Trudny okres dla krajowego sektora trzody chlewnej dla jednych jest momentem ostatecznego zakończenia swojej produkcji, dla innych jest dobrym czasem na inwestycje. Bo jak mówi stare powiedzenie: najlepiej inwestuje się w czasach kryzysu - tylko zawsze trzeba to robić umiejętnie.

INWESTYCJA W CHLEWNIE

Mimo tego, że krajowa sytuacja producentów świń jest trudna, to nie wszyscy rezygnują z tej działalności. Własną tuczarnię w Petrykozach w woj. warmińsko-mazurskim postanowił wybudować pan Radosław Brzozowski. Jest to jego pierwsza chlewnia, ale produkcję świń zna od podszewki, bo przez lata pracował na fermie trzody chlewnej. I jak sam mówi - chciał w końcu zacząć pracować na swój dorobek, bo dobrze wie, jak to robić. Droga do otwarcia tuczarni rozpoczęła się ponad rok temu. Wtedy to złożył pierwsze wnioski o pozwolenia, sam starał się o uzyskanie niezbędnej dokumentacji. W lipcu 2014 r. rozpoczęły się pierwsze prace budowlane, a w drugiej połowie lutego 2015 r. nowa chlewnia została już zasiedlona pierwszą partią warchlaków. Tuczarnia jest przygotowana na obsadę 2 000 tuczników. Aby zachować ciągłość produkcji, pan Radosław zdecydował się na tucz, w którym 500 warchlaków jest sprzedawanych co trzy tygodnie. Dzięki temu jest zapewniona większa stabilność finansowa i odporność gospodarstwa na sezonowe wahania cen. Do sprzedaży trafia duża partia świń, a na kolejne zyski nie trzeba czekać kolejne trzy miesiące. Warchlaki jak na razie będą pochodziły z Danii. Głównym powodem importu młodych świń na tucz była możliwość dostarczenia jednolitej, dużej partii pochodzącej z jednej fermy o tym samym statusie zdrowotnym. Zwierzęta będą zaczynały tucz w wadze ok. 30 kg, masa ubojowa będzie ustalana z końcowym odbiorcą. Być może będzie to waga 117 kg, a może cięższa - 135 kg. Wszystko będzie zależało od tego, kto zostanie odbiorcą zwierząt.

Cała inwestycja kosztowała blisko 2 mln zł. W tym koszty całego wyposażenia, czyli wygrodzenia, wentylacja, cała instalacja żywienia na mokro itp. były na poziomie 45 proc. kosztów ogólnych. - Jedno miejsce tuczowe wyniosło ostatecznie ok. 920 zł, wiec myślę, że jest to dobra cena - dodaje w rozmowie pan Radosław. Inwestorowi udało się skorzystać z programu dla młodych rolników, a kredyt na 15 lat sfinansował Bank SGB.

ŻYWIENIE NA MOKRO Z CZYSZCZENIEM INSTALACJI

Tuczarnia została wyposażona przez firmę TerraExim Agroimpex. Plan technologiczny był opracowany przez pro ducenta, bo lata obserwacji i zebranego doświadczenia w pracy na fermie pozwoliły mu zaprojektować optymalne rozwiązanie w swoim budynku. Dotyczy to również wybranego systemu żywienia na mokro z powrotnym płukaniem instalacji od firmy TEWE, która jest nie tylko producentem, ale też zajmuje się projektowaniem rozwiązań systemów żywienia, w tym żywienia na mokro, wszystkich podzespołów instalacji począwszy od sterowników, poprzez mieszalniki, aż po śrutowniki i systemy wag. - Pracowałem przez lata z systemem żywienia na mokro, tam zasada funkcjonowania instalacji była nieco inna niż ta, którą ostatecznie wybrałem. Polegał na wstępnej fermentacji paszy, część paszy zawsze zostawała w rurach, nie było żadnego czyszczenia instalacji. Gdy pokarm stał przez kilkanaście godzin w rurach w godzinach nocnych, czyli od jednego karmienia do kolejnego, to później jego jakość, higiena i wartość odżywcza były wątpliwe, szczególnie w okresie letnim. Nie do końca to rozwiązanie mi odpowiadało - tłumaczy w rozmowie inwestor. W instalacji, której producentem jest TEWE, po każdym zadaniu paszy następuje płukanie rur z pozostałych po karmieniu resztek paszy. Wykorzystywana do tego woda nie jest marnowana, bo później zostaje pobrana przy kolejnym karmieniu do przygotowania mieszanki pokarmowej. - W tym rozwiązaniu mamy zapewnioną gwarancję higieny paszy. W Niemczech, skąd wywodzi się firma TEWE, zdecydowana większość tamtejszych klientów korzysta właśnie z takiego rozwiązania - tłumaczy Paweł Pawlicki z firmy TerraExim Agroimpex.

