Z najczęściej pojawiającymi się mediach mitami, dotyczącymi metod produkcji i jakości polskiego drobiu zmierzyła się na konferencji w Chodowie pod Siedlcami Aleksandra Porada, ekspert ds. bezpieczeństwa żywności i weterynarii KRD-IG.

„Czarny pijar” wokół drobiu skupia się jej zdaniem przede wszystkim na błędnych próbach wyjaśnienia, dlaczego dzisiejszy kurczak fermowy jest cięższy, niż np. 50 lat temu. Dlaczego kiedyś ważył średnio 900 gramów, a dziś 2,5 a nawet 4 kg? A skoro standardowa masa kurczaków w gospodarstwach krajów słabiej rozwiniętych wciąż jest znacznie niższa, to znaczy, że musi być efektem sztucznych zabiegów. To samo dotyczy tempa wzrostu współczesnego drobiu na polskich fermach. Stąd biorą się choćby zarzuty o stosowanie przez hodowców hormonów wzrostu. Według KRD-IG w 2017 roku ani jeden kurczak w Polsce nie otrzymał hormonów wzrostu. Skąd to przekonanie?
- Przed 30 laty substancje przyspieszające wzrost zwierząt bywały rzeczywiście w użytku. W Unii Europejskiej stosowanie hormonów wzrostu jest jednak zakazane od 1996r. u wszystkich gatunków zwierząt. W USA w dalszym ciągu dozwolone jest podawanie hormonów u bydła - argumentuje Aleksandra Porada.

Hormony wzrostu

– W przypadku drobiu w dzisiejszych realiach produkcji wykorzystanie hormonów wzrostu byłoby i nieopłacalne i praktycznie niemożliwe – uważa specjalistka KRD. - Takie substancje musiałyby być podawane w formie zastrzyku, bo dodawane w pokarmie byłyby zwyczajnie strawione przez enzymy. Biorąc pod uwagę długość życia kurczaka, nie dawałoby to ekonomicznych efektów. Robienia zastrzyków na fermie liczącej nawet kilkadziesiąt tysięcy kurczaków trudno sobie nawet wyobrazić, a dzisiejsze fermy mieszczą znacznie więcej drobiu. Taka operacja wymagałaby zatrudnienia rzeszy dodatkowych pracowników. Poza tym takie specyfiki trzeba byłoby zdobyć z nielegalnych źródeł, więc ich zakup słono by kosztował. Mając na względzie opłacalność produkcji podejrzenia o stosowanie hormonów, trzeba włożyć miedzy bajki. Niestety, wśród konsumentów wciąż powielane są takie nieracjonalne i nieaktualne informacje.

Antybiotyki

Podobnie ma się rzecz w przypadku antybiotyków, którymi zgodnie z panującym wśród konsumentów przekonaniem, faszerowane są kurczaki na fermach. Tu również mit obala rachunek ekonomiczny.
- Antybiotyki są zbyt kosztowne, biorąc pod uwagę cenę mięsa drobiowego takie „wspomaganie” produkcji byłoby nieopłacalne. Poza tym, od 2008 r. antybiotyków nie można stosować u drobiu profilaktycznie, a jedynie z zalecenia lekarza weterynarii i pod jego kontrolą – argumentuje Aleksandra Porada. - Po zastosowanym leczeniu obowiązuje karencja od 3 do 5 dni, by organizmy ptaków pozbyły się resztek leków z organizmu, nim trafią do uboju. W rolnictwie ekologicznym okres karencji jest zaś dwukrotnie dłuższy - dodaje ekspert ds. bezpieczeństwa żywności i weterynarii KRD-IG.

Łukasz Dominiak, dyrektor generalny KRD-IG zauważa natomiast, że konsumenci mylą często pojęcia hormonów i antybiotyków. Wskazują na to m.in. wyniki badań przeprowadzonych przez KRD w 2015 r. Tymczasem trzeba odróżnić antybiotyki podawane w razie zakażeń bakteryjnych od antybiotykowych stymulatorów wzrostu, które w Unii Europejskiej od 2006 r. są również absolutnie zakazane. Nie są one jednak zabronione w innych krajach, w tym USA.

- Limity dopuszczalnego poziomu pozostałości antybiotyków w tkankach mięsa, jajach lub mleku określają tzw. wskaźniki MRL. W 2016r. na 10 tysięcy pobranych próbek wykryto 13 przekroczeń, a to mniej niż 0,1 proc. ogółu przypadków – zaznacza Porada. - Aby wykluczyć błędy hodowcy prowadzą też monitoring u żywych ptaków, jak również badania wody podawanej zwierzętom, co w innych krajach jest rzadkością.

GMO - straszak na klientów

Kolejny, trzeci zarzut, z którym rozprawiła się specjalista KRD dotyczy hodowli zwierząt genetycznie modyfikowanych.

- Żadna z ras kur hodowanych w polskich fermach nie powstała w wyniku modyfikacji genetycznych – podkreśla Aleksandra Porada. - Współczesne rasy są efektem wielu lat pracy zootechników i krzyżowania różnych ras i linii, o najbardziej korzystnych cechach. I tak np. brojler, czyli rasa mięsna, odznacza się szybkim wzrostem i optymalnym zużyciem paszy.

