w roboty udojowe. Stanowiło to możliwość oceny działania systemu zrobotyzowanego doju w terenie.

W gospodarstwie Freda Arkenberga utrzymywanych jest 135 krów mlecznych, które dojone są przez dwa roboty udojowe. Hodowca jest na tyle zadowolony z wprowadzonych rozwiązań, że już zapowiedział budowę kolejnej obory, która będzie lustrzanym odbiciem obecnie użytkowanej.

Wizytowane gospodarstwo było dobrze przystosowane do przyjmowania zwiedzających grup. Nad krowami skonstruowano drewniany pomost, dzięki któremu goście mogli podziwiać oborę i zwierzęta z góry. Drewniana była również w większości konstrukcja budynku, na którą zdecydował się hodowca za względów ekonomicznych i środowiskowych, twierdząc, że jest to cieplejszy i przyjemniejszy materiał niż stal. Jak twierdził właściciel, drewniana konstrukcja wygrała w konfrontacji ze stalową o ok. 30 tys. euro, co stanowiło sporą oszczędność poniesionych na inwestycję kosztów. Dodatkową zaletą konstrukcji drewnianej był łatwiejszy montaż, dzięki czemu wiele prac w tym zakresie właściciel mógł wykonać własnoręcznie.

Według hodowcy zrobotyzowany dój jest dla zwierząt optymalnym systemem pozyskiwania mleka. Zwierzęta same mogą decydować o podejmowanej aktywności, co w pełni zaspokaja aktualne w danym momencie potrzeby. Właściciel gospodarstwa docenia znaczną redukcję nakładów pracy związanych z dojem. Krowy doją się same, a udział tych, które trzeba podgonić, wynosi zaledwie 5-8 proc., co nie wiąże się z dużym trudem. Mimo że roboty pracują w gospodarstwie stosunkowo krótko, bo od maja, to właściciel odnotował już wzrost produkcji w tym systemie o ok. 20 proc.