PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Patologie w pakiecie… ze świadectwami zdrowia zwierząt

Patologie w pakiecie… ze świadectwami zdrowia zwierząt Fot. Shutterstock

Autor: Grzegorz Tomczyk

Dodano: 30-03-2019 07:32

Tagi:

Świadectwa zdrowia świń stanowić miały remedium na rozmaite problemy pojawiające się w obrocie zwierząt, w tym zagrożenia związane z rozprzestrzenianiem się wirusa ASF. W opinii producentów trzody realia nijak mają się jednak do oczekiwań. Dla rolników świadectwa to zbędne obciążenie finansowe i biurokracja, a procedury w tym zakresie to źródło przykrych patologii.



Skarg na lekarzy weterynarii zajmujących się wystawianiem świadectw zdrowia słuchamy często. Wiele ich słyszeliśmy w trakcie dorocznej konferencji "Farmera" Narodowe Wyzwania w Rolnictwie, wiele odebraliśmy pocztą, usłyszeliśmy przy okazji spotkań terenowych, a także w czasie niedawnych protestów rolniczych. Niestety, nie stawiają one w pozytywnym świetle ani obowiązujących przepisów, ani organów odpowiedzialnych za ich egzekwowanie, a nade wszystko lekarzy weterynarii.

Według zamysłu resortu przepisy te miały uszczelnić obrót zwierzętami i przeciwdziałać groźnym chorobom zwierząt. W myśl wymogów każdy transport trzody chlewnej musi posiadać świadectwo zdrowia wystawione po uprzednim badaniu klinicznym przemieszczanych zwierząt. Badanie musi być wykonane nie wcześniej niż 24 godziny przed planowanym transportem. Świadectwo może wypisać tylko lekarz z danego powiatu wyznaczony przez Powiatowego Lekarza Weterynarii. Mogą więc to być zarówno lekarze z PIW, jak i weterynarze na praktyce prywatnej, z którymi PLW podpisze umowę.

JAK WYGLĄDA WETERYNARZ?

Na początku obowiązywania tych przepisów producenci trzody skarżyli się głównie na problemy ze znalezieniem lekarzy, którzy za przewidziane rozporządzeniem skromne należności zgodzą się świnie przed wysyłką badać. Dziś nie stanowi to już problemu…

- Weterynarze potrafią ciąć koszty i optymalizować zyski. Nieważna urzędowa taryfa, ważny jest przepis, który daje władzę i uzależnia każdą naszą transakcję od stempelka lekarza - przekonuje producent trzody z okolic Sępólna Krajeńskiego (woj. kujawsko-pomorskie).

- Do mnie lekarz weterynarii przyjechał trzykrotnie - opowiada właściciel chlewni w woj. zachodniopomorskim. - Za pierwszym razem zmierzył temperaturę trzem sztukom, za drugim jednej, a za trzecim tylko zajrzał do chlewni. Od tej pory nie pofatygował się więcej, każe do siebie dzwonić, a potem oddzwania, żebym odebrał świadectwa - opowiada nam rolnik z okolic Wałcza. - Zastanawiam się, za co właściwie płacę? Wiem jednak, że jeśli się postawię, to inny weterynarz w imię zawodowej solidarności uprzykrzy mi życie.

- To tajemnica poliszynela, ale producenci trzody funkcjonują na takich warunkach, jak nie przymierzając, obywatele jakiejś "republiki bananowej" - twierdzi właściciel chlewni na ponad 2 tys. świń z Kujaw. - Wszyscy wiedzą, że świadectwa to fikcja, ale nikt głośno tego nie przyznaje, bo weterynarze mają swoje "dojne krowy", a rolnicy boją się konsekwencji, jeśli złamią niepisane układy. Ja nie pamiętam nawet, jak wygląda lekarz, który wystawia świadectwa moich tuczników, bo spotkałem go tylko raz. Dzwonię tylko, a potem wysyłam pracownika po odbiór papierów. Lekarz z góry zapowiedział, że nie ma czasu na przyjazdy. Ja mam tylko płacić i się nie martwić. Martwię się jednak, bo przecież warchlaki, które kupuję do tuczu, też mogą być "badane" tak samo.

ZZA BIURKA I HURTEM

- Wracam właśnie z Piotrkowa Trybunalskiego od lekarza weterynarii - relacjonuje nam producent trzody z okolic Radomska. - Chciałem sprzedać 200 świń, ale weterynarz jak zwykle nie znalazł czasu, żeby przyjechać. Gdy się u niego zjawiłem, kazał zapłacić nie tylko za świadectwa, ale też pokryć koszty jego dojazdu do mojej chlewni, chociaż to ja musiałem pojechać do niego. Na palcach jednej ręki zliczę przypadki, kiedy zdarzyło mu się faktycznie podjechać do chlewni i spojrzeć chociaż na świnie.

