Za nami pierwszy tydzień nowego 2021 roku. Ten okres jest zwykle czasem podsumowań, ale także planów na najbliższych dwanaście miesięcy. Jeśli chodzi o rynek trzody chlewnej jest on jednak na tyle nieprzewidywalny, że nie próbujemy nawet prognozować jak potoczą się jego losy w przyszłości i co przyniesie nam najbliższych 12 miesięcy. Zamiast tego spróbujemy jednak podsumować miniony rok i omówić najważniejsze wydarzenia ostatniego roku w branży.

Miłe złego początki

Jeszcze rok temu nikt nie przewidywał, że sytuacja na rynku trzody chlewnej potoczy się tak dramatycznie, i obecnie producenci znajdą się w kryzysie nie spotykanym przynajmniej od dziesięciu lat. Rok 2020 witaliśmy z optymizmem.

Wprawdzie po rekordowym 2019 roku, pierwsze tygodnie roku przyniosły pewne spadki cen, to i tak utrzymywały się one na poziomie przekraczającym 7 zł netto za kilogram półtuszy w klasie E. Jeszcze lepiej sytuacja wyglądała w lutym, kiedy to pod koniec miesiąca stawki za tuczniki w wadze bitej ciepłej zbliżyły się do poziomu 8 zł netto za kilogram półtuszy w klasie E.

Sielanka skończyła się jednak szybko, a początkiem końca dobrej passy była pandemia COVID-19. Początkowo jej wpływ odczuły sektory bardziej uzależnione od eksportu (produkcja mięsa wołowego i drobiowego), jednak z czasem również i na rynku trzody chlewnej pandemia odbiła swoje piętno.

COVID i jego konsekwencje

Początkowo nie wiedzieliśmy czy, i w jakim stopniu koronawirus odbije swoje piętno na branży trzody chlewnej:

Czas pokazał jednak, że pandemia COVID-19 wpłynęła na rynek żywca wieprzowego na kilku płaszczyznach. Pierwszą z nich jest spadek konsumpcji wieprzowiny. Tylko kilka tygodni trwał boom zakupowy, w czasie którego ludność gromadziła zapasy na czasy pandemii. Czas ten szybko minął, w zamian pojawiła się zaś niepewność i pogorszenie sytuacji materialnej wynikająca z utraty lub ograniczenia zatrudnienia. Praktycznie nie było również sezonu grillowego. W konsekwencji konsumpcja wieprzowiny uległa znacznemu ograniczeniu. Na spadki cen wpłynęły również zaburzenia w wymianie handlowej, ale przede wszystkim wstrzymanie produkcji w wielu zakładach ubojowych.

Najbardziej zapamiętane zostanie z pewnością objęcie kwarantanną zakładu niemieckiego giganta – firm Tonies w Rheda-Wiedenbruck.

Zakład zamknięty w połowie czerwca uruchomiono wprawdzie po kilku tygodniach, jednak pełne moce produkcyjne osiągnął on dopiero w listopadzie.

To nie jedyny przykład utrudnień funkcjonowania przemysłu mięsnego związanego z pandemią. W naszym kraju w podobnej sytuacji znalazły się miedzy innymi zakłady produkcyjne Animex-u, czy spółki Sokołów.

Utrudnienia w przeprowadzaniu ubojów spowodowały kłopoty z odstawą zwierząt, i narastanie „świńskiej górki”. Szacuje się że w szczytowym momencie na ubój w Niemczech oczekiwało około 600 tys. zwierząt. W konsekwencji dochodziło do kolejnych obniżek cen.

ASF nie odpuszcza

Prawdziwym „gwoździem do trumny” dla produkcji trzody chlewnej było pojawienie się w Niemczech pierwszych przypadków ASF dzików. Stało się to w pierwszej połowie września w Brandenburgii, tuż przy granicy niemiecko-polskiej. Do dziś u naszych zachodnich sąsiadów potwierdzono ponad 300 przypadków pomoru. Choroba roznosi się na coraz większym obszarze – oprócz wspomnianego wyżej landu pomór potwierdzono także w Saksonii.

Nie trzeba było długo czekać na reakcję rynku na pojawienie się ASF w Niemczech. Tuż po potwierdzeniu pierwszego przypadku niemiecka duża giełda obniżyła stawki za tuczniki o 20 eurocentów. Kilka tygodni później stawki skurczyły się do rekordowo niskiego poziomu 1,19 euro za kilogram półtuszy o mięsności 57 proc., który utrzymuje się do dziś.

