Zabiegami niosącymi ze sobą duże zagrożenie dla poziomu dobrostanu, a jednocześnie budzącymi duży opór społeczny jest przycinanie (szlifowanie) kiełków i obcinanie ogonów u prosiąt. W myśl obecnie obowiązujących przepisów zabiegi te są dozwolone pod warunkiem wykonania do siódmego dnia życia prosiąt. Zabiegi te mogą być przeprowadzane wyłącznie przez osobę posiadającą stosowne kwalifikacje (lekarz lub technik weterynarii). Co ważne, nie powinny być one przeprowadzane rutynowo – przepisy mówią jasno: piłowanie kiełków i przycinanie ogonów możliwe jest tylko wtedy, gdy zajdzie ku temu ewidentna konieczność. To znaczy kiedy?

Po co to robimy?

Przycinanie (piłowanie) kiełków ma dwa zasadnicze zadania: po pierwsze ma ograniczyć uszkodzenia ciała prosiąt na skutek walki pomiędzy osobnikami. Zdarza się bowiem, szczególnie w warunkach silnej konkurencji o pokarm (duża liczebność miotu, słaba laktacja lochy), że pomiędzy oseskami dochodzi do starć, które mogą prowadzić do powstania ran. Te z kolei wykazują tendencję do uleganiu zakażeniu. W literaturze spotkać można również opinię mówiącą o pozytywnym wpływie korekcji kiełków na redukcję przypadków zapalenia wymienia u lochy.

Konsekwencją jest nie tylko ogromne cierpienie zwierząt, lecz także występowanie zakażeń, ropni, podwyższone zużycie antybiotyków i występowanie konfiskat poubojowych. Wydaje się zatem, że powyżej opisane zabiegi mają swoje uzasadnienie. Czy jednak aby na pewno?
Piłowanie kiełków to przeżytek?

Zdaniem Piotra Cybulskiego, lekarza weterynarii, specjalisty od chorób trzody chlewnej, przycinanie kiełków jest zabiegiem, z którego z powodzeniem da się zrezygnować.

– Na żadnej z ferm, na których pracuję, już od kilku lat nie przeprowadzamy szlifowania kiełków i nie widzę większych problemów z tym związanych. Owszem, w niektórych miotach, szczególnie w przypadku słabej laktacji lochy występuje problem agresji wśród prosiąt. Silna konkurencja o dostęp do wymienia sprawia, że silniejsze osobniki próbują zdominować słabsze. W efekcie dochodzi wówczas do pogryzień, które często kończą się stanami zapalnymi. Dolegliwości te z powodzeniem można jednak leczyć. Zjawisko to nie jest dużym problemem (oceniam, że dotyczy maksymalnie 1-2 proc. zwierząt), a rezygnacja z przycinania kiełków stwarza dużo mniejsze ryzyko niż jej wykonywanie: zabiegi te często kończyły się poważnymi zranieniami dziąseł, które nie tylko zadawały zwierzętom ogromny ból, ale również mogły się przyczynić do występowania infekcji – tłumaczy ekspert.

A co z korekcją ogonów?

Mniej oczywista jest możliwość rezygnacji z przycinania ogonków. Jak mówi Piotr Cybulski, można podejmować próby wyeliminowania tego zabiegu, jednak cyklicznie może pojawiać się problem z agresją prowadzącą do obgryzania tej części ciała.

– Problem ten praktycznie nie występuje w stadach żywionych „na mokro” – w tej technologii zwierzęta mają bowiem swobodny dostęp do paszy, przez co konkurencja między osobnikami ograniczona jest do minimum. Dużo gorzej jest natomiast w stadach żywionych tradycyjnie, zwłaszcza tych, w żywieniu których stosowane są pasze granulowane. Wówczas jeśli ogony nie są przycięte, często dochodzi do ich obgryzania. Problem ten potęgują niekorzystne warunki panujące w obiekcie, zwłaszcza przeciągi czy duże wahania temperatur. W przypadku stad, w których występuje problem agresji, rezygnacja z przycinania ogonów nie jest dobrym kierunkiem – mówi specjalista.

Minimalizujemy cierpienie

Jak wynika z powyższego, o ile bez problemu da się zrezygnować przycinania kiełków, to eliminacja obcinania ogonów może nieść ze sobą więcej strat niż korzyści. Nie tylko dla naszej kieszeni, ale również dla dobrostanu zwierząt: rany powstałe z obgryzienia ogona u dorosłych zwierząt wygenerują bowiem dużo większe cierpienie niż przycięcie go w młodym wieku. Jeśli zatem w naszym stadzie obserwujemy tendencję do obgryzania ogonów, zdecydowanie lepiej jest dokonać wcześniejszej korekcji. Aby ograniczyć ból i wyeliminować ryzyko infekcji, zabieg ten musi być jednak wykonany prawidłowo.

– Do przycinania ogonów należy używać noża gazowego lub elektrycznego. Ostrze takich urządzeń rozgrzewane jest do czerwoności, dzięki czemu powstała rana zostaje natychmiast przyżegana. Ogranicza to ból i zamyka drogę wniknięcia patogenów do ustroju zwierzęcia. Przycinania nie możemy wykonywać zbyt szybko – w takim wypadku rana nie zostanie wystarczająco zasklepiona. Należy również pamiętać o tym, by ciąć prostopadle do przekroju ogona – wówczas rana będzie możliwie jak najmniejsza – mówi Piotr Cybulski.
Nie należy też zapominać o profilaktyce: zwierzęta powinny mieć dostęp do przedmiotów absorbujących ich uwagę. – Średnio sprawdzają się powszechne w naszych fermach łańcuchy zawieszane na elementach wygrodzeń – zwierzęta szybko tracą zainteresowanie nimi. Dużo lepszym rozwiązaniem jest zapewnienie dostępu zwierzętom np. do plastikowych kanistrów lub butelek. Przedmioty te skupiają uwagę zwierząt, przez co tracą one zainteresowanie atakowaniem innych osobników – mówi specjalista.

Jak wynika z powyższego artykułu, o ile z przycinania kiełków z powodzeniem możemy zrezygnować, to zaniechanie korekcji ogonów w niektórych przypadkach będzie trudno. Jednak analiza trendów panujących w europejskim rolnictwie nie pozostawiają złudzeń – czeka nas stopniowe wycofywanie się ze stosowania tego zabiegu. Już dziś zrezygnowano z niego m.in. w Szwecji i Finlandii. Musimy zatem zacząć szukać innych metod ograniczania agresji niż przycinanie ogonów.