- Zgodziłbym się zapłacić więcej, gdyby te świadectwa cokolwiek znaczyły w skupie - ubolewa nasz rozmówca. - Przy ostatniej dostawie do ubojni odbiorca nie zapłacił mi za 2 sztuki ze 100, bo weterynarz zakładowy miał jakieś podejrzenia. Nie przekazano mi żadnych wyników badań, które uzasadniałyby uszczuplenie należności. Czuję się oszukany podwójnie i w obu przypadkach za sprawą weterynarzy.

- Mam chlewnię, która umożliwia produkcję 3000 świń w rzucie. W ub.r. roku wydałem na świadectwa blisko 10 tys. zł, płaciłem po 67 zł za transport 100 tuczników - wylicza producent trzody spod Piotrkowa Trybunalskiego w woj. łódzkim. - Lekarz nie wypisuje mi świadectw zza biurka, ale też nie bada zwierząt. Przed przyjazdem powiadamia innych zainteresowanych w okolicy, by po świadectwa przejeżdżali do mojego gospodarstwa. Od każdego z nas inkasuje kwotę na pokrycie fikcyjnych kosztów dojazdu do danej chlewni, choć robi tylko jeden kurs do jednego gospodarstwa. W ten sposób jednorazowo zarabia na czysto nawet kilkaset złotych na samych "delegacjach". Do tego wciska nam antybiotyki, których nie potrzebujemy. Nie podoba mi się to, tym bardziej że sąsiedzi patrzą na mnie podejrzliwie, sądząc, że i ja czerpię jakieś profity z tego układu.

Relacji o podobnej treści usłyszeliśmy w ostatnim czasie więcej, ale cytować wszystkich nie sposób. Skarg nie byłoby pewnie tyle, gdyby nie pogarszająca się sytuacja producentów trzody. W obliczu spadku stawek w skupie, problemów ze zbytem i malejącej opłacalności produkcji trzody rolnicy baczniej przyglądają się każdej wydawanej złotówce. Rozgoryczenie jest tym większe, że rzeczywistość przeczy założeniom towarzyszącym konstruowaniu i wprowadzaniu przepisów o obowiązkowych świadectwach zwierząt. Rolnicy uważają, że świadectwa nie mają żadnego wpływu na tempo rozprzestrzeniania się wirusa ASF w kraju, tymczasem utrudniają im prowadzenie działalności i zwiększają jej koszty.

ZDANIEM GLW

Zaznaczyć należy, że skargi rolników dotyczą nie lekarzy pracujących w PIW, ale lekarzy na praktykach prywatnych i zatrudnionych w prywatnych lecznicach, którym zadanie wystawiania świadectw powiatowi lekarze zlecają. Skarżący się rolnicy nie chcą jednak upubliczniać swoich nazwisk, w obawie przed represjami ze strony lekarzy weterynarii. Jak argumentują, bez względu na miejsce pracy weterynarze w każdym powiecie doskonale się znają i stanowią hermetyczną społeczność, w której obowiązuje zawodowa solidarność. Zgłaszane przez rolników nieprawidłowości opisaliśmy w piśmie skierowanym do Głównego Lekarza Weterynarii i poprosiliśmy o odniesienie się do tych przypadków. Poprosiliśmy również o odpowiedź na pytania: Czy GIW prowadzi lub zamierza przeprowadzić jakiekolwiek kontrole w zakresie wystawiania świadectw zdrowia zwierząt? Gdzie trafiają pieniądze pobierane za wystawianie tych świadectw? Dlaczego ubojnie i podmioty skupowe nie respektują w pełni świadectw zdrowia świń i nie płacą za sztuki, wobec których lekarze zakładowi mają własne podejrzenia?

Odpowiedzi w imieniu GLW udzieliła nam Karolina Mizgier-Żuczek z Biura Zdrowia i Ochrony Zwierząt Głównego Inspektoratu Weterynarii. We wstępie tej odpowiedzi czytamy: "Świadectwa zdrowia towarzyszące przesyłkom świń na terytorium Polski gwarantują, że zwierzęta przemieszczane do innych gospodarstw utrzymujących świnie lub do rzeźni spełniają wymagania weterynaryjne dotyczące chorób zakaźnych zwierząt. W przypadku ewentualnego stwierdzenia choroby zakaźnej na terenie gospodarstwa przeznaczenia/w rzeźni świadectwa pozwalają na wdrożenie odpowiedniego postępowania m.in. w gospodarstwie pochodzenia zwierząt (możliwość śledzenia przesyłek zwierząt). W obecnej sytuacji epizootycznej w odniesieniu do afrykańskiego pomoru świń przedmiotowy nadzór jest niezwykle istotny".

