Ekologiczny chów trzody chlewnej nigdy w naszym kraju nie cieszył się większą popularnością. Fakt ten może nieco dziwić – z jednej strony wydawałoby się, że z roku na rok przybywa amatorów wyrobów klasy premium, do których niewątpliwie zalicza się wieprzowina produkowana w systemie chowu ekologicznego. Z drugiej strony popularności tego rodzaju produkcji sprzyja wciąż rozdrobniona produkcja trzody chlewnej w Polsce. Choć od lat postępuje koncentracja tejże gałęzi chowu, to na tę chwilę statystyczne stado trzody chlewnej w Polsce liczy ok. 114 świń. Dla porównania w Hiszpanii wielkość ta przekracza liczbę 400. Wydawałoby się zatem, że chów w systemie ekologicznym idealnie wpasuje się w specyfikę polskiego rolnictwa, stwarzając dla drobnych producentów niszę, w której są w stanie utrzymać się na rynku. Niestety, tak nie jest. Dlaczego?

Ile gospodarstw ekologicznych utrzymuje trzodę?

Zanim odpowiemy na postawione wyżej pytanie, przyjrzyjmy się danym dotyczącym wielkości ekologicznej produkcji trzody w minionych latach. Niestety, nie udało nam się dotrzeć do informacji za rok 2021 – będzie ona dostępna dopiero pod koniec pierwszego kwartału roku, niemniej sporo można wywnioskować już z danych dotyczących dwóch minionych lat. Jak widać w załączonych tabelach, liczba gospodarstw ekologicznych utrzymujących trzodę jest w Polsce mocno zróżnicowana w zależności od regionu: większość produkcji koncentruje się w zasadzie w czterech regionach: w południowo-wschodniej Polsce (woj. małopolskie, podkarpackie i świętokrzyskie), oraz w województwie kujawsko-pomorskim. Niestety, widać, że zarówno trend dotyczący liczby gospodarstw, jak i liczby zwierząt jest wyraźnie spadkowy. Należy oczekiwać, że 2021 r. przyniesie kontynuację tego trendu, zwłaszcza że większość regionów stanowiących dotychczas ostoję produkcji ekologicznej zostało w minionym roku bardzo mocno doświadczonych przez ASF. 

Czy przemysł jest zainteresowany ekowieprzowiną?

– Jeśli chodzi o produkcję żywca wieprzowego w systemie ekologicznym na rynku krajowym, jest to absolutna nisza – odróżnia nas to choćby od krajów Europy Zachodniej, gdzie taka żywność jest powszechnie dostępna – mówi Wojciech Głąb z Biura Certyfikacji COBICO.

Jak dodaje nasz rozmówca, obiegowa opinia mówiąca o braku zainteresowania przemysłu mięsnego ekologiczną wieprzowiną nie jest do końca prawdziwa. Paradoksalnie problemem jest jednak struktura produkcji żywca w naszym kraju.

Zakłady przetwórcze często zainteresowane są zakupem „ekologicznej” wieprzowiny, jednak rynek rzadko dostarcza im odpowiednio duże partie surowca, fot. Stock.Adobe
Zakłady przetwórcze często zainteresowane są zakupem „ekologicznej” wieprzowiny, jednak rynek rzadko dostarcza im odpowiednio duże partie surowca, fot. Stock.Adobe

– Istnieją zakłady przetwórcze, które z chęcią kupowałyby tuczniki wyprodukowane w systemie ekologicznym, jednak aby miało to rację bytu, potrzebne są odpowiednio duże partie wyrównanych wagowo zwierząt. Niedawno kontaktował się z nami zakład, który myślał o certyfikacji produkcji wyrobów mięsnych w systemie ekologicznym. Sama certyfikacja poprzedzona była badaniem rynku i okazało się, że poszukiwania surowca będą bardzo ciężkie. Owszem funkcjonuje pewna liczba gospodarstw, nie są one jednak w stanie dostarczyć ilości tuczników interesującej przetwórnie. Zgłaszają się do nas również inne zakłady z prośbą o udostępnienie listy producentów, niemniej często okazuje się wtedy, że odległość dzieląca rolnika od przetwórcy jest zbyt duża – naraża to zwierzęta na konieczność długotrwałego transportu, rodzi również problemy natury logistycznej – mówi w rozmowie z „Farmerem” specjalista. 

