Likwidacja stad trzody w wokół wykrytych ognisk ASF w chlewniach województwa łódzkiego dobiega końca. Służby weterynaryjne podejrzewają, że za pojawienie się ognisk odpowiadają rolnicy. Ci jednak uważają, że wina leży również po stronie nierzetelnych lekarzy weterynarii, wypisujących świadectwa zdrowia zwierząt zza biurek.

Z informacji od Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii wynika, że do wybicia pozostały świnie w jednym gospodarstwie, którego właściciel sprzeciwia się wydanej decyzji. Jak donoszą rolnicy, tym razem policja stanęła na wysokości zadania i zapewniła służbom weterynaryjnym możliwości wykonania przewidzianych działań.

- To trudne i przykre zadanie, ale w mojej opinii to jedyna słuszna droga, aby zminimalizować ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa. Wybraliśmy najmniejsze zło dla rolników, choć rozumiem jakim jest to traumatycznym przeżyciem dla każdego właściciela zwierząt – stwierdza Włodzimierz Skorupski, Łódzki Wojewódzki Lekarz Weterynarii.

Wciąż niewyjaśniona pozostaje kwestia transmisji wirusa ASF w rejony, gdzie nie notowano przypadków ASF wśród dzików.

- Bardzo wnikliwie zbadaliśmy sprawę w przypadku ogniska pierwotnego w Świątkowicach, w gminie Lututów – mówi Włodzimierz Skorupski.

- Rolnik niestety nie chciał nam pomóc w jednoznacznym ustaleniu, skąd ASF wziął się wśród jego świń, dlatego sprawą zajęła się prokuratura. Ostatnie nasze ustalenia wskazują, że doszło do zafałszowania świadectw zdrowia zwierząt w tym przypadku, o czym poinformujemy śledczych - wyjaśnia Skorupski.

Rolnicy z powiatu piotrkowskiego przypominają z kolei o zgłaszanych nieprawidłowościach w zakresie pracy lekarzy weterynarii, upoważnionych do wystawiania świadectw zdrowia świń. O sprawie tej pisaliśmy również nie raz na naszym portalu.

- Gdyby lekarze faktycznie przyjeżdżali do gospodarstw i badali zwierzęta, z pewnością byśmy tylu ognisk nie mieli – argumentuje producent świń z powiatu piotrkowskiego.

- Do mnie weterynarz przyjeżdżał czasem, ale chyba nigdy się nie zdarzyło, by zmierzył świni temperaturę. A muszę zaznaczyć, że w ciągu ubiegłego roku sprzedałem kilkanaście tysięcy świń.

- Znane są mi niestety przypadki tego typu nieprawidłowości popełnianych przez lekarzy weterynarii. Nie przechodzimy wobec takich doniesień obojętnie i robimy wszystko, by takie praktyki ukrócić – zapewnia Włodzimierz Skorupski.

- Nie mogę zdradzać szczegółów co do podjętych działań, ale zapewniam, że zarówno inspekcja, jak i odpowiednie służby, już jakiś czas temu poważnie zajęły się tą sprawą. Smuci jedynie fakt, że rolnicy we własnym interesie nie współpracowali z inspekcją i nie informowali o nadużyciach, których byli świadkami. Nam również zależy na tym, by świadectwa dla trzody wystawiali ludzie odpowiedzialni, kompetentni i uczciwi - dodaje szef WIW w Łodzi.