Piotr Kulikowski przypomniał, że branża drobiarska w Polsce zatrudnia 65 tys. pracowników.

- Oni wszyscy mają rodziny. Tymczasem w jednym momencie wprowadza się trzy rozwiązania, z których każde będzie ciosem dla całej branży. Po pierwsze, jest to utrata możliwości sprzedaży surowców poprodukcyjnych dla przemysłu futerkowego. Dla średniej wielkości firmy drobiarskiej różnica w wyniku finansowym między odsprzedażą tych odpadów poprodukcyjnych dla przemysłu futerkowego, a sprzedażą do przetwórców na mączkę do pet foodu to 10 mln zł - dodał.

Prezes KRD-IG postuluje, że jeśli zapadnie decyzja o zlikwidowaniu hodowli zwierząt futerkowych i uboju religijnego w Polsce, okres przejściowy powinien być jak najdłuższy, aby przeniesienie produkcji zagranicę odbyło się w cywilizowany sposób. 

- Dla nas będzie to okres na przeprowadzenie inwestycji, które zminimalizują nasze straty. Umożliwi to także optymalizację odszkodowań, które zapłaci państwo. Nie bądźmy głupsi od Niemców, weźmy dobre wzorce, a nie róbmy po naszemu na zasadzie: nieważne są koszty a liczą się slogany - dodał.

Kulikowski przyznał, że wokół uboju halal krąży wiele mitów.

- Dla naszej branży kluczowe znaczenie mają dziś oczekiwania klientów. W Wielkiej Brytanii sprzedaż produktów halal rośnie szybciej niż ilość muzułmanów. Dzieje się tak dlatego, że część katolików czy osoby innego wyznania wybiera mięso halal, bo wierzy że są lepsze. Polska branża drobiarska jest dziś uzależniona od eksportu, dlatego dla nas odczucia klientów są bardzo ważne. Specyfiką naszej branży jest to, że sam proces produkcji w uboju standardowym i halal są praktycznie tożsame, Jest między nimi jedna różnica polegająca na włączeniu lub wyłączeniu jednego urządzenia. Za chwilę Polska trafi na czarną listę i nikt od nas nie kupi tego mięsa produkowanego z zachowaniem pełnego dobrostanu. Ustawodawca powinien sobie zdawać sprawę, że szkody wynikające z tej nowelizacji będą większe niż zyski - dodał.

Czytaj więcej w portalspozywczy.pl