Jesteśmy obecnie świadkami najpoważniejszego od półtora roku załamania rynku wieprzowiny. Jak wynika z informacji zbieranych przez naszą redakcję na chwilę obecną ceny tuczników sprzedawanych w wadze żywej spadły do poziomu 4,35 zł netto za kilogram, zaś półtusze w klasie E skupowane są w średniej cenie 5,50 zł netto za kilogram.

Tak niskie ceny w większości przypadków nie zapewniają producentom zachowania rentowności produkcji. W najtrudniejszej sytuacji są oczywiście rolnicy wyspecjalizowani w tuczu: warto zwrócić uwagę, że rolnicy dziś kończący cykl produkcyjny zkupili warchlaki w rekordowych cenach – jeszcze 3 miesiące temu można było bowiem znaleźć oferty sprzedaży warchlaka duńskiego po cenie przekraczającej 500 zł. Jednak przy obecnych cenach środków produkcji także rolnicy produkujący w cyklu zamkniętym nie mogą liczyć na zadowalający zysk.

Zdaniem Grzegorza Rykaczewskiego, analityka sektora rolno-spożywczego w Santander Bank Polska, obecna trudna sytuacja na rynku trzody chlewnej wynika w głównej mierze z pandemii COVID-19:

- Proces „odmrożenia” gospodarek w Unii Europejskiej oraz na świecie dał nadzieję na stabilizację sytuacji w unijnym przemyśle mięsnym, zarówno w kontekście popytu wewnętrznego, jak i wywozu towarów poza Unię. Jednak kolejne tygodnie przynoszą nowe wyzwania, związane z pandemią. Jeszcze do niedawna ryzyko stwierdzenia ognisk wirusa w zakładach mięsnych było postrzegane jako wyzwanie typowo organizacyjne. Dziś już widzimy jego negatywny wpływ na popyt na produkty mięsne. Stwierdzenie, w ostatnich tygodniach, wielu ognisk COVID-19 wśród pracowników zakładów w części krajów Unii, spowodowało wzrost obaw konsumentów. Niezależnie od tego, czy te obawy są uzasadnione, mają realny wpływ na możliwości sprzedaży mięsa – pisze w przygotowanym dla naszej redakcji komentarzu specjalista.

Jak dodaje, bezpośrednią przyczyną obecnego kryzysu restrykcje importowe nałożone przez władze Chin:

- Pod koniec czerwca Chiny zawiesiły import z czterech największych rzeźni trzody w Holandii, po wykryciu wirusa wśród pracowników. W praktyce oznacza to blokadę eksportu wieprzowiny z tego kraju do Państwa Środka. W dodatku w połowie lipca chińskie restrykcje dotknęły jedną z największym niemieckich ubojni trzody chlewnej. W zakładzie w Niemczech również wykryto ogniska COVID-19. Chiny są największym odbiorcą wieprzowiny z UE, z udziałem na poziomie ok. 50% w eksporcie poza Unię. W ubiegłym roku tylko z Holandii na rynek chiński trafiło 230 tys. t nieprzetworzonej wieprzowiny oraz tłuszczów, co stanowiło ok. 15% łącznego eksportu z UE do Chin. Na bazie wyników historycznych można szacować, że obecnie – z powodu restrykcji  - Holendrzy są zmuszeni do ulokowania na innych rynkach ok. 15-20 tys. t mięsa miesięcznie. Można spodziewać się, że – przynajmniej w krótkim okresie  - znaczna część tego wolumenu została przekierowana na rynek unijny. O skali problemów w Holandii może świadczyć 10-procentowy spadek cen półtusz wieprzowych na przełomie czerwca i lipca. Jeśli natomiast sytuacja będzie się pogarszać w Niemczech, możemy się spodziewać, że wpływ na rynek unijny będzie jeszcze poważniejszy, niż w przypadku Holandii. Niemcy są drugim największym eksporterem wieprzowiny  z Unii Europejskiej – czytamy w komentarzu Grzegorza Rykaczewskiego.

Jak dodaje specjalista, restrykcje chińskie nie dotyczą tylko mięsa wieprzowego oraz Unii. Chiny, z powodu ognisk COVID-19 w zakładach, zawiesiły import wołowiny, wieprzowiny i drobiu z części ubojni w Brazylii, a nawet łososia z Norwegii.

Pozytywną wiadomością jest natomiast to, że zakłady przetwórcze na zachodzie Europy zaczęły wprowadzać zmiany w organizacji pracy, jednak ten proces wymaga czasu. W rezultacie na unijnym rynku wieprzowiny w najbliższych miesiącach sytuacja może pozostawać niekorzystna. Dotyczy to również Polski, ponieważ jesteśmy biorcą cen z rynków krajów Europy Zachodniej.