17 milionów norek uśpiono w Dani jesienią ub.r., obawiając się, że mogą one roznosić zmutowane wirusy COVID-19. Te obawy okazały się mocno przesadzone, a duński minister rolnictwa musiał podać się do dymisji pod naciskiem opinii publicznej. Rząd przyznał, że wybijanie zdrowych zwierząt nie było konieczne.Teraz okazuje się, że znaczna część pogrzebanych zwierząt może doprowadzić do poważnego skażenia środowiska – poinformował Polsat News. Trwa więc akcja odkopywania padliny.

Chodzi o około 4 mln norek zakopanych na terenach wojskowych na zachodzie kraju. Szybko wyszło na jaw, że padlinę zakopano zbyt płytko w piaszczystym gruncie i truchła zaczęły „wychodzić” na powierzchnię, wypychane przez gazy z rozkładających się głębiej zwierząt. Potem okazało się, że miejsce na grzebowisko wybrano niefortunnie, bo gnijąca padlina może skazić wodę pitną i pobliskie kąpielisko. Stąd decyzja o wykopaniu szczątków i ich utylizacji.

Akcja rozkopywania grzebowisk trwa. Duńskie służby zdecydowały już, że padlina zostanie spalona w 13 elektrociepłowniach w całym kraju. Wykopywanie norek potrwa do końca maja, a ich zutylizowanie pochłonie kolejne dwa tygodnie – zakłada plan. Tyle, że jeszcze nie wiadomo, w jakim stanie są szczątki i czy ich utylizacja w konwencjonalnych piecach będzie możliwa.

Problem duńskich grzebowisk staje się w Polsce argumentem dla przeciwników masowego zakopywania drobiu, padłego wskutek grypy ptaków.