Jak zaznaczył, "było ciepło, ale nie upalnie, a opady deszczu nie przechodziły w ulewy". - Nie zanotowano także przymrozków. Słowem wszystko przebiegało prawidłowo - zauważył Dylon.

Pszczoły - przypomniał - "mogły spokojnie zbierać nektar z obficie kwitnących m.in. drzew owocowych w sadach, rzepaku, a wcześniej wierzby iwy, czy mniszka lekarskiego". - W konsekwencji w regionie zebrano średnio 30 kg miodów wiosennych z jednego ula" - dodał prezes.

Miody wiosenne nie są na Podkarpaciu głównym produktem miejscowych pszczelarzy. W południowo-wschodniej Polsce przeszło połowa pasiek wytwarza miód ze spadzi iglastej.

Spadź, zwana również rosą miodową, występuje latem na igłach oraz gałęziach jodły i świerka, a także na niektórych drzewach liściastych. Składa się głównie z soków roślinnych.

Aktualnie czekamy na pojawienie się spadzi. Na razie śladowo pojawiła się na drzewach liściastych - mówił Dylon.

Miody spadziowe mają m.in. walory lecznicze. Są blisko dwa razy droższe od innych gatunków. Produkują je głównie pasieki położone w lasach Bieszczad, Beskidu Niskiego oraz pogórzy Dynowskiego i Przemyskiego. Poza Podkarpaciem pasieki przygotowane na zbiory miodu spadziowego można spotkać m.in. w woj. świętokrzyskim i małopolskim.

Na Podkarpaciu ponad 4 tys. pszczelarzy prowadzi 110 tys. rodzin pszczelich. Na jeden kilometr kwadratowy przypada tam sześć rodzin pszczelich; przeciętna krajowa to cztery rodziny.