Dziś nie wystarcza już zapał, tradycja czy zapowiedzi kolejnych pomocy finansowych. Przeciągający się brak opłacalności, galopujące ceny środków do produkcji, a przy tym rosnące komplikacje z powodu szerzenia się afrykańskiego pomoru świń (ASF) oraz kolejne wymogi prawne w zakresie chociażby bioasekuracji pogrążają branżę. A w tym, najbardziej gospodarstwa, w których było zamiłowanie do hodowli, radość i satysfakcja z wykonywanej pracy oraz przekazywana z pokolenia na pokolenie tradycja chowu.

W ostatnich latach ten sektor uległ degradacji. I choć, bywały pewne pomysły na „ułożenie” tego rynku, czy też lepsze momenty koniunktury, to dziś trudno jest wierzyć, że ten trend uda się zatrzymać, czy też odbudować krajową hodowlę świń lub produkcję prosiąt, oczywiście, jako bazę do tego mając na myśli indywidualne gospodarstwa.

Zatrważająca likwidacja krajowych stad trzody chlewnej

Jak trudny był to rok dla hodowców świń jednoznacznie pokazują dane ARiMR (sty.-lis. 2021, za Gobarto), z których jasno wynika, że likwidacja stad trzody chlewnej gwałtownie postępuje. W ciągu 11 miesięcy 2021 r. liczba stad trzody chlewnej zmniejszyła się o 31,5 tys., tj. o 30,4 proc., zaś w porównaniu z końcem 2019 r. spadła o prawie 40 proc. To oznacza, że w omawianym okresie w Polsce ubywało codziennie średnio po 96 stad trzody. Na koniec listopada 2021 r. całkowite pogłowie świń w Polsce wyniosło zaledwie 9,9 mln sztuk, tj. było aż o 1,36 mln mniejsze (o 12,1 proc.) w porównaniu z początkiem roku. Jest to najniższy poziom pogłowia od około 70 lat. Pogłowie loch również systematycznie się kurczy, wg ostatnich danych GUS w czerwcu br. stado loch liczyło 735,2 tys. sztuk i było o prawie 10 proc. mniejsze niż w grudniu 2020 r. Dane na koniec 2021 r. będą zapewne jeszcze gorsze. Jak podkreśla Aleksander Dargiewicz, prezes POLPIG, - Liczba krajowych loch spadła dramatycznie. Szacujemy, że na koniec roku pogłowie loch spadnie poniżej 700 tys. szt.

Wyczekiwane dopłaty do loch

W momencie zmian w kierownictwie resortu rolnictwa, rolnicy alarmowali i oczekiwali szybkiej reakcji ze strony rządu na zapaść na rynku trzody chlewnej. Po nieco ponad miesiącu urzędowania nowego wicepremiera i ministra rolnictwa Henryka Kowalczyka usłyszeliśmy zapowiedź pierwszego projektu wsparcia do stada loch. Wicepremier zapewnił, że finansowa pomoc, ma pozwolić przetrwać kryzys i odbudować hodowlę, w momencie kiedy nadejdą „lepsze czasy”, a koniunktura ulegnie poprawie.

Zapowiedziane w grudniu 2021 r., nowe środki finansowe mają być skierowane do stad trzody chlewnej utrzymujących lochy, ale ich naliczanie będzie weryfikowane poprzez liczbę urodzonych prosiąt. W komentarzach hodowców na temat zaproponowanych „dopłat do loch” powraca wątek spóźnionej pomocy. Dodatkowo, zaplanowanej jednorazowo, co nie pozwala zmienić podejścia i planów co do dalszego utrzymania stada macior. Jest również kierowana w przyszłość, w momencie gdy część gospodarstw jest na ostatnim etapie likwidacji swoich stad.

Przyszła wypłata 1000 zł do lochy i widmo przetrwania jeszcze 6 miesięcy w bardzo trudnych warunkach ekonomicznych, nie zachęca do zmiany poważnej i często odkładanej w czasie decyzji o likwidacji stada. Hodowcy prowadzący produkcję w cyklu zamkniętym, podkreślają, że w ostatnim półroczu 2021 r. ze względu na niskie ceny skupu i wysokie koszty paszy dokładali od 140 zł nawet do 200 zł do sprzedanej dużej sztuki.

Dr inż. Anna Hammermeister dyrektor Biura Polskiego Związku Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej „POLSUS” zwracała uwagę, że zyskają ci, którzy mają bardziej wydajne maciory i ukierunkowaną działalność na produkcję prosiąt. Natomiast, inaczej wyglądają realia pracy w stadach hodowlanych, w szczególności prowadzących rasy ojcowskie, czy też hodowle ras zachowawczych.  

