Poranna informacja o wznowieniu produkcji nawozów przez zakłady Anwil jest z pewnością wiadomością dnia. Przypomnijmy, synteza nawozów azotowych – a przy okazji także innych substancji niezbędnych między innymi w przemyśle spożywczym została wstrzymana w miniony wtorek.

O ile przestrzeń publiczną zdominowały obawy o dostępność nawozów azotowych – a co za tym idzie bezpieczeństwo żywnościowe w dłuższej perspektywie, początkowo niewielu zwracało uwagę na znacznie bliższe zagrożenie:  przy okazji produkcji nawozów powstaje między innymi dwutlenek węgla stosowany choćby do ogłuszania zwierząt w rzeźniach, pakowania żywności w atmosferze ochronnej, czy produkcji napojów gazowanych. Niedobór tegoż produktu – ale też innych związków (amoniaku czy kwasu azotowego) stanowi realną groźbę wstrzymania produkcji w wielu sektorach produkcji spożywczej.

Dziś rano nastąpił kolejny zwrot sytuacji: dotarły do nas bowiem wiadomości na temat ponownego wznowienia produkcji w zakładach Anwil:

Czy oznacza to koniec kryzysu w branży spożywczej? Zdaniem przedstawicieli organizacji branży mięsnej nie jest to oczywiste.

To nie koniec kryzysu 

Zdaniem Wiesława Różańskiego, prezesa zarządu Unii Producentów i Producentów Przemysłu mięsnego UPEMI, wznowienie działania zakładów Anwil jest niewątpliwym sukcesem, niemniej nie da się powiedzieć o końcu kryzysu:

- Jest to na pewno bardzo dobra informacja dla całej branży spożywczej. Liczymy że trochę uspokoi to nastroje na rynku. Cieszy również, że silna, skonsolidowana branża mięsna potrafi mówić na tyle głośno, że głos ten jest wysłuchany. Niemniej za wcześnie jeszcze na ogłaszanie sukcesu. Najpierw musimy otrzymać informacje mówiące o tym kiedy produkcja zostanie wznowiona, w jakim wymiarze, oraz jaka będzie cena związków takich jak dwutlenek węgla, amoniak czy kwas azotowy – mówi w rozmowie z Farmer.pl prezes UPEMI.

Jak dodaje, funkcjonowanie zakładów wciąż jest zagrożone:

- Problem z podażą dwutlenku węgla zaczął się na początku zeszłego tygodnia. Wówczas przedstawiciele zakładów mięsnych mówili, że ich zapasy wystarczą maksymalnie na dwa tygodnie. Jeżeli w szybkim tempie dostawy nie zostaną wznowione czekają nas przestoje. A to nie tylko ograniczone dostawy żywności na rynek, ale też problem dla hodowców, którzy będą musieli czekać na odstawę żywca – tłumaczy Wiesław Różański.

Realne zagrożenie dostaw żywności 

W podobnym tonie wypowiada się Witold Choiński, prezes zarządu związku „Polskie Mięso”. Jego zdaniem funkcjonowanie branży pozostaje zagrożone:

- O tym, że kryzys został zażegnany będziemy mogli mówić w momencie gdy usłyszymy o nowych dostawach kierowanych do zakładów przetwórczych. Na dzień dzisiejszy nie mam niestety żadnych informacji potwierdzających poprawę sytuacji – tłumaczy Choiński.

Jak tłumaczy sytuacja zakładów spożywczych jest wręcz dramatyczna:

- Zapasy dwutlenku węgla i innych substancji chemicznych są zróżnicowane w zależności od danego zakładu: w niektórych wystarczą one na tydzień funkcjonowania, inne firmy mówią wprost, że zapasy wystarczą maksymalnie na jeden dzień. Przedstawiciele zakładów mówią, że będą ograniczali zużycie CO2 wszędzie tam gdzie to możliwe, tak aby wystarczyło go na podtrzymanie kluczowych procesów. Jednak jeżeli dostawy dwutlenku węgla nie zostaną wznowione, istnieje bardzo duże zagrożenie dotyczące dostępności żywności – tłumaczy prezes związku „Polskie Mięso”.