„Czarny pijar” wokół produkcji drobiu często jako argumentu używa również pasz z udziałem roślin genetycznie modyfikowanych, którymi karmiony jest drób hodowany na fermach.
- Hasło „GMO” negatywnie kojarzy się konsumentom, lecz w tym przypadku nie ma to uzasadnienia – uważa Aleksandra Porada. - Inżynieria genetyczna, w przeciwieństwie do krzyżowania i mutagenezy, polega na bardzo precyzyjnej wymianie genów, dzięki czemu efekt jest całkowicie przewidywalny i pożądany. Modyfikacje genetyczne roślin prowadzą do uzyskania odmian odpornych na szkodniki, choroby i niekorzystne warunki pogodowe, tak aby stosować mniej herbicydów, pestycydów, insektycydów. Także po to, by zwiększać plenność roślin, a nie powiększać areału upraw. Nie rozumiem więc, czemu ekolodzy są przeciwko GMO, skoro bronią przed wycinką lasy deszczowe. W ciągu 80 lat na Ziemi przybyło 5 mld ludzi, ale areał gruntów rolnych jest ograniczony. Musimy się wyżywić i inżynieria genetyczna jest nauką, która ma nam w tym pomóc - dodaje.

Badania przeprowadzone w 2012r. przez PIWet i Instytut Zootechniki PIB wykazały, że ani w mięśniach kurcząt, ani w jajach kur nie było zmienionego DNA. Po spożyciu przez człowieka lub ptaka DNA jest trawione przez enzymy – podkreśla specjalistka.

Dobrostan zwierząt 

Zdaniem drobiarzy, mijają się z prawdą organizacje ekologiczne które twierdzą, że drób żyje w ścisku, w oparach amoniaku i bez dostępu do światła. Unijne przepisy i krajowe regulacje dotyczące dobrostanu zwierząt jasno bowiem określają warunki chowu drobiu: maksymalną obsadę zwierząt, maksymalne stężenia CO2 i amoniaku, minimalne natężenie światła. Kurniki muszą posiadać systemy wentylacji, ogrzewania i schładzania powietrza. Zgodnie z przepisami hodowca musi też co najmniej dwa razy dziennie zaglądać do kurczaków, żeby sprawdzić warunki w kurniku.

Mity kulinarne

Aleksandra Porada podważa też pogląd, iż mięso sprzedawane luzem jest lepsze od paczkowanego. Wyniki badań wskazują, że aż 70 proc. konsumentów chętniej sięga po mięso sprzedawane z lady, niż w paczkach, które kupuje 14 proc. badanych.

- Staramy się promować mięso paczkowane, ponieważ daje ono największą gwarancję bezpieczeństwa. Na etykiecie mamy dane producenta i produktu, termin przydatności do spożycia, warunki przechowywania czy informacje o systemach jakości – uzasadnia ekspert. –W przypadku mięsa sprzedawanego luzem ekspedientka nie zawsze jest w stanie udzielić nam takich informacji, a my nie możemy w żaden sposób tej wiedzy zweryfikować.

Błędem jest również mycie mięsa drobiowego, co zaleca się nawet często w książkach kucharskich czy programach kulinarnych.

- Sprzedawane w UE mięso drobiowe nie jest jałowe mikrobiologiczne, ale też nie jemy go na surowo. Poddajemy je obróbce termicznej (gotowanie, pieczenie), która niszczy wszystkie mikroorganizmy, jakie mogą występować na powierzchni surowego mięsa. Z tego powodu mycie mięsa jest niewskazane, bo może spowodować jedynie zanieczyszczenia sprzętów kuchennych, zlewu, czy blatu – wyjaśnia ekspert KRD. - Należy jednak mieć w kuchni osobną deskę i nóż do krojenia mięsa i nie kroić na niej innych pokarmów, które będziemy jeść na surowo.

Szczęśliwe kury a ekologia

Łukasz Dominiak zwraca z kolei uwagę na dysonanse pojawiające się w argumentacji ekologów i niesłuszne potępianie intensywnej produkcji drobiu.

- Namawianie do hodowli „szczęśliwych kur” na wolnym wybiegu, czy zachwalanie ich mięsa i jaj w rzeczywistości kłóci się z dbałością o środowisko – twierdzi dyrektor KRD. -Taka kura potrzebuje większego wybiegu, a więc zajmuje więcej powierzchni. Rośnie dłużej, więc produkuje więcej odchodów i emituje większy „ślad węglowy”, je więcej paszy nie-GMO, którą trzeba gdzieś wyhodować. To wszystko to są koszty środowiskowe. Tymczasem filet z kurczaka ekologicznego i standardowego niczym się w składzie nie różnią, dostarczają organizmowi tyle samo białka.

- Jeśli 2 proc. ludzi chce zapłacić więcej za „szczęśliwego” kurczaka - niech płacą, nie chcemy odbierać konsumentom prawa wyboru – argumentuje Dominiak. - Nie okłamujmy się jednak, że możemy wyżywimy całą ludzkość takim ekologicznym kurczakiem, bo to jest niemożliwe. Utrzymanie intensywnej hodowli jest konieczne. Zgadzamy się jednak, że produkcja może odbywać się z większym poszanowaniem dla środowiska. Np. odchody czy odpady poubojowe można przetwarzać w energię elektryczną, co nie jest możliwe w przypadku małych ekologicznych kurników. Potrzebne jest wsparcie rolników w takich działaniach.