Pozostaje więc pytanie, ilu hodowców dotrwa do momentu wypłaty tych świadczeń?

ASF dalej w dobrej kondycji

W lutym 2022 r. minie już 8 lat bytowania wirusa afrykańskiego pomoru świń (ASF) na terenie Polski. Można powiedzieć, że choroba sukcesywnie zdobywa kolejne regiony kraju zarówno w populacji dzików jak i świń. Nie inaczej było w 2021 r. Choć chyba nikt nie spodziewał się, że tegoroczna liczba ognisk w stadach świń będzie rekordowa i wyniesie 124. Przy czym aż 55 wystąpiło w mniejszych stadach na Podkarpaciu.

 

Mimo tego, sporym zaskoczeniem i zmartwieniem było pojawienie się pomoru w tzw. zagłębiach trzodowych w woj. łódzkim czy na terenie Płn. Mazowsza przy granicy z woj. warmińsko-mazurskim. Koncentracja produkcji na tych terenach dodatkowo spotęgowała zapaść cen skupu świń ale też na pewien czas zblokowała obrót w handlu zwierzętami. Utrudniła też funkcjonowanie gospodarstwom sprzedającym warchlaki. Niektórzy do tej pory nie powrócili do tuczu, co dla producentów prosiąt, handlujących lokalnie oznacza poważne perturbacje.

Nie udało się też zapanować nad ASF w populacji dzików, przybywało kolejnych stref a liczba przypadków choć mniejsza niż w 2020 r. to nadal robiła wrażenie. Według prowadzonego monitoringu odnotowano 3100 przypadków.

Brak opłacalności chowu świń

Cały rok upłynął pod znakiem albo niskich, albo dramatycznie niskich cen skupu trzody chlewnej. Wszystko zbiegło się ze znacznymi podwyżkami środków do produkcji – pasz, w tym komponentów białkowych, co nie pozwalało na opłacalną produkcję praktycznie w całym 2021 r. Na kształtowanie ceny skupu świń miał też wpływ niegasnący przywóz taniej wieprzowiny z krajów UE. Mimo tego, że pogłowie świń w kraju spada, dostępność tuczników momentami bywa słaba, to zakłady mięsne z łatwością zaopatrują się na zachodzie Europy, w takich krajach jak Belgia, Niemcy, Dania, Holandia, czy jeszcze bardziej odległa Hiszpania.

 


Odkładany w czasie – Plan Bezpieczeństwa Biologicznego

W kwietniu 2021 r. zaczęło obowiązywać unijne rozporządzenie 2021/605, które wprowadziło obowiązek zatwierdzania planów bezpieczeństwa biologicznego w gospodarstwach przemieszczających świnie poza obszar z ograniczeniami II i III (strefa różowa i czerwona). Gospodarstwa trzody chlewnej wiosną nie zostały wówczas poinformowane o nowych wymogach, nie zostały też przygotowane do ich wdrożenia.

Brak przygotowania spowodował, że odłożono w czasie egzekwowanie tych przepisów przez weterynarię. Dając jednocześnie termin do końca października na indywidualne przygotowanie planów w gospodarstwach. Jednak i to nie pomogło, na koniec października zaledwie kilka procent gospodarstw było przygotowanych do nowych regulacji. W efekcie, termin egzekwowania został odłożony o kolejny miesiąc. Czy to wystarczyło? Nie do końca.

Jak podkreśla Aleksander Dargiewicz prezes POLPIG - na koniec listopada br. tylko 50% gospodarstw spełniło ten wymóg. W przyszłym roku przy przemieszczaniu świń poza strefy ASF niezbędne będzie również posiadanie ogrodzenia obiektów inwentarskich, co może być powodem większej rezygnacji rolników z utrzymywania świń.

Nowe-stare kierownictwo w Głównym Inspektoracie Weterynarii

Rok 2021 zapisał się znaczną rotacją na stanowisku szefa krajowej weterynarii. W ciągu jednego roku stanowisko Głównego Lekarza Weterynarii sprawowały aż 3 osoby, w tym Bogdan Konopka i Mirosław Welz, który najpierw złożył rezygnację z posady Zastępcy GLW, by po kilku tygodniach wrócić ale już na stanowisko GLW. Jego kierownictwo nie trwało jednak długo. Po kilku miesiącach został zastąpiony przez Pawła Niemczuka, który po niespełna dwuletniej przerwie powrócił na ten urząd.

Czy uda mu się rozwiązać problemy, w cieniu których odchodził z tego stanowiska? Mianowicie, szerząca się grypa ptaków oraz ASF a także poważne braki kadrowo-finansowe w Inspekcji Weterynaryjnej? Zobaczymy, co w tej ale i w innych kwestiach przyniesie nowy rok dla krajowej branży trzody chlewnej.