ASF nie daje spokoju również polskim producentom. Minione 12 miesięcy było rekordowe pod względem liczby nowych przypadków ASF w populacji dzików, których w ostatnim roku potwierdzono ponad 4 tys – ponad 1600 więcej niż w 2019 roku. Choroba zdobyła kolejne przyczółki: opanowała praktycznie całe województwo lubuskie, a także spory obszar Wielkopolski. Pod koniec roku potwierdzono też kilka przypadków pomoru w Zachodniopomorskiem. Nieco lepiej sytuacja przedstawia się na wschodzie kraju, zwłaszcza w obszarach w których pomór występuje od lat: mniej przypadków choroby odnotowujemy na Podlasiu, Mazowszu, a w drugiej połowie roku spadła liczba przypadków pomoru obserwowanych na Lubelszczyźnie. Niestety pomimo spadku liczby zachorowań, na większości z wymienionych terenów ASF wciąż występuje, dlatego w najbliższym czasie trudno myśleć o ich uwolnieniu ze strefy czerwonej.

Jeśli chodzi o liczbę ognisk ASF potwierdzonych w ciągu minionych dwunastu miesięcy to była ona niestety ponad dwukrotnie wyższa niż miało to miejsce rok wcześniej. Nie pobito wprawdzie niechlubnego rekordu z roku 2018 (109 ognisk), jednak fakt wystąpienia pomoru w 103 stadach świń z pewnością nie napawa optymizmem. Szczególnie przygnębiające było pojawienie się pomoru na ogromnej fermie świń w Lubuskiem (zlikwidowano wówczas około 24 tys. świń). Niepokój budzi również masowe występowanie pomoru w Lubelskiem: w miesiącach letnich na tym terenie potwierdzono ponad 60 ognisk pomoru.

 „Piątka dla zwierząt” czy przeciwko rolnikom?

Jesienią emocje rolników niemal do czerwoności rozgrzane zostały w wyniku proponowanych przez rząd zmian w przepisach dotyczących ochrony zwierząt (tzw. „piątka dla zwierząt”). Największe kontrowersje wzbudziły plany wprowadzenia zakazu uboju bez ogłuszania, zakazu chowu zwierząt na futra, oraz plany zwiększenia kompetencji organizacji prozwierzęcych. Wprawdzie wprowadzone przepisy w największym stopniu uderzyłyby w producentów drobiu i bydła mięsnego, jednak zmiany te nie pozostają obojętne także dla branży trzody chlewnej. Jest to bowiem wyraźny sygnał, że trendy związane z ochroną praw zwierząt będą rosły w siłę. Producenci trzody doskonale zdają sobie sprawę, że ewentualne wejście wspomnianych wyżej zmian byłoby zaledwie pierwszym krokiem, a prędzej czy później restrykcje dotknęłyby również ich branży.

Opór rolników zdecydował, że jak na razie zrezygnowano z wprowadzenia wspomnianych zapisów. Niestety wydaje się jednak, że kwestią czasu są kolejne pomysły w założeniu mające chronić zwierzęta, w konsekwencji stanowiące zaś potężny balast dla całej produkcji zwierzęcej.

Chiny wstają z kolan

Optymizmem nie napawają również wieści ze wschodu. Pod koniec roku dotarły do nas sygnały mówiące o znaczącej odbudowie pogłowia świń w Chinach. Produkcja trzody w tym kraju została zdziesiątkowana przez epizootię ASF, jednak o ile Polska boryka się z tym problemem już blisko siedem lat, to Chińczycy z pomorem poradzili sobie w niespełna trzy lata. Mają wprawdzie ułatwione zadanie – w kraju tym nie ma problemu ASF w populacji dzików, które w Europie stanowią główny wektor choroby, nie zmienia to jednak faktu, że tempo w jakim Chińczycy odbudowują swoją produkcję z jednej strony budzi podziw, z drugiej zaś niepokój. Eksperci wskazują, ze jeżeli tempo rozwoju produkcji w tym kraju utrzyma się na bieżącym poziomie, to prawdopodobnie już za rok Chiny powrócą do poziomu produkcji sprzed wystąpienia pomoru. W tej sytuacji zapomnieć możemy o powrocie „złotych czasów” dla produkcji trzody w Europie, które w głównej mierze wynikały z potężnego eksportu wieprzowiny właśnie do Chin. Z drugiej strony wzrost pogłowia trzody w „Państwie Środka” generuje ogromny popyt na białko sojowe, którego cena w ostatnich tygodniach na światowych rynkach bije rekordy.

Niestety jak widzimy, ostatnie dwanaście miesięcy było splotem niekorzystnych i często nieprzewidywalnych wydarzeń, które odbiły swoje piętno na kondycji rynku i producentów. Niestety trudno o optymizm. Eksperci są zgodni: poprawa sytuacji na rynku nastąpi dopiero w następstwie ograniczenia podaży, co oznacza że zanim powrócą lepsze czasy część producentów ograniczy lub całkowicie zatrzyma produkcję.