DOKŁADNA ANALIZA

Do podjęcia decyzji o żywieniu na mokro zawsze warto się przygotować. Jak podkreśla w rozmowie Jakub Kempa, specjalista ds. płynnego żywienia z firmy De Heus, zawsze warto dobrze się zastanowić przed wyborem systemu żywienia na mokro. - Każdy powinien mieć świadomość, jakie są wady i zalety takiego systemu. Przed jakąkolwiek inwestycją musimy zaplanować swoją przyszłą bazę surowców ubocznych pochodzących z przemysłu rolno-spożywczego. W kraju są tereny bardziej i mniej uprzemysłowione, gdzie tych produktów ubocznych przemysłu spożywczego jest więcej lub może ich nie być wcale. Trzeba też rozejrzeć się w okolicy, czy inni rolnicy nie mają produkcji świń prowadzonej w takim systemie żywienia. Jeżeli konkurencja będzie duża, tym trudniej będzie nam zdobyć surowce. Dopiero wtedy można zastanawiać się nad wyborem takiej opcji żywienia i myśleć o szczegółach instalacji.

W przypadku pana Radosława zaplecze paszowe jest naprawdę dobre, sporą część mieszanki będzie stanowiła kukurydza, na cały rok będzie przeznaczone do skarmienia jakieś 500 t CCM, w okolicy jest też dobra dostępność wywaru gorzelnianego z okolicznych browarów, w paszy zostaną też wykorzystywane wysłodki buraczane oraz chleb z piekarni. Dodatkowo w mieszance znajdziemy, oprócz zbóż, soję i mieszankę paszową uzupełniająca, którą De Heus dopasowuje indywidualnie do używanych do żywienia komponentów w danym gospodarstwie.

Tucz przy użytkowaniu takiego systemu trwa od 90 do maksymalnie 110 dni, ale zależy to też od założonej wagi ubojowej. Oszczędność płynąca z zastosowania

systemu żywienia na mokro wynosi ok. 30 zł na tuczniku. Jednak w każdym gospodarstwie o ostatecznym zysku decyduje zaplecze produktów ubocznych i rynkowa cena żywca. - Koszt wyżywienia tucznika w całym tuczu od 30 do 120 kg mieści się w przedziale od 180 do 220 zł. Producenci świń coraz bardziej doceniają zalety żywienia na mokro i jeżeli mają dostępność surowców, które mogą obniżyć koszty paszy, to chętnie decydują się nad taki system. W styczniu tego roku otworzyliśmy z różnymi firmami w sumie pięć dużych obiektów z takim systemem żywienia - wyjaśnia Jakub Kempa.

STARANIA O POZYSKANIE SERWATKI

Oczywiście producent cały czas zabiega o pozyskanie serwatki, która jest świetnym komponentem pozwalającym obniżyć koszty ogólne całej paszy. Serwatka nieprzetworzona, wykorzystywana w żywieniu świń, to produkt o wysokiej zawartości wody - ok. 94 proc. Mimo tego, że jest to odpad, to stanowi złożoną mieszaninę wielu wartościowych składników: białek, laktozy, związków wapnia i fosforu, kwasów organicznych i witamin. Do serwatki przechodzi od 50 do 60 proc. suchej masy mleka, w tym prawie cała laktoza, bo aż 96 proc. W serwatce znajdziemy również większość białek serwatkowych albumin i globulin, które przechodzą prawie w całości z mleka (ok. 95 proc. białek migruje).

Jak zauważa pan Radosław, dostępność serwatki jest zauważalnie gorsza od momentu wprowadzenia embarga rosyjskiego. Ma to swoje przełożenie w statystykach Głównego Urzędu Statystycznego - dynamika polskiego eksportu produktów mlecznych rokrocznie wynosiła ponad 20 proc. W ciągu pierwszych 7 miesięcy 2014 r., czyli do momentu nałożenia embarga, branża mleczarska zwiększała eksport o 23 proc., ale po zatrzymaniu sprzedaży do Rosji całoroczny wzrost był o 8 pkt proc. niższy. To częściowo przekłada się na mniejszą dostępność na rynku serwatki. - Mleczarnie chętniej też suszą ten produkt niż sprzedają w formie nieprzetworzonej. Zmieniła się także jej cena, jeszcze jakieś dwa lata temu sam kupowałem serwatkę po 10-20 zł/1 000 l. Dzisiaj firmy zajmujące się takim handlem sprzedają ją za 40 zł/1 000 l - mówi Radosław Brzozowski.

