Środowe negocjacje w resorcie odbywały się tuż po zakończonym proteście drobiarzy na trasie krajowej nr 1 w Siewierzu. Wzięli w nich udział przedstawiciele Krajowej Rady Izb Rolniczych, Głównego Inspektoratu Weterynarii, Polskiego Związku Zrzeszeń Hodowców i Producentów Drobiu, Krajowej Federacji Producentów Drobiu i Jaj, oraz kilkudziesięcioosobowa grupa producentów drobiu, w tym reprezentanci rolników, blokujących tego dnia krajówkę na Śląsku.

-Rozmowy odbywały się w bardzo burzliwej atmosferze i trudno mówić o konsensusie. Zarówno minister Ardanowski, jak i szef PZZHiPD za wszelką cenę usiłowali nam wmówić, że sami jesteśmy winni drastycznym spadkom cen skupu drobiu rzeźnego – mówi Agata Bluszcz, właścicielka fermy drobiu w woj. łódzkim, która uczestniczyła w środowych rozmowach.
–Według PZZHiPD obecna krytyczna sytuacja to wynik wyłącznie krajowej nadprodukcji. Minister twierdził zaś, że import z Ukrainy nie stanowi żadnego problemu, bo i tak więcej do tego kraju eksportujemy – wylicza nasza rozmówczyni. -Problemem nie może też być import drobiu z Brazylii, bo według resortowych danych mięso stamtąd w ogóle do Polski nie trafia! Przedstawiciele GIW z kolei zapewniali, że nie ma mowy o wpuszczaniu do Polski mięsa gorszej jakości. W naszej opinii resort kompletnie nie orientuje się w realiach i nie zrobił nic, by rzetelną wiedzę opartą na faktach zdobyć.

-Według nas, właścicieli rodzinnych gospodarstw produkujących drób, niekontrolowany import drobiu spoza krajów UE to w naszym kraju codzienność i nie jest to mięso odpowiadające europejskim standardom – mówi Agata Bluszcz.-Ministerstwo nie chce jednak tego problemu dostrzec, ani z nim walczyć, bo to w opinii resortu mogłoby pogorszyć nasze stosunki z krajami, do których nasze mięso drobiowe eksportujemy. Nie ma więc mowy o kontrolach transportów na granicy, czy kontrolach towarów w marketach zachodnich sieci handlowych.

-W żadnym wypadku nie możemy przyjmować na siebie winy za hipotetyczną nadprodukcję – zauważa właścicielka fermy.-Jeżeli ktoś tu zawinił, to urzędnicy, którzy bez oporów dają zgody na stawianie kolejnych ferm przemysłowych na 100 i więcej tysięcy sztuk drobiu. Takich ferm powstaje w Polsce coraz więcej, gdy tymczasem zwykli rolnicy nie mogą wywalczyć pozwoleń na kurniki po 10 tys. szt. Trudno nam zrozumieć, dlaczego rząd wciąż wspiera przemysł, zamiast wspierać rolników.
-Minister obiecał wstrzymać pomoc dla przemysłu, przynajmniej dopóki branża przetwórcza nie ureguluje stosunków z rolnikami, w kwestii zbytu i stawek drobiu – relacjonuje uczestniczka spotkania w MRiRW.-Padły również propozycje stworzenia internetowej bazy, w której rejestrowano by dane dotyczące zbytu drobiu z polskich ferm, by uzyskać rzetelne dane co do wielkości produkcji. Omawialiśmy również projekt stworzenia funduszu pomocowego dla rolników produkujących drób. W opinii wielu producentów środki na ten fundusz mogłyby pochodzić z funduszy promocji, które nie są wydatkowane we właściwy sposób. Pojawił się także pomysł kontraktacji rodzimej produkcji, tyle że po obu stronach budzi on pewne kontrowersje.

-Trudno o stwierdzenie, iż rozmowy te były owocne, ale minister Ardanowski zadeklarował wolę współpracy. Być może więcej konkretów przyniesie kolejne spotkanie branżowe planowane w pierwszych dniach stycznia, na które przybędą już rolnicy, którzy w środę protestowali w Siewierzu – dodaje nasza rozmówczyni.