– Mycie rąk, wycieranie butów i oczekiwanie na lepszą pogodę – taką receptę rządu na epidemię ptasiej grypy przedstawił wczoraj w Sejmie minister Puda. Bioasekuracja nie może być głównym środkiem zaradczym, bo zasady bioasekuracji nie mają szansy zadziałać przy takim zagęszczeniu ferm przemysłowych, jakie obserwujemy choćby w powiatach żuromińskim i mławskim – powiedziała Dominika Sokołowska, koordynatorka kampanii rolniczych w Greenpeace.

fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe

Minister Puda, odnosząc się do pytań dotyczących dekoncentracji hodowli przemysłowych, zaznaczył, że w Polsce przedsiębiorcy mają pełne prawo do budowania na własnym gruncie i zajmowanie się tą kwestią nie leży w kompetencjach ministerstwa rolnictwa, tylko ministerstwa rozwoju. Jednocześnie podkreślił odpowiedzialność samorządów w zabezpieczaniu interesów mieszkańców.

– Minister Puda pytany o nadmierną koncentrację ferm robi uniki, przerzucając odpowiedzialność za obecny stan rzeczy to na właścicieli hodowli, to na samorządy. Zabrakło tylko stwierdzenia, że minister rolnictwa tak naprawdę nic nie może zrobić, jeśli chodzi o kształtowanie modelu rolnictwa w Polsce. To obnaża brak woli politycznej, a bez niej nie będzie faktycznego rozwiązania problemów, z jakimi boryka się dzisiaj polska wieś – powiedziała Dominika Sokołowska.

Zdaniem Sokołowskiej, „to nie wirus jest największym problemem, a dogodne warunki jakie mu stworzono”, dlatego jedynego skutecznego rozwiązania problemu upatruje w zatrzymaniu „ekspansji chowu przemysłowego”.

Zieloni domagają się natychmiastowego wstrzymania wydawania pozwoleń na budowę ferm przemysłowych, dekoncentrację ferm w już istniejących zagłębiach, a także podjęcia prac nad wprowadzeniem przepisów ustalających bezpieczne odległości ferm od zabudowy mieszkalnej oraz dających większą sprawczość samorządom. Obecnie możliwa jest budowa ferm przemysłowych na obszarach, które nie zostały objęte miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego.