Choć pierwsze firmy prowadzące tucz kontraktowy powstały w naszym kraju blisko 20 lat temu, zagadnienie to w całej branży wciąż budzi duże kontrowersje. Dla jednych jest to szansa na stabilny zysk, i większe bezpieczeństwo finansowe. Inni, w tuczu kontraktowym widzą jedno z największych zagrożeń dla produkcji trzody chlewnej w naszym kraju. Nie ma oczywistej odpowiedzi na pytanie czy tucz kontraktowy jest szansą czy zagrożeniem dla producentów żywca. Wszystko zależy bowiem od punktu widzenia. Dlatego też o opinię postanowiliśmy spytać najbardziej zainteresowanych, czyli samych rolników.

Adam Zielsdorf z województwa wielkopolskiego tucz kontraktowy prowadzi od 12 lat. Dwa lata temu uruchomił nową tuczarnię na 2 tys. stanowisk. Jak mówi, na decyzję o podjęciu tego rodzaju współpracy wpłynęła przede wszystkim możliwość stabilizacji finansowej:

- Podstawową zaleta tego systemu to zapewniona opłacalność produkcji niezależnie od tego co dzieje się na rynku. Tucz kontraktowy gwarantuje stały zysk, niezależnie od wahań cen w skupach. Jednocześnie nie muszę martwić się o sprawy logistyczne – zapewnione mam dostawy warchlaków, paszy, odbiór tuczników, oraz opiekę weterynaryjną. Nie muszę tego organizować na własną rękę. Moim zadaniem jest dopilnować, aby uzyskiwać możliwie jak najlepsze parametry produkcyjne - tłumaczy producent.

 Jak podkreśla, niezrozumiałe dla niego są zarzuty stawiane rolnikom prowadzącym ten rodzaj tuczu:

- Często słyszę, że rolnicy decydujący się na tucz kontraktowy są niewolnikami czy parobkami na usługach wielkich firm. Nie wiem jednak skąd ten zarzut się bierze. Patrząc z tej perspektywy, każdy producent trzody jest niewolnikiem, jeśli nie firm organizujących tucz, to zakładów mięsnych skupujących tuczniki na wolnym rynku. Każdy jest bowiem od kogoś zależny - tłumaczy Adam Zielsdorf.

Bardziej krytyczną opinię na temat tuczu kontraktowego ma Jacek Mey, producent prosiąt z województwa kujawsko - pomorskiego:

- Trudno jednoznacznie powiedzieć czy warto podjąć współpracę w ramach tuczu kontraktowego. Wszystko zależy od naszego punktu widzenia: czy wolimy mieć stabilny, ale mniejszy zysk, czy też chcemy zaryzykować, licząc w zamian na większy zarobek. Jeżeli boimy się ryzyka i liczy się dla nas stabilizacja, być może tucz kontraktowy to dla nas dobre rozwiązanie. Niestety nigdy nie pozwoli on nam zarobić tyle, co w przypadku sprzedaży świń na wolnym rynku. Oczywiście zdarzają się okresy o niskiej opłacalności produkcji żywca, niemniej na rentowność naszej działalności nie możemy patrzeć w ujęciu kwartalnym, czy nawet rocznym. Pod uwagę należy brać okres przynajmniej trzech lat. Przykładowo: zeszły rok był bardzo dobry, udało mi się przeprowadzić kilka inwestycji i odłożyć zapas pieniędzy. W tym roku opłacalność jest już znacznie gorsza, i niekiedy muszę korzystać z owego zapasu. Niemniej w ujęciu kilku lat wciąż pozostaję na plusie, takiego zysku nigdy nie osiągnąłbym prowadząc tucz kontraktowy - tłumaczy rolnik.

Jak wskazuje, niebezpieczne jest również wiązanie się z daną firmą na wiele lat:

-Może się zdarzyć że z różnych powodów zmienią się nasze plany życiowe, a rozwiązanie współpracy przed jej końcem może nie być proste. Aby oszczędzić sobie problemów warto zatem starannie analizować podpisywane przez nas umowy - mówi Jacek Mey.

A jaka jest Twoja opinia na temat tuczu kontraktowego? Zachęcamy do dyskusji.

 

Więcej informacji na temat prowadzenia i opłacalności tuczu, a także różnych opcji współpracy z odbiorcami żywca znajdziesz w październikowym wydaniu "Farmera".