Wczorajsza sesja „dużej giełdy” zakończyła się historycznym rekordem cen tuczników. W ciągu siedmiu dni referencyjna stawka skupu świń rzeźnych wzrosła o 25 eurocentów, osiągając poziom nie notowany od początku pandemii. 

 Czy na tym skończą się podwyżki „za odrą”?

"Niekoniecznie… jeśli spojrzymy na wykres notowań z ostatnich 4 lat, widzimy że jeszcze daleko do maksimów, które mieliśmy w 2019 i w 2020 roku. Czy zatem czekają nas jeszcze podwyżki? Moim zdaniem tak (być może to tylko moje nadzieje), tym bardziej, że obecny popyt jest niezmieniony, ale podaż w trzech głównych ośrodkach produkcji jest o wiele niższy, co wymusza poszukiwań surowca, a co za tym idzie – podwyżki" – informuje w mediach społecznościowych Bartosz Czarniak, hodowca PZHiPTCh „POLSUS”. Jak dodaje podwyżki cen – i to niemałe mamy również w Polsce:

"W Polsce również mamy spore podwyżki i zakłady gotowe są płacić nawet 8,50 zł za kg w klasie E… tyle że firmy, którym bardzo zależało na towarze płaciły te stawki jeszcze na początku tygodnia, przed wzrostami dużej giełdy w Niemczech. To oznacza, że w indywidualnych negocjacjach możemy próbować zyskać dodatkowe podwyżki" – czytamy w komentarzu producenta.

Jednak pomimo bardzo wysokich cen skupu tucznika, wciąż nie możemy mówić o opłacalności produkcji:

– Niestety w tym garncu miodu mamy niezwykle dużą łyżkę dziegciu, czyli równie skokowo rosnące koszty produkcji, które skutecznie odbierają obecnie radość z podwyżek. Pszenica konsumpcyjna dochodzi nawet do około 2000 zł za tonę! Zboże paszowe będzie nieco tańsze, ale i tak, żywiąc w ten sposób, opłacalność produkcji rozpoczyna się od progu około 7-8 zł za kg żywca, a osiągamy obecnie 6, 8 zł – i to przy dobrych partiach świń, dobrych negocjacjach i posiadaniu stada w białej strefie – informuje Bartosz Czarniak.