Sezon świniobicia w pełni. W wielu gospodarstwach, rolnicy korzystając z przerwy w pracach polowych oddają się produkcji domowych kiełbas, wędzonek i innych przetworów przeznaczonych na świąteczny stół. Niezwykle piękna i barwna tradycja świniobicia ma jednak także swoje ciemne strony.

Niedawno pisaliśmy o tym, w jaki sposób wykonując ubój gospodarczy nie narazić się na sankcje ze strony służb weterynaryjnych. Dziś warto wspomnieć kilka słów o trychinozie – groźnej chorobie będącej efektem występowania w tkance mięśniowej świń lub dzików otorbionych larw włośnia krętego (Trichinella spiralis).

Według danych z połowy lat 90-tych minionego stulecia włośniem krętym zarażone było 0,0025 proc. populacji świni domowej. Znacznie częściej choroba ta występowała u dzików: średnio 1 na 300 osobników był nosicielem choroby. Najnowsze dane wskazują, iż częstotliwość występowania choroby u świń i dzików znacznie spadła: w 2012 roku wykryto jedynie 11 przypadków choroby u świń (co stanowi 0,00006 proc. całej populacji). W tym samym okresie 1 na 500 dzików był nosicielem trychinozy.

Przytoczone dane wskazują, iż prawdopodobieństwo spożycia larw włośnia krętego w mięsie świni jest tak naprawdę minimalne. Bezzasadne jest jednak narażanie siebie, jak i rodziny na wystąpienie włośnicy. Zwłaszcza, że skutki obecności pasożyta w organizmie człowieka mogą być bardzo groźne.

Po przedostaniu się obecnych w mięsie otorbionych larw włośnia, dochodzi do przeniknięcia larw przez powierzchnię nabłonka jelit. Następnie zagnieżdżają się one wewnątrz tkanek mięśni poprzecznie prążkowanych – najczęściej w mięśniach klatki piersiowej, przeponie, mięśniu pośladkowym, czy w mięśniu brzuchatym łydki).

Objawy charakterystyczne trychinozy to różnego rodzaju bóle mięśniowe, bóle głowy, duszności. problemy z widzeniem a także objawy natury psychicznej. Inne symptomy, to wysoka gorączka, biegunka, wysypki, obrzęk twarzy, powiek i kończyn. Choroba jest wprawdzie uleczalna, jednak w przypadku wyjątkowo silnej inwazji larwami pasożyta, dochodzić może do ciężkich powikłań, a nawet zgonu.

Należy pamiętać, że larwy włośnia są niezwykle odporne na czynniki zewnętrzne, i powszechnie stosowana obróbka (gotowanie, smażenie, pieczenie) nie jest w stanie ich zabić. Mimo, iż z wymienionych wyżej statystyk wynika, że ryzyko zakażenia larwami włośnia krętego nie jest duże, poubojowe badanie mięsa pod kątem obecności pasożyta jest absolutnie niezbędne. Szczególnie, że samo badanie nie kosztuje wiele – zazwyczaj kilkanaście złotych. Wydatek to niewielki, a konsekwencje zjedzenia mięsa zakażonego larwami włośnia – ogromne. 

Na koniec warto zastanowić się również nad tym w jaki sposób uniknąć zakażenia włośniem krętym u świń. W dobie problemów z ASF, zabezpieczenie zwierząt przed kontaktem z dzikami jest czymś oczywistym, pamiętajmy jednak o tym, że nosicielami pasożyta są również szczury. Tu już sprawa nie jest tak oczywista: w wielu, zwłaszcza małych gospodarstwach stado świń nie jest w żaden sposób chronione  przed kontaktem z gryzoniami. Choć ryzyko wystąpienia trychinozy jest niewielkie, dla własnego dobra zadbajmy więc o to, by ograniczyć je do zera.