Dystrybucja „na własną rękę”

Jak wynika z powyższej wypowiedzi współpraca pomiędzy drobnymi producentami ekologicznej wieprzowiny a większymi zakładami przetwórczymi napotyka na pewne problemy. Co zatem dzieje się z produkowanym przez rolników żywcem?

– Możliwości jest kilka, w zależności od regionu. Rolnicy współpracują niekiedy z niewielkimi, lokalnymi ubojniami lub też prowadzą ubój i przetwórstwo mięsa w przydomowych zakładach. Śmiem jednak powiedzieć, że jeżeli rolnik sam nie znajdzie sobie źródła zbytu, nierzadko wyprodukowany w systemie ekologicznym tucznik sprzedawany jest jako konwencjonalny. Przy obecnej sytuacji na rynku trzody chlewnej, przy obowiązujących obecnie niezwykle niskich cenach żywca wieprzowego trudno jest w takim przypadku mówić o jakiejkolwiek opłacalności produkcji – mówi Wojciech Głąb.

Jak zauważa specjalista, cały sektor znajduje się obecnie w pewnym zawieszeniu. Producentów raczej nie ubywa, nie można jednak mówić o wzroście zainteresowania rolników chowem trzody chlewnej w systemie ekologicznym.

– O ile niektóre branże – choćby produkcja wyrobów mleczarskich, warzyw, owoców miękkich czy jaj bardzo dobrze radzą sobie na rynku żywności ekologicznej, o tyle w sklepie nie spotkałem się jeszcze z ekologiczną wieprzowiną pochodzącą z Polski, nie mówiąc już o wędlinach. Myślę, że obecnie wielu czeka na to, jak na opłacalność produkcji wpłyną zasady Zielonego Ładu, być może one zachęcą rolników do rozwijania tego segmentu produkcji – tłumaczy nasz rozmówca.

Ekoprodukcja w dobie ASF

Mówiąc o chowie trzody chlewnej w systemie ekologicznym, nie sposób nie poruszyć wpływu afrykańskiego pomoru świń na ten sektor. Pierwszą sprawą, jaka nasuwa się, jest pytanie, jak połączyć obowiązujący w zasadach rolnictwa ekologicznego nakaz zapewnienia zwierzętom dostępu do wybiegów z zakazem takiego utrzymania nakładanym na producentów ze stref ASF przez przepisy weterynaryjne.

– W tym przypadku nie ma problemu, aby pogodzić te dwa aspekty: prawo weterynaryjne jest bowiem nadrzędne nad wymogami rolnictwa ekologicznego, nie ma tu zatem konfliktu. W pierwszej kolejności należy utrzymać bezpieczeństwo biologiczne produkcji, nie ma również ryzyka, że brak możliwości utrzymania zwierząt na wybiegach spowoduje utratę przez rolnika certyfikatu – tłumaczy Wojciech Głąb.

Nie można jednak powiedzieć, że pomór nie wpływa na gospodarstwa specjalizujące się w ekologicznym chowie świń.

– Obowiązek stworzenia planu bezpieczeństwa biologicznego, a przede wszystkim konieczność wdrożenia w gospodarstwach określonych standardów bioasekuracji sprawiają, że część producentów zastanawia się, czy nie zakończyć działalności. Dla wielu małych gospodarstw – a o takich mówimy w kontekście chowu ekologicznego – inwestycje w bioaskekurację wydają się bowiem nie do udźwignięcia – tłumaczy specjalista.

I tak okazuje się, że sektor, który w teorii mógłby być szansą dla mniejszych producentów na utrzymanie opłacalnej produkcji trzody chlewnej, również napotyka wiele problemów. Czy przetrwa bieżący kryzys i będzie w przyszłości się rozwijać? Aby tak się stało, konieczne jest w pierwszej kolejności duże zainteresowanie konsumenta, które pociągnie za sobą również większa zainteresowanie podmiotów przetwórczych zakupem „ekologicznych” tuczników. Dopiero wtedy widok ekologicznego mięsa czy wędlin na sklepowych półkach stanie się standardem.