Przedstawicielka GIW przyznaje, że: "zgodnie z przepisami, lekarz weterynarii wyznaczony przez powiatowego lekarza weterynarii do wystawiania świadectw zdrowia powinien przed wystawieniem takiego świadectwa przeprowadzić badanie kliniczne zwierząt, co oznacza fizyczną konieczność dokonania tego badania. W przypadku braku u zwierząt objawów klinicznych świadczących o chorobie, lekarz weterynarii wystawia świadectwo".

Dodatkowo, jak się dowiadujemy, przepisy "wskazują, że lekarz weterynarii pobiera opłatę za przeprowadzenie kontroli zwierząt w miejscu ich pochodzenia, wraz z wystawieniem wymaganych świadectw zdrowia".

"Jeżeli zatem lekarz weterynarii wystawia świadectwo zdrowia, nie przeprowadzając badania klinicznego/kontroli zwierząt w miejscu ich pochodzenia, to fakt ten należy zgłosić do właściwego dla położenia gospodarstwa/miejsca utrzymywania świń powiatowego lekarza weterynarii, który podejmuje działania, aby taki proceder na obszarze jego właściwości nie miał miejsca" - przekonuje Karolina M izgier-Żuczek.

ODPOWIEDZI NA PYTANIA

W odpowiedzi na pytanie dotyczące ewentualnych kontroli i zwalczania nieprawidłowości w zakresie wystawiania świadectw, czytamy: "W ramach kompetencji Biura Kontroli GIW, wystawianie świadectw zdrowia było jednym z zagadnień podlegającym badaniu w ramach audytu przeprowadzonego w powiatowych inspektoratach weterynarii w 2016 r. w zakresie realizacji programu zwalczania choroby Aujeszkyego u świń. Wystawianie świadectw zdrowia, pobieranie próbek krwi do badań od świń przeznaczonych do obrotu w związku z występowaniem ASF jest przewidziane na 2019 r. Audyty były/będą realizowane przez audytorów WIW." Jak dowiadujemy się z nadesłanego pisma: "Pieniądze pobrane od hodowcy za wystawienie świadectwa zdrowia (…) stanowią dochód budżetu państwa. Również z budżetu państwa wypłacane jest wynagrodzenie dla urzędowego lekarza weterynarii".

Z odpowiedzi GIW wynika także, że choć świadectwa są przy sprzedaży świń do ubojni obowiązkowe, to dla właścicieli tych firm mają one jedynie wagę papieru, gdyż liczy się wynik tzw. badania przedubojowego. Dlaczego? A dlatego, że jak odpowiada GLW: "Już sam transport świń do miejsca skupu czy rzeźni może zmienić stan zdrowotny przewożonych zwierząt, które w swojej naturze są bardzo wrażliwe, np. pod wpływem stresu mogą ujawnić się objawy, które w trakcie badania klinicznego w gospodarstwie pochodzenia nie były widoczne. Niewłaściwe warunki transportu mogą również wpłynąć na dobrostan świń, które mogą być osłabione, poranione, w najgorszym wypadku padłe. Dlatego też konieczne jest ponowne przeprowadzenie oględzin/badania zwierząt w miejscu ich przeznaczenia".

"Kwestia płatności za dane zwierzę wynika natomiast z umowy między kupującym a sprzedającym, dlatego nie możemy odnieść się do przedmiotowej części pytania" - zaznacza na koniec autorka pisma.

Niestety, wymiana korespondencji z GLW nie nastraja optymizmem. Nikt nie ukróci nadużyć występujących przy wystawianiu świadectw, jeśli rolnicy nie zaczną jawnie zgłaszać konkretnych przypadków. Ci jednak obawiają się otwarcie występować przeciw ludziom, od których zależy normalne funkcjonowanie ich gospodarstw. I tak błędne koło się zamyka…

Artykuł ukazał się w wydaniu lutowym miesięcznika "Farmer"



Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (16)

