Kilka dni temu dotarła do nas informacja na temat masowych padnięć kur na zarodowej fermie brojlerów w okolicach Legnicy.

>>>>> Czytaj więcej: Ponad 1500 martwych kur na fermie zarodowej pod Legnicą

Sprawa ta zyskała duże zainteresowanie lokalnych i ogólnopolskich mediów, które swoim zwyczajem z wydarzenia tego zrobiły niemałą sensację. Zdaniem Andrzeja Danielaka, prezesa zarządu głównego Polskiego Związku Zrzeszeń Hodowców i Producentów Drobiu, wydarzenia takie jak wspomniane bardzo negatywnie wpływają całą na branżę. Zanim jednak wydamy stosowne sądy, warto zastanowić się nad przyczyną opisywanej sytuacji:

- Każda tego typu sprawa, każde niewłaściwe i niezgodne z procedurami postępowanie może mieć negatywny wpływ na postrzeganie zarówno samego mięsa drobiowego, jak i całej branży drobiarskiej. Takie rzeczy nie powinny po prostu mieć miejsca, niemniej zanim zaczniemy ferować wyrokami należy dokładnie ustalić co było przyczyną takich a nie innych wydarzeń. Jeżeli zwierzęta były głodzone musimy zastanowić się co sprawiło że sytuacja taka miała w ogóle miejsce. Nikt nie głodzi zwierząt dla przyjemności, czy z chęci zysku. Jeżeli na fermie brakowało paszy to prawdopodobnie dlatego, że z jakichś powodów właściciel nie był w stanie jej zakupić – tłumaczy nasz rozmówca.

Jego zdaniem, przyczyn problemu należy szukać głębiej:

- Zanim osądzimy właściciela fermy powinniśmy się zastanowić co zrobić, by sytuacja taka jak na fermie pod Legnicą nie powtórzyła się. Drobiarstwo narażone jest na częste i długie okresy dekoniunktury, jako organizacja branżowa walczymy o to, by powstał system integrujący całe polskie drobiarstwo. Byłby to mechanizm, który bez naruszania warunków konkurencji i wolnego rynku mógłby sam się regulować poprzez dostęp wszystkich uczestników rynku do rzeczywistych danych o bieżącej – codziennej, skali produkcji w kraju z uwzględnieniem wiedzy o bieżących wpływach mięsa pochodzącego z kontyngentów przyznawanych przez Komisję Europejską. Takie dane moim zdaniem są i powinny być informacją jawną i podlegającą pod prawo o dostępie do informacji publicznej. Wszystko to nazwać można pojęciem – zarządzanie podażą i moim zdaniem powinno mieć zastosowanie we wszystkich branżach naszego , polskiego rolnictwa . Pozwalało by to przeciwdziałać załamaniom rynku. W chwili obecnej nie wiemy jednak czy ów system uda się wprowadzić, gdyż wiele podmiotów korzysta na jego braku – tłumaczy Andrzej Danielak.

Prezes zarządu PZZHiPD odniósł się również do działalności środowisk obrońców praw zwierząt:

- Nasza organizacja ma swoich przedstawicieli między innymi w Copa Cogeca, i Komisji Europejskiej. Na forum tychże organizacji poruszane są często problemy związane z działalnością tzw. ekoterrorystów. Niejednokrotnie mamy do czynienia z sytuacjami, w których oni sami kreują sytuacje takie jak ostatnia, a następnie wykorzystują je do walki z wizerunkiem produkcji zwierzęcej. W czyim interesie oni działają? Na pewno nie w interesie polskiej gospodarki – tłumaczy ekspert.