Rozmawiamy z Mikołajem Baumem Prezesem Zarządu Agraves Sp. z o.o. i Karolem Mazurem Prezesem Zarządu Grupy Producentów Rolnych Agri Grupa, pomysłodawcami powołania Intagry, czyli konsorcjum grup producentów, zrzeszających dzisiaj 26 grup producentów trzody chlewnej. W skład konsorcjum wchodzą głównie hodowcy prowadzący produkcję świń w cyklu otwartym. Średnia produkcja w jednej grupie mieści się w przedziale między kilka, a kilkanaście tysięcy świń rocznie. Jak mówią rozmówcy, kilkunastoletnie doświadczenie w branży rolniczej poskutkowało koniecznością stworzenia porozumienia do wspólnej pracy, lepszego dialogu z zakładami mięsnymi, ale też po prostu ochrony interesów rolników zajmujących się chowem świń.

- Zespół doradców Agraves zajmuje się obsługą gospodarstw rolnych od kilkunastu lat. W ubiegłym roku postanowiliśmy powołać wspólnie z grupami producentów świń konsorcjum Intagra. Naszym celem było wyjście nieco dalej niż współpraca rolników w grupach - w kierunku integracji grup, tak by móc bardziej oddziaływać na otoczenie. W rzeczywistości, jedna – dwie grupy, to zdecydowanie za mało, by coś zdziałać. Na pewno jest to proces długotrwały i żmudny, ale jeśli spojrzymy w kierunku Danii, to Danish Crown również jest inicjatywą oddolną, spółdzielczą – mówi Mikołaj Baum.

Sytuacja epizootyczna w kraju, związana z występowaniem ASF, znacząco się zmienia. To wymusza też konieczność zmiany wcześniejszych zasad funkcjonowania gospodarstw utrzymujących świnie. Czy współpracują z Państwem rolnicy funkcjonujący na terenie stref ASF, jak trzeba wówczas modyfikować współpracę?

Dzisiaj mamy grupy w strefie żółtej i czerwonej, na razie nikt nie znajduje się w strefie niebieskiej – mówi Mikołaj Baum i wspomina sytuację z zeszłego roku, gdy nagle, skokowo odnotowano pierwszy przypadek ASF w woj. lubuskim. - Dla nas najgorszy okres przypadł na listopad i grudzień ubiegłego roku. Wówczas, pod Wolsztynem potwierdzono pierwszy przypadek ASF u dzika. To był najtrudniejszy okres, bardzo dużej niepewności, chaosu informacyjnego, w dużym stopniu ze strony weterynarii, dot. np. zakresu czy terminu obowiązywania stref na mapie GIW w stosunku do później ustalonych decyzją Komisji Europejskiej. Te obszary różniły się. Wykonaliśmy wówczas dużą pracę, prześledziliśmy ustawy, rozporządzenia i wyroki sądowe, by dokładnie wiedzieć w jakim obszarze się poruszamy. Czasami też po to by bezpośrednio pomóc hodowcom nawet w tak bardzo prozaicznych kwestiach jak precyzyjna regulacja prawna dot. miejsca, w którym powinna leżeć mata bioasekuracyjna - we wjeździe, czy przed.
Problem nas wszystkich, polegał wówczas trochę na tym, że patrzyliśmy na ASF we wschodniej części kraju, jak na coś co zapewne musi przyjść i do nas, lecz nie dziś i nie jutro. Zasadniczo byliśmy przygotowani m.in. do bioasekuracji, dostosowaliśmy program elvio do automatycznego prowadzenia ewidencji, rejestrów i dokumentacji, jednak w praktyce problemy tkwiły w szczegółach i musieliśmy je wyjaśnić.
Kolejnym aspektem, była kwestia biznesowa. Pierwszym dużym problemem była sprzedaż zwierząt z czerwonej strefy, która nagle nas objęła. Ubojnia, która mogła przyjąć tak duże partie tuczników wymagała, by były to partie całosamochodowe. Dlatego pojawił się problem, co zrobić z mniejszymi producentami. W takiej sytuacji okazało się, że jesteśmy zdani na łaskę niedużych, lokalnych ubojni.
Wiemy, że najgorsze jest pozostawienie hodowców samych sobie, w enklawie wyznaczonej przez strefy. Sytuacja dzisiaj jest już odmienna, przystosowaliśmy się do zmiany stref, dziś w tym regionie sprzedajemy zwierzęta do ubojni, które jeszcze w grudniu nie były na to gotowe.

Jak w tamtej sytuacji zmieniła się cena skupu tuczników, czy oznaczało to załamanie ceny z dnia na dzień?

Na początku samo pojawienie się czerwonej strefy ASF w regionie była dla nas wstrząsem. Hodowcy otrzymywali ok. 20 gr/kg mniej, jednak dzisiaj ta różnica jest już zniwelowana. Poważnym utrudnieniem jest jednak to, że dopiero, kiedy pojawia się strefa ASF, to zakład zaczyna dostosowywać się do tej strefy, by spełnić wymagania odbioru. Największy problem jest ze strefą niebieską. Pokazują to ostatnie zdarzenia, dlatego w każdym regionie kraju weterynaria, hodowcy, ale i ubojnie powinny być przygotowane na ewentualność wystąpienia strefy zagrożenia. W praktyce okazuje się później, że takie dostosowanie zakładu może trwać kilka tygodni, jak nie miesięcy. Tyle lat jest ASF i nikt wcześniej nie podjął prac, by w każdym powiecie był przygotowany zakład ubojowy, który mógłby skupować tuczniki ze strefy niebieskiej. Widać, że są przeskoki tej epidemii, nikt wcześniej nie działa, by zawczasu zabezpieczyć zakład dla rolników, który odbierze zwierzęta ze strefy niebieskiej czy czerwonej. Większość zakładów ucieka od odbioru zwierząt ze stref niebieskich. Niektóre nawet twierdzą, że ich odbiorcy życzą sobie półtusz pochodzących wyłącznie z tuczników z tzw. białej strefy.

Uważamy, że koszty związane z utylizacją zwierząt, które utkną w strefie, czy też muszą być ubite z powodu zachowania dobrostanu, będą o wiele większe niż te, które by zachęciły i przygotowały zakłady na taką ewentualność. Skorzystaliby na tym także hodowcy, poprzez wyrównanie ceny – wyjaśnia Karol Mazur.

Jak w obecnej sytuacji wygląda dostępnością warchlaka na krajowym rynku, jak będą kształtowały się te ceny w najbliższym czasie?

W najbliższym czasie, głównym czynnikiem zmian dla ceny warchlaka, będzie popyt na rynku niemieckim. Zakładamy, że ta cena nie będzie ulegała większym zmianom i raczej w najbliższym czasie pozostanie na poziomie 470 zł/szt. z ewentualnym wzrostem. Widzimy też, że przy każdej okazji Duńczycy wykorzystują sytuację, by podnieść swoje ceny. Niewielkie obniżki cen tuczników, nie mają też wpływu na spadek cen warchlaka – mówi Karol Mazur.

Czego jeszcze dzisiaj brakuje w temacie zwalczania ASF, czy też funkcjonowania rolników w strefach, które zapewne będą się zmieniać? Co ułatwiłoby tą rzeczywistość?

Apelowałbym do wszystkich rolników, by przy okazji ASF zawsze próbować wczuć się w sytuację rolników, którzy zostają w strefie. Ostatnio podniesione larum kolegów rolników - jakim prawem przemieszczane są zwierzęta pomiędzy strefami - uważam za bezzasadne. Kolejna kwestia, to pewne relacje na linii powiatowy – wojewódzki lekarz weterynarii. Przykładowo, powiatowy lekarz weterynarii zgadza się na wyjazd świń z miejsca urodzenia, na podstawie obowiązujących przepisów, po czym wojewódzki lekarz weterynarii wpływa na niego, by jednak odmówił zgody, w celu uniknięcia ewentualnych problemów – mówi Mikołaj Baum.
Z kolei, Karol Mazur dodaje – do tego większy wpływ ministerstwa rolnictwa i weterynarii na utworzenie sieci ubojni w całym kraju, które w razie nałożenia niebieskiej, czy czerwonej strefy będą w stanie odebrać zdrowe zwierzęta z gospodarstw i zapłacić uczciwą cenę. Z naszego doświadczenia jest to postulat bardzo realny i potrzebny.
Wiemy, że w części powiatów nie ma ani jednego zakładu do odbioru zwierząt ze stref niebieskich. To jest dziś dla wszystkich najgorsze, że zostają w gospodarstwie przetrzymane zdrowe zwierzęta i nie mają gdzie być ubite. Ze swojej strony nie widzimy, by były prowadzone w tym kierunku przygotowania lub przekazywana informacja na ten temat, choć z chorobą już funkcjonujemy od tylu lat.