  • Jerzy 2019-04-02 19:28:30
    Mam do czynienia ze stadami do kilkunastu świń, góra 50 świń. Jeśli wywiad i obserwacja stada nie daje podstaw do podejrzeń, to wypisuję świadectwo. Doświadczenie ponad czterdziestu lat pracy sprawia, ze nie muszę mierzyć temperatury zwierząt. Niestety różyca potrafi w formie pokrzywkowej pojawić się w wyniku stresu transportowego. Na to nie ma rady. Jest za to mój kolega w rzeźni, które takie przypadki wykryje. W latach 80-tych pracowałem na przemysłowej fermi świń. Roczna produkcja 25.000 szt. tuczników. Tam nawet milicjant musiał się przebrać, by wejść na obiekt. Zwolnieni byli (potencjalnie) jedynie strażacy w akcji. A bioasekuracja mogłaby być wzorem dla wielu współczesnych hodowców. Tym ostatnim życzę powodzenia !!!
  • rolnik 2019-04-02 02:36:23
    Święte słowa...cała prawda ... i nic dalej z tym się nie zrobi.Pochylmy głowy przed GIW- relikt komuny dawno powinien być zreformowany.
  • Gość 2019-03-31 14:57:44
    Patologia, patologią ale jak by tak weterynarze mieli każdą świnkę przebadać tak dokładnie, to przy słabej cenie skupu, usługa kosztowała by 1/4 wartości świniaka.
  • Biała 2019-03-31 12:26:41
    bialscy weterynarze wspøłpracujący z inspekcjä na ast ustawili do końca życia siebie i swoje rodziny....
  • Weterynarz 2019-03-30 18:56:54
    Ja na swoim terenie nie wystawiam świadectw zdrowia dla świń, żaden to zarobek, 10 zł za świadectwo do 10 szt świń? Czemu o tym nikt nie pisze? Mam jechać i za takie grosze badać zwierzęta i wypisywać świadectwo? Wolę zoperowac psa, mam 200 zł na czysto za godzinę, jak tyle za świadectwo lekarz ma dostać to nie dziwcie się że to tak wygląda, a niektórzy lekarze są zmuszani do wystawiania świadectw przez PLW bo inaczej wyznaczenia do rzeźni nie dostanie.... o tej patologii to już farmer nie napiszę, tak samo badanie mięsa na właśnie, coś koło 10 zł za badanie świni i 20 zł za zbadanie dzika, nie dziwcie się że kombinują, mam badać mięso czy nadaje się do jedzenia i brać za to 10 zł , to jakaś kpina...
    • gospodasz 2019-03-30 19:41:11
      pszeciesz wypisanie kwitka to 5 minut. zróp nawet 10 na godzine i masz 100 jeszcz ci mało?
      • weterynarz 2019-03-30 19:53:34
        przecież ja piszę o tym jak to powinno wyglądać prawidłowo, lekarz powinien pojechać przed planowanym przemieszczeniem świń i chociaż na nie spojrzeć, w przypadku zauważonych niepokojących objawów powinien przeprowadzić badanie kliniczne( zmierzyć temperaturę itp.), przy przemieszczaniu do rzeźni takie badanie i świadectwo faktycznie nie ma sensy bo i tak lekarz na rzeźni świnie widzi, ale przy przemieszczaniu do innego stada ma już ogromne znaczenie, aby nie przewozić chorych i nie roznośić choroby...Ale jak lekarz ma dostać za to takie śmieszne pieniądze to proszę się nie dziwić, że robią to zza biurka.Według mnie jest to nie szanowanie własnego zawodu, z takim trudem zdobywanego, dlatego IE WYSTAWIAM ŚWIADECTW ZDROWIA DLA ŚWIŃ, bo nie będę nawet tyłka do gospodarza ruszał za takie pieniądze...
      • hodowca z lubelskiego 2019-03-31 07:54:38
        zapominacie że każdy przyjazd lekarza wet. i badanie zwierząt tak jak to niektórzy sobie życzą to potencjalna możliwość dodatkowego zakażenia wirusem asf lub innymi patogenami więc ja wolę aby tylko wystawiali te zaświadczenia i nic nie badali i nie wchodzili na obiekt
      • weterynarz 2019-03-31 18:24:01
        lekarze weterynarii oczywiście mogą być źródłem zakażenia, jeżeli jeżdżą po różnych fermach świń i nie przestrzegają zasad bioasekuracji, ale proszę mi odpowiedzieć jak ma taki lekarz przyjechać na fermę świń i przestrzegać zasad bioasekuracji ( ubrać się odpowiednio w kombinezon i buty ochronne, posiadać środek dezynfekcyjny itp. ) za 10 zł ? dodam że zakup kombinezonu i butów ochronnych jednorazowych przewyższają koszt wystawienia świadectwa....Więc proszę się nie dziwić że tak to wygląda, że piszą zza biurka, bo nie da się tego zrobić profesjonalnie i nie stanowiąc zagrożenia dla hodowcy i nie dokładając do interesu. Inną sprawą jest że opłata 10 zł do 10 świń za świadectwo nie jest zgodna z przepisami co do wynagrodzenia minimalnego....
    • Piter 2019-04-01 09:00:20
      dodaj jeszcze że od 2004r. większość z pozycji cennika nie była aktualizowana, jaka była wartość 41zł w 2004 w jaka w 2018r?
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 100.26.176.182
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Drogi Użytkowniku!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. O celach tego przetwarzania zostaniesz odrębnie poinformowany w celu uzyskania na to Twojej zgody. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.