OPTYMALNA WENTYLACJA I NIE TYLKO

Wyżywienie tucznika to znaczna większość kosztów ogólnych produkcji trzody chlewnej. Jednak w codziennej pracy liczy się również ergonomia całego budynku, który będzie ułatwiał pracę osób obsługujących zwierzęta, zapewniał bezpieczeństwo zdrowotne świń i zachowanie zasad bioasekuracji. W obiekcie Radosława Brzozowskiego rozkład pomieszczeń pozwala na zachowanie wysokich standardów biobezpieczeństwa. Wejście do budynku odbywa się przez śluzę, gdzie pracownik może wziąć prysznic i zmienić ubranie. Potem przechodząc obok paszarni, może sprawdzić w komputerze paszowym stan żywienia i zadawania paszy. W kolejnej, głównej części budynku znajduje się już sekcja produkcyjna z czterema oddzielnymi pokojami tuczowymi, gdzie w każdym mieści się 500 świń. Do każdego pokoju wprowadzenie warchlaków będzie odbywało się poprzez oddzielne wejście, dzięki czemu poszczególne partie zwierząt nie będą miały ze sobą styczności, a ich drogi nie będą się krzyżowały, co zmniejszy ryzyko przenoszenia ewentualnych chorób.

Pod każdym kojcem jest umieszczona wanna na gnojowicę, z której poprowadzona jest rura na zewnątrz budynku. Głębokość wanien to 1,6 m, co pozwala na zgromadzenie gnojowicy nawet do 4 msc. Jest to szczególnie przydatne w momencie, gdy nie można wylewać gnojowicy na pola, czyli od końca listopada do początku marca. Dlatego nie ma ryzyka, że będzie problem z jej zmagazynowaniem. Gnojowica będzie transportowana od razu na pole - pan Radosław uprawia 200 ha, więc nie będzie trudności z jej wykorzystaniem. Mniejsze wanny na gnojowicę to jednocześnie jej łatwiejsze i dokładniejsze wybieranie.

Ważnym elementem budynku, który pozwala sporo zaoszczędzić, jest wentylacja. Jej system jest prosty, ale zastosowanie sterowników z falownikami pozwala na spore oszczędności w codziennym użytkowaniu i szybki zwrot inwestycji. Falownik to urządzenie elektryczne zamieniające prąd stały, którym jest zasilane, na prąd przemienny o regulowanej częstotliwości wyjściowej. Falowniki służą głównie do regulacji prędkości obrotowej silników elektrycznych prądu przemiennego. W przypadku ich wykorzystania w wentylacji zmniejszenie obrotów wentylatora o 50 proc. powoduje spadek zużycia energii elektrycznej, przy większych obiektach inwentarskich są to znaczące oszczędności finansowe. - Oznacza to, że możemy znacznie ograniczać zużycie prądu przy pracy wentylatorów. Jeżeli ich moc jest ustawiona na 50, 70 czy 100 proc., to wówczas pobór energii elektrycznej będzie odpowiedni do natężenia pracy. Normalnie jest tak, że bez względu na jakiej mocy pracuje wentylator - czy jest to 30, czy 100 proc. - zużycie energii jest zawsze takie samo. Z falownikiem mamy oszczędność zużycia prądu nawet do 60 proc. na dużych obiektach, dzięki czemu inwestycja w wentylacje zwraca się po roku - tłumaczy Paweł Pawlicki z TerraExim Agroimpex.

Wentylacja na tym obiekcie jest podstawowa, czyli wciągowo-wyciągowa, składają się na nią wloty powietrza umieszczone w ścianach i kominy odprowadzające zużyte powietrze. - Jest to najprostszy model, ale trzeba pamiętać, że proste rozwiązania są praktyczne i zawsze zwracają się w krótszym okresie czasu niż rozwiązania bardziej skomplikowane. Dla przykładu przy zastosowaniu wentylacji podrusztowej inwestycja zwróci się dopiero po jakichś pięciu latach - tłumaczyli w trakcie otwarcia tuczarni przedstawiciele TerraExim Agroimpex.

Artykuł pochodzi z marcowego wydania Farmera ---> prenumerata  ---> Aktualny numer