Na początek wiadomość, która może zaskoczyć licznych przeciwników wymogów sanitarnych obowiązujących na terenie całego kraju, wprowadzonych z końcem lutego. Bioasekuracja jest nieodzowna i musi być wdrożona we wszystkich landach od zaraz - zadecydowały władze w Niemczech i od kilku miesięcy wprowadzają plan w życie. Dodatkowo u naszych zachodnich sąsiadów realizowany jest odstrzał dzików, choć w jego powodzenie… mało kto wierzy. Ambitny plan depopulacji 70 proc. dzików wydaje się wręcz niemożliwy do realizacji. Szczególnie na terenach graniczących z Polską, które charakteryzują się nie tylko największą powierzchnią lasów, ale i upraw kukurydzy.

Wróćmy jednak do posiedzenia ekspertów, które na początku lutego odbyło się w Brukseli.

Choć w spotkaniu wzięło udział 20 specjalistów z całej Europy, to nikt nie znalazł dotychczas złotego środka na pozbycie się dzików. Dla większości fachowców zmniejszenie populacji dzików o kilkadziesiąt procent jest wręcz niemożliwe. - Choćby do odstrzału powołano wojsko, które przez cały rok zamiast na poligonach spędzałoby czas w lasach, to i tak nie zmniejszymy populacji o 30, 50 czy tym bardziej 70 proc. Wcale nie chodzi tu o złą wolę myśliwych. Na wiosnę dziki wchodzą w zboża i do końca zbiorów kukurydzy, czyli do jesieni, żerują wyłącznie tam - powtarzają eksperci. Ponadto niewiele osób wie, że teren, na którym wystąpiły przypadki ASF-u, przez wiele miesięcy, a bywa że i lat, jest zainfekowany. Dlatego nawet jeśli założymy, że w danym lesie nie byłoby chorych dzików przez rok, to kolejne zdrowe zwierzęta mogą stać się nowymi nosicielami choroby. Wystarczy, że natrafią na kości padłego zwierzęcia. Co ciekawe, wirus w układzie kostnym utrzymuje się nawet do 1000 dni!

KIM JEST TEN POLSKI FANTASTA? CZYŻBY MIŁOŚNIKIEM "GWIEZDNYCH WOJEN"?

Największą salwę śmiechu podczas pierwszych obrad grona ekspertów wywołała informacja przedstawiona przez jednego z zachodnich specjalistów: - Przecież Polska ma już sposób na dziki. Wypuści drony, które najpierw zmierzą temperaturę zwierząt, a na końcu odstrzelą chore sztuki. Wszyscy dopytywali polskiego przedstawiciela o personalia autora tego pomysłu, dodając z sarkazmem, że z chęcią zaproszą go do swojego kraju, nie do zwalczania dzików, ale do kabaretu. Zaznaczono, że "fantasta z Polski" najwyraźniej nie zna behawioryzmu zwierząt. Aby zbadać temperaturę zwierzęcia, należałoby zbliżyć się do niego przynajmniej na kilkanaście centymetrów, a ono z kolei musiałoby stać nieruchomo. - To już jest nierealne, nie wspominając o tym, kto i jak miałby sterować dronem, a na dodatek jak miałby unieszkodliwiać zwierzęta, a później zbierać truchła? Beczka śmiechu. Ktoś chyba naoglądał się "Gwiezdnych Wojen" - podsumowano.

Sprawę starał się bagatelizować przedstawiciel z Polski, tłumacząc, że była to jedna z wielu propozycji walki z dzikami i nie znalazła żadnego poparcia, a każde, nawet najbardziej irracjonalne na pierwszy rzut oka rozwiązanie warto przedyskutować.

ASF W NIEMCZECH PRĘDZEJ NIŻ NA WIELKOPOLSCE?

Eksperci nie mają wątpliwości. Wystąpienie wirusa u naszych zachodnich sąsiadów wcale nie musi być jednoznaczne z przyjściem chorych dzików z Polski. Wystarczy, że zostanie powielony przypadek z Czech. Tam choroba została zawleczona przez migrantów zarobkowych z Ukrainy. Obywatele ze Wschodu zazwyczaj zatrudniani są w gospodarstwach rolnych. Bardzo często, aby zaoszczędzić, przywożą ze swojego kraju pożywienie niewiadomego pochodzenia. O skali tego, dodajmy, nielegalnego procederu niech świadczą liczby. Tylko w grudniu polska straż graniczna zarekwirowała kilka ton mięsa! Skonfiskowane mięso to zazwyczaj dziczyzna i wieprzowina.

