Czym można zastąpić białko ze zmodyfikowanej genetycznie soi, gdy zostanie wprowadzony zakaz jej importu? Śruta i makuch rzepakowy mogą tylko częściowo wypełnić powstałą lukę. W najlepszym razie będzie ich 1–1,2 mln ton. Uzupełni to krajowe zapotrzebowanie o 440 tys. ton (i to nie wcześniej jak w 2010 r.). Nawet w tak odległej perspektywie zabraknie nam w bilansie ok. 360 tys. ton białka. Może więc warto wrócić do produkcji pasz białkowych we własnym gospodarstwie?

Rodzime źródło białka
Rośliny strączkowe były przez stulecia rodzimym źródłem białka dla zwierząt. Wykorzystywano nasiona bobiku, peluszki, łubinu słodkiego czy zielonkę z seradeli. Ich ogromna popularność to efekt wyjątkowej plastyczności gatunkowej – uprawa udaje się niemal w każdym rejonie Polski. Poza zbożami są jedynymi białkowymi składnikami paszy, które można produkować w gospodarstwach. Białko roślin strączkowych jest bardzo dobrym uzupełnieniem białka zbóż. Pod względem składu aminokwasowego zawierają stosunkowo dużo lizyny, a mało metioniny i cystyny. Taki skład – zwłaszcza wysoka zawartość lizyny – powoduje, że bardzo dobrze uzupełniają ziarno zbóż, które jest ubogie w ten aminokwas. Dlatego pasze zawierające łubin, bobik czy groch i śruty zbożowe mają dużo wyższą wartość biologiczną. Jak wynika z badań przeprowadzonych w Instytucie Zootechniki w Balicach i na Akademii Rolniczej w Poznaniu łączne stosowanie białek z rzepaku i rodzimych roślin strączkowych daje podobne, a niekiedy lepsze efekty w żywieniu zwierząt niż stosowanie genetycznie zmodyfikowanej śruty sojowej. W gospodarstwach nastawionych na chów świń i bazujących na paszach własnych zboża zajmują nawet 85 proc. powierzchni. To podstawowy błąd płodozmianowy. Uprawa strączkowych jest więc nie tylko źródłem własnej paszy, ale także przełamuje ciągłość monokultury zbożowej. Stosując strączkowe w żywieniu tuczników starszych, można zastąpić nawet do połowy udział poekstrakcyjnej śruty sojowej albo mączki rybnej. Należy jednak pamiętać, że nie wolno tych komponentów całkowicie wyeliminować z dawki pokarmowej. 

Ile kosztuje własne białko?
Katedra Ekonomiki Gospodarki Żywnościowej Akademii Rolniczej w Poznaniu przeprowadziła analizę kosztów produkcji rodzimego białka w porównaniu do ceny zakupu importowanej poekstrakcyjnej śruty sojowej. Wynika z niej, że w przeciętnym roku (plon zbliżony do średniego z wielolecia) cena kilograma białka z łubinu żółtego jest niższa o 10 proc., a z bobiku o 20 proc. od jego ceny w śrucie sojowej. W latach bardziej sprzyjających (przekropne) białko z obu tych roślin tanieje do 70 proc. ceny białka z importu. Białko z ziarna grochu w przeciętnym roku uprawy kosztuje natomiast tyle samo co ze śruty sojowej. W latach bardziej sprzyjających (uzyskane plony są ponadprzeciętne) jest tańsze od soi o 10 procent. Analizę przeprowadzono na podstawie dotychczas funkcjonujących na rynku cen. Jeśli więc przyjąć wzrost ceny soi z odmian konwencjonalnych o 10–15 proc. w 2008 r. (rzepak jako alternatywne źródło białka już zdrożał), relacje ekonomiczne jeszcze bardziej się zmienią na korzyść roślin strączkowych.