Jak Panowie oceniacie nowe udogodnienia w zakresie przemieszczania świń pomiędzy strefami, czyli odstępstwo od badań krwi pod kątem ASF, jeśli gospodarstwo spełni nowe, rozszerzone zasady bioasekuracji?

Na pewno zmiany idą w dobrą stronę. Hodowcy nie mają dziś większego problemu, z tym, że obowiązują ich zasady bioasekuracji, które trzeba przestrzegać, do tego już przywykli. To raczej jest problem różnej i dowolnej interpretacji przepisów. Przykładowo, zalecenia przewidują by podłogi i ściany były łatwe do mycia i to od powiatowego lekarza weterynarii będzie ostatecznie zależało, jaką powierzchnię uzna za łatwozmywalną. To może wiązać się z poważnymi inwestycjami. Jeśli hodowca ma zrezygnować z dodatkowego pobierania krwi, ale kosztem inwestycji rzędu np. kilkudziesięciu tysięcy złotych, to prawdopodobnie nie podejmie takiej decyzji – mówi Mikołaj Baum.

- Nigdy do końca nie wiadomo, czy te zmiany w gospodarstwie zostaną ostatecznie zatwierdzone i wystarczające, nagle okaże się, że np. postawiony płot powinien być wykonany inaczej – dodaje Karol Mazur.

Mikołaj Baum przypomina zeszłoroczne działania Intagry - pod koniec 2019 r. wypracowaliśmy i zgłosiliśmy, między innymi do MRiRW, sześć postulatów, a wśród nich m.in. bezzwłoczne zamknięcie przejść dla zwierząt nad autostradami A1, A2, A4 oraz drogami ekspresowymi S3, S5, poparte opracowaniem naukowym SGGW - jako działanie konieczne i słuszne w przeciwdziałaniu szerzenia się ASF. Taką decyzję udało się wywalczyć. Wnioskowaliśmy też o depopulację dzików, czy weryfikowania i egzekwowania zasad bioasekuracji przez myśliwych.

Dziś martwi nas na pewno zmniejszony odstrzał dzików, który prędzej czy później odbije się negatywnie w Wielkopolsce i w Lubuskiem, gdzie jest dużo terenów leśnych i sporo zwierzyny. Niestety mam wrażenie, że czasami postulujemy o bardzo podstawowe i oczywiste kwestie związane z walką z ASF, które powinna zapewnić administracja państwowa bez naszych apeli. Podejmujemy też wiele doraźnych działań, by pomóc w rozwiązywaniu problemów lokalnych, jak np. inicjatywa jednej z naszych grup dot. zakupu i dzierżawy chłodni dla myśliwych. Od całej branży oczekujemy też wsparcia i działania w oparciu o opinie eksperckie i naukowe, dotyczy to izb rolniczych i innych organizacji.
Dla nas, nowym, nieoczekiwanym zadaniem jest dziś rozwiązywanie problemów rolników i grup producentów w związku epidemią koronawirusa i zmianami, często chaotycznymi i niejasnymi, w prawie. Pojawia się wiele nowych pytań i wątpliwości dotyczących np. zawieszania terminów prawa administracyjnego, wykonywania zobowiązań w ramach dotacji UE, kwestii ubezpieczeń społecznych (KRUS, ale i pracownicy zgłoszeni do ZUS), prawa spółdzielczego, stosunków umownych czy kwestii podatkowych i sprawozdawczych – mówi Mikołaj Baum.