Załóżmy, że nawet jeśli niewielką ilość dziczyzny uda się przemycić przez granicę, pracownik rolny może stać się wektorem choroby.

UWAGA NA NADLEŚNICTWO!

Ciekawe wnioski prosto z Łotwy przedstawiła przedstawicielka tego kraju. ASF mogą roznosić także leśnicy, dlatego powinni być objęci obowiązkową bioasekuracją. Kilka miesięcy temu doszło do przeniesienia choroby aż o kilkadziesiąt kilometrów. Zawiniła tu niefrasobliwość leśników, którzy przewieźli ciężki sprzęt z terenu, na którym występował ASF. Mowa tu o sprzęcie do wycinki drzew. Jako że jest on warty kilkaset tysięcy euro, większości nadleśnictw nie stać na jego zakup, dlatego powszechną praktyką jest jego wypożyczanie. Maszyna była transportowana w różne zakątki kraju, a sprzęt po pracy na terenie, gdzie jest ASF, nie był dezynfekowany. W ten sposób chorobę przeniesiono o kilkadziesiąt kilometrów. Eksperci uważają, że obowiązek korzystania z mat dezynfekcyjnych powinien obowiązywać leśników oraz pracowników zakładów usług leśnych, którzy na co dzień pracują w lasach. Ryzyko rozprzestrzenienia przez nich choroby jest bardzo wysokie.

CZY WIRUS MOŻE WYSTĄPIĆ W PASZY?

Ten temat wywołuje ogromne emocje nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach europejskich. Bywa, że jest podnoszonym argumentem w kontekście wstrzymania kontyngentu zbóż z Ukrainy. Jak się okazuje, bardzo dokładne badania w tej dziedzinie od dłuższego czasu prowadzi Uniwersytet w Kopenhadze. Potwierdzono, że przeniesienie choroby na ziarna zbóż jest realne. Może do niego dojść w przypadku, gdy śluz pochodzący od chorej zwierzyny zostanie zostawiony na kłosie rośliny. Jednak co ważne, wirus nie rozprzestrzenia się wówczas na pozostałe ziarna. Przez to znalezienie kilkunastu zainfekowanych ziaren w tonach przewożonych zbóż może przypominać szukanie igły w stogu siana. Zasadne wydaje się poddawanie ziaren obróbce cieplnej.

GODZINA ZERO

Obecność na spotkaniach eksperckich przedstawicieli krajów, w których występuje ASF, nie dziwi. Udział Francji, Belgii, Portugalii czy Hiszpanii pokazuje, jak bardzo poważnie kraje Unii traktują wirus. Tym bardziej że ASF wcale nie musi do nich dotrzeć, by spowodować ogromne straty na ich rynkach. Jak wyliczono, wystarczy, że choroba dotrze do Niemiec, a stanie się problemem dla wszystkich ościennych krajów. Ceny wieprzowiny w jednym momencie spadną aż o 30 proc.

Ogromne nadwyżki mięsa, które obecnie są wysyłane do Azji, "zapchają" rynek. Naturalną reakcją będzie ograniczenie importu prosiąt z Danii i Holandii. Co ciekawe, jedynym zwycięzcą tego istnego trzęsienia ziemi w branży może być… Hiszpania, czyli kraj, który najdłużej walczył z ASF-em. Kraj z Półwyspu Iberyjskiego z jednej strony skorzysta z taniego surowca z Europy, a z drugiej zwiększy swój eksport do Azji. Zapotrzebowanie na surowiec ze strony Chin będzie tak duże, że Hiszpanie będą musieli ratować się importem mięsa z Polski i Niemiec. Pozostaje nam mieć nadzieję, że do tego czarnego scenariusza jednak nie dojdzie.

Artykuł ukazał się w kwietniowym numerze miesięcznika "Farmer"