Luka eksportowa
Popyt na nasiona tych roślin w UE jest duży. Kanada dostarcza rokrocznie ponad 1 mln ton samego tylko grochu. Ceny są prawie dwukrotnie wyższe niż w Polsce. Wykorzystanie eksportu, a tym samym (oby) podniesienie krajowych cen skupu powinno zwiększyć opłacalność uprawy. Sceptycy mogą mówić o zawodności uprawy strączkowych w Polsce. Czy na pewno? Badania naukowe nad tymi roślinami (mimo braku szerszego zainteresowania praktyki rolniczej w ostatnim czasie) nie ustają, a raczej nasilają się. Powszechnym zaleceniem jest uprawa strączkowych ze zbożami jarymi uwzględniając warunki poszczególnych regionów poleca się nawet włączanie do mieszanin konkretnych odmian. Wychodząc naprzeciw potrzebom rolników, niektóre firmy nasienne przygotowują do sprzedaży gotowe mieszaniny nasion. Ich zalety to dokładne wymieszanie i zaprawienie materiału siewnego. Mieszanki takie zapewniają wysoki plon strączkowych i zboża – tak jakby było ono uprawiane w siewie czystym. Poprawiają także wierność plonowania, stabilizując ją w kolejnych latach mimo odmienności przebiegu wegetacji. Do przeszłości należy też kłopot związany z ich odchwaszczaniem. Istnieje już cała gama herbicydów, które niszczą niepożądaną roślinność, nie uszkadzając przy tym wrażliwych roślin motylkowych. Efektem ubocznym uprawy mieszanin jest zmniejszone wyleganie upraw, dobre zacienienie powierzchni pola, a więc i ograniczenie ubytków wody z gleby.

Eefekt następczy
Działania następczego roślin strączkowych na właściwości gleby, zwłaszcza na jej żyznośc i produkcyjność, nie sposób nie docenić.
 Poprawiają bilans azotu w glebie – to efekt symbiozy z bakteriami wiążącymi wolny azot z powietrza. Ogólna zawartość tego pierwiastka w glebie uważana jest za miernik jej potencjalnej żyzności, ponieważ właśnie ten składnik wywiera największy wpływ na żyzność.
Wzbogacają glebę w substancję organiczną i składniki pokarmowe – poprzez pozostawione resztki pożniwne (4,5–5 t/ha) wzbogacają glebę w próchnice. Niemałe są też ilości pozostawianych w glebie podstawowych składników mineralnych. Obliczono, że gleba po uprawie strączkowych jest bogatsza w azot o 80–95 kg/ha, w fosfor przeciętnie 20 kg/ha, a potas od 25 do 40 kg/ha.
Działają w sposób fitomelioracyjny na glebę – następuje poprawa stosunków powietrzno-wodnych. Głęboki i mocno rozbudowany system korzeniowy po obumarciu zostawia w glebie kanaliki wpływające na ich poprawę stosunków powietrzno-wodnych oraz łatwiejszy rozwój (szybkie wrastanie w głąb) korzeni rośliny następczej. Szczególnie wydajne w odniesieniu do tej cechy są: bobik na glebach zwięzłych i łubin żółty na glebach piaszczystych.
Ułatwiają dostęp do związków fosforu i wapnia – głęboka penetracja korzeni pozwala na pobieranie składników pokarmowych z głębszych warstw gleby. Ponadto dzięki wydzielinom korzeniowym zostają uruchomione trudno dostępne związki fosforu i wapnia.
Poprawiają stan fitosanitarny gleby – przerywają rozwój szkodliwych dla zbóż patogenów odglebowych.
Wpływają na wzrost (ilościowy i jakościowy) plonów roślin następczych – rośliny strączkowe pozostawiają dobre stanowiska dla wielu gatunków roślin, które reagują zwyżką plonu. Wzrost plonów roślin następczych zależy od gatunku uprawianej rośliny strączkowej, sposobu uprawy (nasiona, zielonka, nawóz zielony), a także fazy rozwojowej, tzn. terminu zbioru i przyorania. Średni wzrost plonów zbóż – beznakładowy (!) – w pierwszym roku po strączkowych wynosi 4–7 kwintali na hektar. Oddziaływanie następcze tych roślin ma również miejsce w latach następnych.
Zamiast więc czekać z założonymi rękami na decyzję odnośnie dalszego importu śruty sojowej może należałoby już teraz pomyśleć o białku produkowanym we własnym zakresie. Zważywszy na ogromny wpływ roślin strączkowych na całość produkcji roślinnej w  gospodarstwie, decyzja na tak wydaje się warta przemyślenia.

Pasze bez GMO
Sejm 22 lipca 2006 r. uchwalił Ustawę o paszach (Dz.U. z 11.08.2006 r. nr 144 poz. 1045). Zgodnie z art. 65 ww. ustawy po upływie dwóch lat, tj. latem 2008 r., wejdzie w życie zakaz wytwarzania, wprowadzania do obrotu i stosowania w żywieniu zwierząt pasz genetycznie zmodyfikowanych. Soja to podstawowe źródło białka w paszach treściwych. Praktycznie całość importowanego ziarna pochodzi z odmian modyfikowanych genetycznie (GMO). Warto więc już teraz zastanowić się nad alternatywnym źródłem białka dla naszych zwierząt.

Źródło: Farmer 19/2007