Główny Urząd Statystyczny opublikował w poniedziałek wstępne dane dotyczące pogłowia świń w grudniu minionego roku. Dane te z pozoru są optymistyczne. Całkowite pogłowie świń wzrosło w porównaniu z końcem 2015 roku o blisko 5 proc, i wyniosło nieco ponad 11,1 mln zwierząt. Podobny wzrost odnotowano w przypadku pogłowia loch. Populacja stada podstawowego wyniosła na koniec roku niespełna 860 tys. szt.

Niestety, opublikowane dane trudno uznać za zwiastun poprawy sytuacji krajowej produkcji prosiąt. Ten sam raport wskazuje bowiem, że import żywych zwierząt przeznaczonych na tucz, wyniósł w ubiegłym roku blisko 4,9 mln sztuk, będąc tym samym o ponad 5 proc. wyższym niż w 2015 roku.

Sprawa wygląda jeszcze poważniej, jeżeli zwrócimy uwagę na to, jak zmieniało się pogłowie świń w kraju w ciągu minionych 10 lat. Według danych z połowy 2007 roku, całkowite pogłowie świń wynosiło wówczas ponad 18 mln sztuk, a pogłowie loch – 1,8 mln zwierząt. Widać więc wyraźnie, że w ciągu niespełna 10 lat z kraju ubyło ponad 7 milionów świń, z czego aż milion stanowiły lochy. Stąd coraz większe uzależnienie naszej gospodarki od importu warchlaków. O przyczynach tego stanu rzeczy rozmawialiśmy z Aleksandrem Dargiewiczem z Krajowego Związku Pracodawców – Producentów Trzody Chlewnej. Jego zdaniem problem jest niezwykle złożony.

- Czynników wpływających na redukcję pogłowia loch, i wzrost znaczenia importu żywych zwierząt jest naturalnie kilka. Jednym z nich jest niekorzystna struktura produkcji świń w naszym kraju. Chowem świń wciąż zajmuje się wiele małych gospodarstw, w których produkcja prosiąt jest nieefektywna i nieopłacalna. Stąd też w wielu tego typu gospodarstwach odchodzi się od chowu loch, w zamian za tucz w cyklu otwartym, lub tucz kontraktowy, oparty często na warchlakach pochodzących z importu. Dużym problemem jest także nieefektywne wsparcie produkcji prosiąt. W ramach środków z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich, można było skorzystać z dopłat na rozbudowę infrastruktury niezbędnej do produkcji prosiąt. Niestety środki pochodzące z PROW wystarczyły jednak na budowę obiektu, o wielkości pozwalającej na chów stada podstawowego wielkości 100 - 150 loch. Tymczasem według naszych kalkulacji opłacalna produkcja prosiąt rozpoczyna się od stada podstawowego wielkości 400 loch. Wskazuje to więc, że dotychczasowe wsparcie produkcji prosiąt było nieefektywne – tłumaczy nasz rozmówca.

Zdaniem naszego rozmówcy, tak niska skala produkcji w kraju, nie pozwala nam konkurować z producentami z Danii czy z Niemiec:

- Produkcja świń w małych gospodarstwach jest nieefektywna. Drobnych producentów nie stać bowiem na zatrudnienie wysokiej klasy specjalistów, którzy mogliby wykorzystać w pełni potencjał genetyczny tkwiący w zwierzętach. W skutek tego liczba prosiąt odsadzanych rocznie od lochy, jest w naszym kraju średnio 10 sztuk niższa niż w Danii – tłumaczy Aleksander Dargiewicz.

Jego zdaniem dużym problemem są także trudności administracyjne związane z uzyskaniem dokumentacji pozwalającej na budowę nowego obiektu:

- Obecnie wieś przestaje być miejscem produkcji rolniczej, w zamian tego staje się miejscem rekreacji ludności miejskiej. Stąd biorą się problemy z uzyskaniem zezwoleń na budowę nowych ferm. Jeżeli na poważnie chcemy konkurować na wspólnym rynku, władze wyznaczające trendy rozwoju polskiej wsi, muszą wziąć pod uwagę, że podstawowym celem istnienia wsi jest właśnie produkcja rolna. Jeżeli tak się nie stanie, towarowa produkcja trzody chlewnej zostanie w naszym kraju zmarginalizowana – mówi w rozmowie z naszym portalem Aleksander Dargiewicz.

Zdaniem naszego rozmówcy istnieje szansa na odbudowę produkcji prosiąt w kraju, niezbędna jest jednak do tego całkowita zmiana podejścia władz:

- Bez programu finansującego produkcję prosiąt na dużą skalę, nie może być mowy o poprawie konkurencyjności naszych producentów. Obecnie prowadzone programy wsparcia są ruchami pozorowanymi. Jeżeli na poważnie chcemy nawiązać konkurencję z Duńczykami, w kraju muszą powstawać fermy o obsadzie 2000 loch, wyspecjalizowane wyłącznie w produkcji prosiąt. Wówczas takie obiekty mogą zaopatrywać nowoczesne tuczarnie o obsadzie rzędu 1000 stanowisk lub większe. W chwili obecnej w kraju istnieje tylko kilka tak dużych obiektów nastawionych na produkcję prosiąt. Rozdrobnienie produkcji sprawia, że zakup dużych partii warchlaka z jednego źródła, jest w naszym kraju bardzo trudny. Lukę tą z powodzeniem wykorzystują Duńczycy – podkreśla Aleksander Dargiewicz.