Problem odorów pochodzących z ferm trzody chlewnej narasta z każdym rokiem. Z jednej strony w kraju powstają kolejne duże podmioty wyspecjalizowane w chowie świń, z drugiej strony wciąż rośnie opór ludności przeciwko takim właśnie obiektom. Każda ze stron - zarówno producenci świń, jak sąsiadująca z nimi ludność - ma swoje racje. Dlatego kompromisowym rozwiązaniem jest podjęcie działań mających na celu ograniczenie produkcji i emisji odorów do otoczenia. Zagadnieniem wartym uwagi jest z pewnością poddanie powstałych w chowie trzody nawozów naturalnych obróbce w biogazowniach. Technologia ta nie rozwiązuje wprawdzie wszystkich problemów, niesie jednak wiele korzyści - nie tylko związanych z ograniczeniem uciążliwości odorowych.

KORZYŚCI Z BIOGAZOWNI

O samej technologii produkcji biogazu nie będziemy się zbytnio rozpisywać. Mówiąc najogólniej, materia organiczna poddawana jest szeregowi procesów mikrobiologicznych, których produktem jest mieszanina metanu, dwutlenku węgla, azotu, a także niewielkich ilości siarkowodoru i innych gazów. Pozostałością po produkcji biogazu jest także poferment, czyli mieszanina nierozłożonej materii organicznej, biomasy mikroorganizmów prowadzących fermentację oraz składników mineralnych. Poferment to bogate źródło podstawowych makroskładników wykorzystywanych przez rośliny (azot, fosfor, potas), a także mikroelementów, dlatego jest on cennym nawozem. Co istotne, w myśl prawa poferment nie jest już traktowany jako nawóz naturalny, dlatego nie dotyczą go limity stosowania (170 kg azotu/ha), tak jak ma to miejsce w przypadku nawozów naturalnych. To pierwsza z korzyści wynikających z przetwórstwa gnojowicy czy obornika w biogazowni - proces ten zwalnia bowiem właściciela fermy z konieczności zagospodarowania tychże nawozów. Podmioty produkujące nawozy naturalne muszą albo dysponować powierzchnią gruntów rolnych, która umożliwia zagospodarowanie potężnych ilości odpadów, albo też zbyć je innym rolnikom.

Na tym jednak korzyści wynikające z biogazowni się nie kończą. Wracając do punktu wyjścia - zasadniczą zaletą tej technologii jest eliminacja odorów. Produkowany biogaz może wprawdzie charakteryzować się uporczywym zapachem, nie ulatnia się on jednak do atmosfery, tylko zostaje natychmiast zużyty do produkcji energii. Poferment nie ma natomiast intensywnego zapachu. Nie rozwiązuje nam to wprawdzie problemu emisji szkodliwych gazów ze składowanych nawozów, niemniej jednak wyeliminowane zostaje zasadnicze zagrożenie - odór będący wynikiem aplikacji obornika czy gnojowicy na polu.

Nie zapominajmy również o aspekcie ekonomicznym - biogaz jest źródłem energii elektrycznej, której sprzedaż będzie dla naszego przedsięwzięcia dodatkowym zyskiem. Jak dużym? Tego nie da się jasno powiedzieć, ponieważ wszystko zależy od koniunktury. Dużym zyskiem wynikającym z produkcji biogazu jest także powstające w procesie technologicznym ciepło odpadowe. Może ono posłużyć nie tylko do ogrzewania budynków produkcyjnych, lecz także innych instalacji, np. suszarni przeznaczonych do dosuszania rzepaku czy kukurydzy.

ŻYŁA ZŁOTA?

Zasadniczym pytaniem jest to, czy biogazownię rolniczą powinniśmy traktować bardziej jako źródło dochodu, czy też raczej jako sposób na zagospodarowanie nawozów i ograniczenie problemu odorów. Jak mówi Magdalena Włodarczyk z firmy WOLF System, na biogazownię powinniśmy patrzeć nie tylko w kontekście źródła zysku. - Opłacalność produkcji rolniczej zawsze jest na pierwszym miejscu, a jeżeli da się zarobić jeszcze na odpadach z produkcji, to dlaczego tego nie wykorzystać? Zyskuje na tym przy okazji również środowisko, bo biogazownia ogranicza odory i zmniejsza ulatnianie się metanu do atmosfery. Powstająca w produkcji biogazu masa pofermentacyjna jest natomiast bardzo dobrym nawozem organicznym, którego stosowanie pozytywnie wpływa na właściwości fizykochemiczne gleby, mineralne składniki pokarmowe są bezpośrednio dostępne dla roślin, a wysoki udział formy amonowej ogranicza proces eutrofizacji wód - tłumaczy specjalistka.

Jak twierdzi nasza rozmówczyni, o ile biogazownie początkowo były traktowane jako sposób unieszkodliwiania odpadów, o tyle w ostatnim czasie coraz częściej są one nastawione na wygenerowanie zysku. - Pierwotnie biogazownie planowano jako kolejny element technologii w gospodarstwie rolnym, który miał na celu zagospodarowanie odpadów powstających w wyniku produkcji zwierzęcej i roślinnej (obornik, gnojowica, resztki pokarmowe). W wyniku przetworzenia odpadów rolniczych miały być produkowane prąd i ciepło. Moc biogazowni była adekwatna do ilości odpadów w gospodarstwie. Projekty z biegiem czasu stały się projektami komercyjnymi i zaczęto dodawać komponenty (np. kiszonka z kukurydzy, trawy, wysłodki, odpady poubojowe itd.), z których produkcja biogazu jest nawet 10-krotnie większa niż z samej gnojowicy, a uzysk mocy zaczął wzrastać razem z zyskami, jaki przynosiła produkcja biogazu z substratu mieszanego - tłumaczy Magdalena Włodarczyk.

PRZYSZŁOŚĆ TKWI W BIOGAZIE?

Przy opisanych wyżej korzyściach technologia biogazowni ma jeden potężny minus. Wymaga kolosalnych wręcz inwestycji, na które właściciele małych czy średnich gospodarstw w żadnym wypadku nie będą sobie w stanie pozwolić. Nie znaczy to jednak, że nie będą oni mogli z takowych instalacji skorzystać. Bardzo interesującą ideą jest budowa komercyjnych biogazowni, do których rolnicy produkujący mniejsze ilości gnojowicy mogliby dostarczać odpady. Pozwoliłoby to przede wszystkim ograniczyć stosowanie gnojowicy jako nawozu naturalnego, co wiąże się z potężną uciążliwością odorową. Układ niemal idealny - podmiot zarządzający biogazownią zarabia na produkcji energii, rolnik unieszkodliwia odpady i w zamian ma dostęp do cennego nawozu, jakim jest poferment, a okoliczni mieszkańcy nie są narażeni na działanie odorów. Dlatego w regionach o dużym zagęszczeniu gospodarstw i ferm trzodowych bardzo rozsądnym rozwiązaniem wydaje się właśnie budowa ogólnodostępnych biogazowni, na których korzystaliby wszyscy.

 

Artykuł ukazał się w numerze 6/2018 miesięcznika "Farmer"