Wielkopolska jest wiodącym regionem w kraju pod względem produkcji żywca wieprzowego. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, pod koniec ubiegłego roku w województwie tym utrzymywano ponad 4 miliony sztuk trzody chlewnej, co przy aktualnym pogłowiu świń w kraju oznacza, że co trzecia świnia wyhodowana w naszym kraju pochodzi właśnie z tego terenu.

Nic zatem dziwnego, że pojawienie się na tym terenie wirusa ASF pod koniec ubiegłego roku było prawdziwym tąpnięciem dla branży. Od tej pory na terenie trzech powiatów województwa wielkopolskiego (wolsztyński, leszczyński i grodziski) potwierdzono ponad 180 przypadków pomoru u dzików. W Wielkopolsce potwierdzono również dwa ogniska ASF u świń, z czego jedno w stadzie liczącym około 10 tys. świń. Doprowadziło to do utworzenia na obszarze Wielkopolski dwóch stref niebieskich: jednej w okolicach Poznania, drugiej zaś w okolicach Leszna.

Czy wydarzenia ostatnich dziewięciu miesięcy zwiększyły czujność tamtejszych producentów pod względem ochrony swoich stad?

- Jak do tej pory nie widzę wśród rolników większej mobilizacji. Standardów ochrony biologicznej przestrzegają głównie ci producenci, którzy wprowadzili je znacznie wcześniej. Sytuacja zmienia się dopiero, gdy gospodarstwo znajdzie się w strefie niebieskiej. Brak również zdecydowanych działań służb weterynaryjnych. Owszem, prowadzone są regularne kontrole stad, jednak rolnicy nie są w żaden sposób obligowani do wprowadzanie zaleceń pokontrolnych. Wśród rolników brakuje także zrozumienia znaczenia pewnych procedur – spełniają oni wymogi głównie po to, by wypełnić zalecenia urzędowe, nie zaś dla własnego bezpieczeństwa. Śmiem zaryzykować stwierdzenie, że na dzień dzisiejszy bioasekuracja lepiej działa na wschodzie kraju, który z ASF-em mierzy się już od lat, niż w Wielkopolsce. Tu wciąż rolnicy liczą na to, że problem zostanie rozwiązany poprzez redukcję populacji dzików – mówi w rozmowie z naszym portalem Paweł Wróbel, lekarz weterynarii pracujący na obszarze Wielkopolski.

Jego zdaniem problemem w opanowaniu problemu ASF jest jednak nie tylko niewłaściwe podejście do spełniania standardów ochrony biologicznej. Niewiele robi się również w celu zwalczenia głównego rezerwuary i wektora wirusa jakim są dziki:

- Niestety problem ten jest głębszy niż wielu sądzi. Przy tak dużym zagęszczeniu populacji dzików z jakim mamy do czynienia w Wielkopolsce, tylko kwestią czasu jest to, aż wytworzy odporność przeciwko wirusowi ASF. Teraz zagrożeniem jest głównie zalegająca w lesie padlina, natomiast w razie wytworzenia odporności przeciwko wirusowi możliwe jest, że pomimo zwalczenia choroby dziki będą nadal przenosić chorobę na duże odległości. Proces ten jest naturalnym zjawiskiem, trwałby on jednak znacznie krócej gdyby populacja nie była tak zagęszczona. Ku temu by zredukować pogłowie dzików potrzebne jest jednak opracowanie solidnego planu odstrzału i zaangażowanie do tego stosownych służb. Jest to jednak bardzo niekorzystne wizerunkowo, dlatego trudno liczyć, by jakakolwiek władza zdecydowała się na taki krok – mówi specjalista.

Sprawdź aktualną sytuację związaną z ASF w kraju